Sądna jesień nordyckiej piłki

den-swe_8

Osiem lat temu Dania i Szwecja również ostro walczyły o wyjazd na MŚ (Fot. Bildbyrån)

Lato 2018 obeszło się z północną Europą wyjątkowo bezwzględnie. Po rekordowo gorącym i suchym maju przyszedł gwałtowny czerwiec, a za nim upalny lipiec, który dał się mocno we znaki przede wszystkim mieszkańcom wschodnich regionów Szwecji. Efekty tych pogodowych anomalii były takie, że nadbałtyckie plaże pod względem temperatury powietrza przypominały raczej te śródziemnomorskie, a w lasach mieliśmy prawdziwą Kalifornię. Na szczęście, prognozy meteorologów na nadchodzące tygodnie są już nieco bardziej optymistyczne, choć w ujęciu piłkarskim absolutna gorączka utrzyma się nad krajami nordyckimi przynajmniej do września, a w najbardziej skrajnych przypadkach przedłuży się nawet do listopada. Tej jesieni każdą z reprezentacji z naszej części Europy czekają bowiem mecze, które w znaczącym stopniu zdefiniują jej przyszłość i to niekoniecznie tylko tę najbliższą. Sądny dla nordyckiego futbolu okres zbliża się więc wielkimi krokami.

Szwecja i Dania

Nikomu nie trzeba chyba przypominać, co czeka nas 4. września, gdyż tę datę w obu krajach wszyscy już dawno mają zakreśloną czerwonym flamastrem. Przesada? Chyba niekoniecznie, skoro biletów na duńsko – szwedzką batalię nie ma już w sprzedaży od niemal dwóch miesięcy, a pierwsza ich tura rozeszła się w kilkanaście minut. Tak wielkiemu zainteresowaniu trudno się jednak dziwić, bo wprawdzie obie reprezentacje przed bezpośrednim starciem czeka jeszcze jeden mecz w eliminacjach francuskiego mundialu, ale bez względu na wcześniejsze rezultaty, kwestia pierwszego miejsca w grupie i tak rozstrzygnie się w Viborgu. Dunki zagrają o powrót na najważniejszy turniej w piłkarskim kalendarzu po dwunastoletniej przerwie, Szwedki natomiast o podtrzymanie wspaniałej passy i dziewiąty z rzędu awans (wliczając oczywiście w ten bilans imprezę z 1988). Czy ktoś jest na ten moment bliżej celu? Chyba nie, choć to gospodynie będą mieć po swojej stronie zdecydowanie więcej indywidualności. One również mogą być nieco bardziej zdeterminowane, gdyż Pernille Harder stanie przed być może jedyną szansą pojechania na mundial w najlepszym kresie swojej kariery, a dla weteranek pokroju Sanne Troelsgaard i Nadii Nadim będzie to jednocześnie ostatnia szansa, aby odegrać na mistrzostwach kluczową rolę. Podopieczne Petera Gerhardssona również mają jednak swoje atuty, choć w ich przypadku szukać należy ich przede wszystkim w defensywie. Czy będzie ona w stanie powstrzymać rozpędzony, duński dynamit? Przekonamy się już za pięć tygodni. Zasady są proste: zwycięzca będzie mógł zacząć wizytować francuskie bazy, pokonany szczęścia poszuka najpewniej w trudnych, dwuetapowych barażach.

danvsve

Taką informację od dłuższego czasu widzą ci, którzy chcieliby zakupić bilety na hit w Viborgu.

