Porażka jest, dramatu nie ma

p5elrizjbylujxuyzlxp

Sofia Jakobsson była bardzo aktywna na prawym skrzydle (Fot. Getty Images)

To wszystko wydarzyło się zdecydowanie zbyt szybko. Megan Rapinoe dośrodkowała z narożnika boiska, Zigiotti i Sembrant nie zdołały wybić lecącej wzdłuż bramki futbolówki, a sytuację ogólnego zamieszania w szwedzkiej szesnastce skutecznie wykorzystała Lindsey Horan, bez litości pakując piłkę do siatki Lindahl. Zegar na stadionie przy Bulwarze Leningradzkim w Hawrze wskazywał wówczas dopiero trzecią minutę gry, a my już wiedzieliśmy, że w starciu z obrończyniami tytułu o żadnej taryfie ulgowej nie będzie dziś mowy.

Z początkowego szoku udało się nam jednak otrząsnąć na tyle szybko, że podopieczne Jill Ellis nie zdołały od razu pójść za ciosem. Co więcej, dzięki aktywnej postawie przede wszystkim Kosovare Asllani oraz Sofii Jakobsson, ciężar gry zaczął powoli przesuwać się w kierunku pola karnego Alyssy Naeher i choć klarownych okazji pod bramką golkiperki Chocago Red Stars wciąż było jak na lekarstwo, to defensywa USA cały czas musiała mieć się na baczności. Tym bardziej, że na jej błędy czyhała również wykonująca naprawdę ogromną pracę na rzecz zespołu Stina Blackstenius, ustawiona dziś nieco niżej niż zazwyczaj. Na dobrą sprawę, w desygnowanym do gry od pierwszej minuty przez Petera Gerhardssona ofensywnym kwartecie prawidłowo nie funkcjonowało tylko obsadzone przez Olivię Schough lewe skrzydło, ale do rozczarowujących występów piłkarki Djurgården w reprezentacyjnej koszulce niestety zdążyliśmy się ostatnimi czasy nieco przyzwyczaić. Bez błysku zaprezentował się nam także zestawiony w dość eksperymentalny sposób duet środkowych pomocniczek Zigiotti – Seger, choć młoda zawodniczka Göteborga z każdą upływającą minutą czuła się na murawie w Hawrze coraz pewniej, a kapitanka Rosengård kolejny raz zakończyła mecz na bardzo wysokim procencie udanych podań. Szkoda tylko, że wśród nich znów niewiele było zagrań, które otwierałyby koleżankom z przednich formacji drogę do amerykańskiej bramki.

Zmiany personalne nie ominęły także szwedzkiej defensywy, choć Gerhardsson nie zdecydował się ostatecznie na powrót do ustawienia z trójką stoperek oraz dwójką wahadłowych, który bezbłędnie sprawdził się na przykład w Viborgu. Największym plusem tej decyzji może być fakt, że nie dostarczyliśmy kanadyjskim obserwatorom zbyt wiele materiału do analizy przed kluczowym starciem w poniedziałek, ale w tym miejscu pozytywy w zasadzie się kończą. O ile Amanda Ilestedt, pomimo kilku błędów w ustawieniu i jednego poważnego kiksa, pokazała się mniej więcej na poziomie Nilli Fischer z ostatnich miesięcy, o tyle z Jonny Andersson grająca na nią Tobin Heath robiła przez większą część meczu wiatrak. Drugi gol dla USA, który nawiasem mówiąc nigdy nie powinien zostać uznany, padł właśnie po akcji skrzydłowej Portland Thorns i rykoszecie od próbującej ratować sytuację defensorki Chelsea. Pewnym usprawiedliwieniem postawy Andersson w dzisiejszym spotkaniu może być fakt, że zarówno w klubie, jak i w reprezentacji niemal zawsze przychodzi jej grać w nieco innej roli, ale z drugiej strony w nie tak przecież odległej przeszłości regularnie oglądaliśmy jej udane występy na lewej stronie klasycznego, czteroosobowego bloku defensywnego Linköping. A skoro zawędrowaliśmy już na boki obrony, to malutki plusik możemy postawić też przy nazwisku Nathalie Björn, która w końcowej fazie meczu z powodzeniem radziła sobie także na szóstce. Zawodniczka Rosengård była ponadto bliska tego, aby wywalczyć dla Szwecji rzut karny, ale pomimo ewidentnego przewinienia jednej z Amerykanek, rosyjska sędzia nie zdecydowała się nawet obejrzeć zapisu wideo kontrowersyjnej sytuacji. A szkoda, bo na tym mundialu widzieliśmy już zdecydowanie bardziej dyskusyjne jedenastki.

Porażka z USA oznacza drugie miejsce w grupie, a to z kolei nie jest powodem do przesadnego dramatyzowania. Kanada czy Niemcy to rzecz jasna ścisła, światowa czołówka, ale wystarczy jeden rzut oka na lewą połówkę drabinki, aby docenić nasze aktualne położenie. O sukces na tym turnieju łatwo nie będzie, ale awans do strefy medalowej wciąż jest jak najbardziej w zasięgu kadry Petera Gerhardssona i Magnusa Wikmana. Problem w tym, że miejsca na kolejne potknięcia zwyczajnie już nie będzie. Pierwsza poważna próba już w najbliższy poniedziałek. A kiedy kolejna? Podobnie jak piętnaście innych pozostałych w turnieju nacji gorąco wierzymy, że zdecydowanie wcześniej niż za cztery lata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s