Efektownie i efektywnie

hannaglas

W swoim 52. meczu dla kadry Hanna Glas doczekała się wreszcie pierwszego gola w reprezentacyjnych barwach (Fot. Bildbyrån)

Piłkarskie kontakty szwedzko-portugalskie były przez wiele lat bardzo luźne, ale ostatnimi czasy sytuacja ta uległa diametralnej zmianie. Dość powiedzieć, że już za kadencji Petera Gerhardssona nasze piłkarki miały aż dwie okazje do zmierzenia się z rywalkami z Półwyspu Iberyjskiego i oba te mecze jak najbardziej miały swoją dramaturgię. Wiosną 2019 równie niespodziewana, co zasłużona porażka błyskawicznie sprowadziła nas na ziemię po efektownym zwycięstwie nad Szwajcarkami, a rok później starcie obu ekip odbywało się w cieniu rozprzestrzeniającej się na kolejne kraje epidemii i w równym stopniu co wydarzenia na Estadio Algarve emocjonowały nas wówczas kolejne konferencje Światowej Organizacji Zdrowia. A jeśli komuś wciąż portugalskich akcentów mało, to nie zapominajmy, że w fazie grupowej tegorocznej Ligi Mistrzyń Häcken rozegrało nadspodziewanie emocjonujący dwumecz z Benfiką, który zakończył się remisem z delikatnym wskazaniem na piłkarki z Lizbony. To one bowiem wygrały ostatecznie wyścig o trzecią lokatę w tabeli, a podopieczne trenerów Grena i Vilahamna musiały zadowolić się pozycją numer cztery.

Jeśli jednak ktoś oczekiwał, że dzisiejszy rozdział portugalskiej historii przyniesie nam jeszcze jedno wyrównane widowisko, ten zdecydowanie się pomylił. Gospodynie zaczęły nawet dość odważnie i już w szóstej minucie nie tyle mogły, co wręcz powinny pokonać Jennifer Falk, ale stuprocentowa okazja Diany Silvy okazała się tak naprawdę jedyną, jaką tego dnia udało im się wykreować. Drużyna prowadzona przez Francisco Neto ani trochę nie przypominała bowiem zespołu, który zaledwie kilka dni wcześniej w dobrym stylu pokonał Norwegię, a w poprzednim roku potrafił dzielnie stawiać czoła Niemkom czy Amerykankom. Spora w tym jednak zasługa Szwedek, bo jak mówi stare, piłkarskie porzekadło w futbolu gra się na tyle dobrze, na ile pozwoli ci przeciwnik. A podopieczne trenera Gerhardssona nie pozwalały dziś rywalkom na wiele i gdyby przed przerwą zaprezentowały tak dobrą skuteczność jak po niej, to końcowe zwycięstwo na otwarcie nowego roku reprezentacyjnego mogło być jeszcze zdecydowanie bardziej okazałe. Narzekać jednak nie będziemy, choć oczywiście mamy nadzieję, że Madelen Janogy limit absurdalnie zmarnowanych bramkowych szans wypełniła już na wiele miesięcy do przodu.

Obojętnie nie da się przejść obok faktu, że aż trzy z czterech goli Szwedki strzeliły bezpośrednio po stałych fragmentach gry. Wygląda więc na to, że lutowe zgrupowanie nie zostało w tej materii zmarnowane i broń, która w eliminacjach EURO 2022 stałą się niemal naszym znakiem firmowym, znów może w decydujących momentach robić różnicę na naszą korzyść. Tym bardziej, że każdy z trzech wspomnianych tu goli był bezpośrednim następstwem całkiem innego zagrania, bo nijak nie da się postawić bezpośredniej centry Amandy Nildén na głowę Amandy Ilestedt obok przytomnego zachowania Hanny Glas, która dzięki dobremu ustawieniu i katastrofalnemu wybiciu portugalskiej defensywy strzeliła swojego pierwszego gola w narodowych barwach. A przecież niewykorzystane okazje Hurtig czy Blackstenius dobitnie pokazały, że liczba przećwiczonych przez szwedzką kadrę wariantów rozegrania rzutów wolnych i rożnych wydaje się nie znać końca.