Norwegia

Kadra Martina Sjögrena ewidentnie wzbudza ostatnio skrajne emocje. Jeśli jednak spróbujemy na chwilę odłożyć na bok wszystkie radykalne opinie, a do tego skupimy się wyłącznie na aspekcie piłkarskim, to będziemy musieli przyznać, że po zakończonych kompletnym (choć nie do końca niespodziewanym) fiaskiem EURO 2017, udało się wreszcie osiągnąć jakąś stabilizację. Nie jest ona może na poziomie, który w pełni satysfakcjonowałby przyzwyczajonych zdecydowanie bardziej do sukcesów niż do porażek miejscowych fanów, ale patrząc na grupę eliminacyjną, w której znalazły się Norweżki, można było mieć obawy, że będzie zdecydowanie gorzej. Pesymiści wieszczyli pogubienie punktów na Irlandii i brak awansu do baraży, a tymczasem na dwie kolejki przed końcem kampanii mistrzynie świata sprzed 23 lat wciąż zależne są wyłącznie od siebie. I jeśli tylko nie potkną się sensacyjnie na Słowacji, to 4. września zagrają w Oslo o bezpośredni awans z Holandią. Jasne, pierwszy w historii mundial bez Norwegii wciąż jest opcją jak najbardziej realną (a wręcz całkiem prawdopodobną), ale mając w pamięci wszystkie ubiegłoroczne zawirowania natury pozasportowej, perspektywa jesiennych meczów o wszystko i tak wydaje się całkiem kusząca. Nawet jeśli po drugiej stronie barykady znajdują się urzędujące mistrzynie Europy.

Islandia

To może być najpiękniejsza piłkarska opowieść roku 2018. Do obecności Islandek w finałach mistrzostw Europy zdążyliśmy się w ostatnim czasie przyzwyczaić, ale jednak mundial to już zdecydowanie wyższy stopień wtajemniczenia. Wydawało się, że marzenia Sary Björk Gunnarsdottir oraz jej koleżanek o występie na francuskich boiskach zakończyły się w chwili, gdy los skojarzył je w jednej grupie eliminacyjnej z Niemkami. Sensacyjne zwycięstwo w Wiesbaden pozwoliło im jednak wykonać pierwszy krok na drodze ku nieśmiertelności, a jeśli 1. września w Reykjaviku uda im się powtórzyć ten rezultat, kompletnie nieprawdopodobny scenariusz stanie się faktem. Co więcej, bilety do Francji może zapewnić im nawet remis, jeśli tylko trzy dni później Islandki wezmą rewanż na Czeszkach za ubiegłoroczną wpadkę w Znojmie. Na dwie kolejki przez końcem eliminacji podopieczne Freyra Alexanderssona znajdują się więc we względnie komfortowym położeniu i choć wciąż to Niemkom należałoby przyznać najwięcej szans na wygranie grupy, ich zwycięstwo nie wydaje się już aż tak pewne. Czyżby zatem islandzcy fani, którzy tak bardzo urzekli wszystkich w Szwecji i w Holandii, mieli w najbliższym czasie sposobność odwiedzić Francję? Trudno powiedzieć, ale jeśli tak się stanie, to Paryż, Grenoble, czy Montpellier szybko ich wizyty z pewnością nie zapomną.

14311332_1186060281416943_1158229517100807780_o

Czy to już ten moment, w którym Islandia przedstawi się piłkarskiemu światu? (Fot. KSI)

Finlandia

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to jedyny w tym towarzystwie kraj, który na przełomie sierpnia i września nie będzie rozgrywać meczów decydujących o awansie. Gdyby jednak z hiszpańsko – austriackiej eskapady udało się Finkom wrócić z kompletem punktów, a dodatkowo drugi z tych meczów wygrać różnicą przynajmniej dwóch goli, drużyna Anny Signeul stanie przed szansą zakwalifikowania się do baraży. Taki obrót spraw nie wydaje się oczywiście przesadnie realny, ale dopóki piłka w grze, walczyć trzeba. Tym bardziej, że nagrodą mogą okazać się nie tylko punkty w bieżącej kampanii, ale także lepsza pozycja startowa w grze o awans na EURO 2021, a tam nie będzie już żadnych wymówek. W kraju, który zaledwie trzynaście lat temu szczycił się półfinalistkami mistrzostw Europy, brak awansu na trzecią kolejną imprezę byłby bowiem całkowitą katastrofą. Czasu na ewentualne eksperymenty nie pozostało zatem zbyt wiele, a jesienne starcia z wyżej notowanymi rywalami mogą stanowić dla szwedzkiej selekcjonerki fińskiej kadry niezwykle cenny materiał poglądowy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s