Jak co mundial: Szwecja – USA

svff

Awans już jest, teraz pora zapolować na prestiżowe zwycięstwo (Fot. SvFF)

20. czerwca, Hawr, mecz Szwecja – USA. Trzecia kolejka fazy grupowej francuskiego mundialu. Stawka? Pierwsze miejsce w grupie F. Nagroda? Zwycięzca zmierzy się w 1/8 finału z potencjalnie mniej wygodnym, a do tego wypoczętym rywalem, dostając się jednocześnie do zdecydowanie trudniejszej połówki pucharowej drabinki. Czy zatem prawdziwe będzie twierdzenie, że dzisiaj najbardziej opłaca się … nie wygrywać? Z logicznego punktu widzenia być może tak, ale piłka nożna to nie matematyka, a na boisko wychodzi się po to, aby grać, a nie kalkulować. Nic więc dziwnego, że piłkarki obu ekip w cokolwiek wymowny sposób ucinały wszelkie spekulacje dotyczące mniejszego niż zazwyczaj zaangażowania, zgodnie zapewniając o chęci wywalczenia kolejnych trzech punktów i naprawdę trzeba mnóstwo złej woli, aby w te zapewnienia nie wierzyć. Co ciekawe, z niewygodnymi pytaniami zdecydowanie częściej musiały się przed dzisiejszym meczem mierzyć Amerykanki, co jest o tyle groteskowe, że mówimy przecież o nacji, która przeświadczenie o byciu numerem jeden ma zapisane niemal w kodzie genetycznym. Trudno więc spodziewać się, aby obrończynie tytułu przesadnie bały się na przykład przedwczesnej konfrontacji z Francją, skoro sportowcy z USA z definicji nadmiernego lęku przez rywalami odczuwać nie zwykli.

Dla Amerykanek dzisiejsze starcie będzie także szansą do rewanżu za pamiętny ćwierćfinał Igrzysk Olimpijskich, po którym to w niesławie zakończyła się kariera reprezentacyjna Hope Solo. Była golkiperka między innymi Göteborga i reprezentacji USA w dość niewybredny sposób skomentowała wówczas styl gry szwedzkiej kadry, który jednak ostatecznie okazał się na tyle skuteczny, że brutalnie przerwał marsz USWNT po jeszcze jedno złoto na wielkiej imprezie. Tym razem nawet porażka nikogo z turnieju absolutnie nie wyeliminuje, ale szansa odegrania się za tamto niepowodzenie w meczu o punkty z pewnością jest okazją, obok której podopieczne Jill Ellis nie zamierzają przejść obojętnie. Do potyczki z brazylijskich Igrzysk w zgrabny sposób nawiązała zresztą podczas jednej z konferencji także Hedvig Lindahl, żartując, że żądne rewanżu Amerykanki na pewno dadzą jej sporo okazji do wykazania się bramkarskimi umiejętnościami, a to z kolei może zapewnić jej lepszy kontrakt w następnym klubie, który przyjdzie jej reprezentować. Jaki to będzie zespół? Tego na ten moment nie wie jeszcze nawet sama zainteresowana.

W przypadku rywalizacji szwedzko-amerykańskiej trudno rzecz jasna mówić o jakimkolwiek elemencie zaskoczenia. Nie dość, że nasze piłkarskie losy przeplatają się w sposób niewyobrażalny, to jeszcze w fazie grupowej mistrzostw świata spotykamy się regularnie od szesnastu lat. Obie nacje łączą także osoby selekcjonerów: Pia Sundhage prowadziła reprezentację USA na mundialu w Niemczech, a odpowiedzialny w sztabie Jill Ellis za kwestie taktyczne Tony Gustavsson to człowiek, który swego czasu doprowadził Tyresö do finału Ligi Mistrzyń. To wszystko oznacza tyle, że wszelkie próby oszukania przeciwnika jakimś nieszablonowym rozwiązaniem będą oczywiście trudne do zrealizowania, choć Peter Gerhardsson przekonuje, że i na Amerykanki znajdzie się w rękawie jakiś as. W dwóch pierwszych meczach droga do zwycięstwa wiodła przez doprowadzone niemal do perfekcji schematy rozegrania ofensywnych stałych fragmentów gry, a także liczne dośrodkowania z bocznych sektorów boiska, ale dziś możemy spodziewać się nieco innego oblicza szwedzkiej kadry. Oczywiście, gdy tylko nadarzy się okazja zamienienia na gola na przykład rzutu wolnego, to na pewno postaramy się ją wykorzystać, ale już samo ustawienie wyjściowej jedenastki będzie nieco inne niż w potyczkach z Chile czy Tajlandią. Czy oznacza to powrót do gry trójką stoperek? Pytany o to wprost selekcjoner jedynie uśmiecha się tajemniczo, podobnie zresztą jak Amanda Ilestedt oraz Jonna Andersson, które w takim układzie stanęłyby przed szansą rozegrania pierwszych minut na francuskim mundialu. Pewne jest jedynie to, że dziś na murawie Stade Océane nie zobaczymy narzekającej na problemy z mięśniem uda Madelen Janogy. Lekarz kadry jednoznacznie wykluczył udział skrzydłowej Piteå w trzecim meczu fazy grupowej, choć – jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidywanego – nasza jokerka powinna być w pełni sił na 1/8 finału. Inną zawodniczką, której występ w dzisiejszym spotkaniu jest mocno wątpliwy jest zagrożona absencją za nadmiar żółtych kartek Magdalena Eriksson, choć gdyby jednak defensorka Chelsea miała w Hawrze zagrać, to o jej motywację możemy być spokojni. To właśnie ona odniosła się bowiem w sposób bezpośredni do słów Ali Krieger, która stwierdziła, że na chwilę obecną dwie najlepsze reprezentacje świata to USA i … druga jedenastka USA. To było absolutnie nie na miejscu, ale dzięki temu będziemy jeszcze bardziej naładowane. Amerykanki to świetna drużyna, ale my potrafimy z nimi grać i nie boimy się tego meczu. A tak w ogóle to powiedziała to ich rezerwowa, tak? – odparła w swoim stylu Eriksson. Zdecydowanie oszczędniejsza w dawkowaniu emocji była natomiast Hedvig Lindahl: Amerykanki mogą prowadzić sobie gierki na spotkaniach z mediami, a my zagramy na boisku – skomentowała całe zamieszanie doświadczona golkiperka. I słusznie, zagrajcie tak, aby dzisiejszy mecz przyniósł przynajmniej taki sam efekt, jak ten sprzed ośmiu lat, rozgrywany zresztą w dokładnie takich samych okolicznościach. A jeśli – podobnie jak wtedy w Niemczech – cały mundial także zakończy się medalami dla obu zespołów, to też protestować z tego powodu nie będziemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s