Przed meczem trochę obawialiśmy się o dyspozycję piłkarek reprezentujących na co dzień kluby Damallsvenskan, ale szybko okazało się, że były to obawy cokolwiek nietrafione. Szwedzka kadra imponowała agresywnym pressingiem, który wraz z upływem minut wydawał się jeszcze przybierać na sile, co od razu przywołało wspomnienia z tak udanego dla nas turnieju olimpijskiego z Tokio i Jokohamy. O ile jesienią mieliśmy do postawy kadrowiczek wiele uwag, o tyle dziś znów zobaczyliśmy tę drużynę, która nieco ponad pół roku temu rzuciła na kolana piłkarski świat i nie ma co ukrywać, że patrzyło się na nią z największą przyjemnością.  Tym bardziej, że zagrożenie pod bramką Patricii Morais czyhało nie tylko po stałych fragmentach, ale w zasadzie … po każdym ataku inicjowanym przez szwedzkie piłkarki. W pierwszym kwadransie doskonały czas miały na prawej flance Hanna Glas z Johanną Kaneryd i to właśnie z tej strony nadchodziło nieustanne niebezpieczeństwo. Kiedy jednak Portugalki zaczęły się do tego przyzwyczajać, mocno uruchomiło się lewe skrzydło, napędzane podwójnymi siłami turyńskiego Juventusu w osobach Nildén i Hurtig. A przecież nie można było zapominać o środku, w którym to obok ewidentnie zmotywowanej do gry Caroline Seger kolejną życiówkę rozgrywała Filippa Angeldal. Pomocniczka Manchesteru City weszła w mecz kapitalnie i już po niespełna dwóch minutach obiła słupek portugalskiej bramki, a była to jedynie zapowiedź tego, co czekało nas w dalszej fazie gry. Choć trzeba przyznać, że była zawodniczka Häcken w pewnym momencie rozochociła się na tyle, że w odstępie kilkudziesięciu sekund przytrafiły się jej dwie całkowicie niepotrzebne straty i w perspektywie czekających nas niebawem wielkich turniejów takich błędów należy się zdecydowanie wystrzegać.

Niewiele da się powiedzieć o postawie szwedzkiej defensywy, która nie została dziś jakoś przesadnie mocno przetestowana. Przy prostopadłym podaniu Tatiany Pinto do Diany Silvy być może nieco lepiej mogła zachować się zarówno Kullberg, jak i Ilestedt, ale z drugiej strony trzeba też docenić jakość zagrania portugalskiej pomocniczki. Już przy wyniku 2-0 stoperka Brighton zdecydowała się ponadto na ryzykowne wybicie na pograniczu pola karnego, ale skoro musimy w tym akapicie wyciągać pojedyncze zagrania, to oznacza to mniej więcej tyle, że obrończynie jako kolektyw zapracowały sobie na naprawdę niezłą notę. Tym bardziej, że w zasadzie każda z nich dołożyła jeszcze coś ekstra z przodu; Glas otworzyła wynik spotkania (a przy odrobinie szczęścia mogła trafić przynajmniej jeszcze jeden raz), a Ilestedt wcale niełatwą główką podwyższyła szwedzkie prowadzenie po asyście Nildén. Można oczywiście życzyć sobie, aby w niektórych aspektach wyglądało to jeszcze lepiej (bo perfekcyjne występy w futbolu z zasady nie istnieją), ale jednak gdyby ktoś dziś narzekał na postawę naszych defensorek, to byłoby to zdecydowanie nie na miejscu.

Efektowny wynik i jeszcze bardziej efektowna gra to zestaw, którego w wykonaniu kadrowiczek Gerhardssona nie oglądaliśmy ani razu od zakończenia Igrzysk. I niby nie było to wcale aż tak dawno, ale jednak już zdążyliśmy się stęsknić. Dlatego nawet jeśli dziś graliśmy wyłącznie towarzysko, to dobrze było znów zobaczyć na placu gry taką drużynę. Teraz całą uwagę koncentrujemy już na czekającym nas w środę meczu z Włoszkami i życzymy sobie, aby także po nim można było wyciągać z gry szwedzkich piłkarek niemal wyłącznie pozytywne wnioski. A grać naprawdę będzie o co i nie mówimy tu wyłącznie o podbudowaniu morale przed kwietniowym starciem z Irlandią. Licznik dni bez porażki kadry bije bowiem nieprzerwanie od niemal dwóch lat i choć krajowy rekord już dawno został pobity, to miło byłoby go jeszcze trochę wyśrubować.


porswe

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s