Przebudzenie po przerwie

FMSKbQXWYAQVYum

Caroline Seger tym razem pewnie wykonała rzut karny (Fot. Bildbyrån)

Niedzielny mecz z Portugalią przyniósł nam potężną dawkę optymizmu, więc dziś – dla niezbędnej w przyrodzie równowagi – nie było już aż tak kolorowo. Powodów do przesadnego dramatyzowania też jednak nie ma, bo choć ambitnych i grających naprawdę solidny futbol Włoszek zdominować się ostatecznie nie udało, to i w dzisiejszym starciu możemy doszukać się przynajmniej kilku pozytywów. Na nie musieliśmy jednak poczekać do drugiej połowy, gdyż przed przerwą to rywalki miały na stadionie w Lagos zdecydowanie więcej do powiedzenia i to one, po strzale Valentiny Giacinti, w pełni zasłużenie prowadziły 1-0. Co gorsza, bramkową sytuację sprokurowaliśmy sobie niejako na własne życzenie, gdy na bardzo niefrasobliwe zagranie w poprzek boiska na trzydziestym metrze przed bramką Hedvig Lindahl zdecydowała się Olivia Schough. Zamiary szwedzkiej skrzydłowej bezbłędnie odczytała Barbara Boanasea, która błyskawicznie posłała w bój wspomnianą Giacinti, a klubowa koleżanka Karin Lundin i Ronji Aronsson nie miała większych problemów ze skutecznym sfinalizowaniem akcji. I nie można niestety powiedzieć, że stosunkowo szybko stracony gol podziałał na szwedzkie piłkarki mobilizująco, gdyż przed przerwą doczekaliśmy się jedynie dwóch celnych strzałów na bramkę Laury Giuliani. Z tym, że pierwszy z nich był w zasadzie niedokładnym dośrodkowaniem Jonny Andersson z rzutu wolnego, a drugi łatwym do obrony uderzeniem Kosovare Asllani zza pola karnego.

Czujni musieliśmy być za to w defensywie, bo choć większość kluczowych pojedynków główkowych Josefine Rybrink z Emmą Berglund wygrywały, to jednak Sara Gama oraz Martina Lenzini co pewien czas zapędzały się w okolice szesnastki Lindahl i to właśnie za ich sprawą na szwedzkim przedpolu robiło się nadzwyczaj nerwowo. Golkiperka madryckiego Atletico także nie mogła pozwolić sobie na dłuższą chwilę rozkojarzenia, bo choć Włoszki grały stosunkowo prostą piłkę, to ich gra bardzo długo przynosiła wymierne efekty i do przerwy to podopieczne trenerki Mileny Bertolini górowały w niemal wszystkich ważniejszych statystykach. I trzeba uczciwie przyznać, że liczby tym razem nie kłamały. Pewnością w interwencjach i w wyprowadzaniu piłki imponowała kapitanka Gama, w środku pola świetną partię rozgrywała Caruso, a zawodniczki ofensywne zrobiły to, z czego w pierwszej kolejności są rozliczane. Po szwedzkiej stronie od czasu do czasu uaktywniała się prawa flanka z Julią Roddar i Sofią Jakobsson, niezłe wejście w mecz zaliczyła grająca dziś w duecie środkowych pomocniczek Elin Rubensson, ale tej sportowej jakości było jednak po prostu zbyt mało. I choć tym razem graliśmy w ustawieniu, które możemy nazwać w przypadku tej kadry podstawowym, to jednak dało się odczuć, że te konkretne zawodniczki nie miały wcześniej zbyt wielu okazji do gry w tym składzie osobowym.

Zdecydowanie więcej dobrych informacji przyniosła nam druga połowa, choć i ona rozpoczęła się od włoskiego ostrzeżenia w postaci strzału z dystansu, który przytomnie odbiła Lindahl. Kolejne minuty to już jednak systematyczne przejmowanie przez Szwedki inicjatywy, a pojawienie się na boisku rezerwowych dziś Seger, Hurtig, czy Blackstenius tylko ten proces przyspieszyło. Do wyrównania powinniśmy jednak doprowadzić jeszcze zanim selekcjoner Gerhardsson zdecydował się na zmiany, kiedy to do idealnie dośrodkowanej przez Asllani futbolówki wyskoczyła Berglund. Strzał stoperki Rosengård zatrzymał się jednak na słupku, a dobitkę Olivii Schough ofiarnie wyblokowała ciałem Lucia Di Guglielmo. Pomocniczka madryckiego Realu ewidentnie rozkręcała się z każdą upływającą minutą i można było odnieść wrażenie, że kolejne udane zagrania tylko dodatkowo ją napędzają. A ponieważ za jej plecami piłki rozdzielała niezwykle efektywna dziś Seger, to szwedzka ofensywa wreszcie wyglądała tak, jak byśmy sobie tego życzyli. I na efekty tej zmiany faktycznie nie trzeba było długo czekać, choć akcja, po której padł wyrównujący gol rozpoczęła się od … nieudanego kontrataku Włoszek. Został on jednak perfekcyjnie skasowany przez Asllani, a później mieliśmy już tylko zagranie do wychodzącej na pozycję Hurtig, rozpaczliwy faul Lenzini we własnym polu karnym i pewnie wykonaną przez Seger jedenastkę. Końcówka meczu to kontynuacja ataków na bramkę Giuliani, choć trzeba oddać, że to Włoszkom w tej fazie gry udało się stworzyć jedyną stuprocentową okazję na rozstrzygnięcie meczu. Girelli wygrała walkę o górną piłkę z Julią Roddar i skierowała futbolówkę w kierunku nabiegającej na wprost bramki Caruso. Pomocniczka Juventusu miała przed sobą w zasadzie pustą bramkę, ale nie zdążyła precyzyjnie ustawić się do strzału, w efekcie czego w sukurs Hedvig Lindahl przyszła poprzeczka.

Remisowy wynik oznaczał, że kwestia zwycięstwa w turnieju o Puchar Algarve rozstrzygnie się w konkursie rzutów karnych. A w nim piłkarki obu reprezentacji pokazały, że bez presji jedenastki strzela się zdecydowanie łatwiej niż podczas gry o punkty. W pierwszych pięciu seriach nie pomyliła się żadna z dziesięciu egzekutorek, a w serii szóstej sprawy w swoje ręce (i nogi) skutecznie wzięła Hedvig Lindahl. Bramkarka Atletico najpierw sama pokonała Giuliani, a następnie zatrzymała futbolówkę uderzoną przez Serturini, dzięki czemu reprezentacja Szwecji po raz piąty w historii zwyciężyła w Pucharze Algarve. I tym miłym akcentem pozostaje zakończyć lutowe zgrupowanie, a już na kolejnym czeka nas pierwsze z tegorocznych wyzwań. Odliczanie do meczu z Irlandią czas zacząć!


itaswe

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s