O dwa numery za małe

Bez tytułu

Fot. Bildbyrån

Choć dzisiejszy mecz w Manchesterze z wiadomych względów najbardziej ekscytował sympatyków Linköping, tak naprawdę była to niezwykle ważna potyczka dla całej szwedzkiej piłki klubowej. Wyłączając stanowiący kompletnie osobny rozdział eksperyment o nazwie Tyresö, żaden z przedstawicieli Damallsvenskan nie potrafił w ostatnich latach pokonać w europejskich pucharach wyżej notowanego rywala, a podopieczne Marcusa Walfridsona stanęły przed całkiem realną szansą, aby ten niekorzystny trend przełamać. Jasne, mistrzynie Szwecji niewątpliwie przystępowały do tego dwumeczu z pozycji underdoga, ale przeżywające w ostatnich tygodniach drobny kryzys nawet w rodzimej lidze piłkarki z Manchesteru też miały swoje problemy i wcale nie sprawiały wrażenia drużyny, z którą nie będzie można podjąć walki.

Niestety, o ile w chwili, w której Stéphanie Frappart dawała gwizdkiem sygnał do rozpoczęcia spotkania, nastroje szwedzkich kibiców mogły być jeszcze bojowe, o tyle z każdą minutą nadzieje na sprawienie na Wyspach Brytyjskich niespodzianki coraz bardziej przygasały. Do pewnego momentu mogliśmy jeszcze łudzić się, że może uda się zaskoczyć rywalki jedną, skuteczną kontrą lub jakimś niekonwencjonalnym, indywidualnym zagraniem, ale było to myślenie bardziej życzeniowe niż poparte jakimikolwiek racjonalnymi przesłankami. Bolesna prawda jest bowiem taka, że Ellie Roebuck ani razu nie została dziś zmuszona do zaprezentowania swoich nieprzeciętnych skądinąd umiejętności bramkarskich. Przez ponad dziewięćdziesiąt minut ton grze niezmiennie nadawały zawodniczki z Manchesteru, a Linköping stać było jedynie na dwa niecelne strzały, które nijak nie mogły odwrócić losów meczu.

Niesprawiedliwe byłoby również obarczanie winą za dzisiejszą porażkę Lisy Lantz, która w odstępie kilkudziesięciu sekund otrzymała dwie żółte kartki, po drodze „zarabiając” jeszcze karnego dla Manchesteru. Oczywiście, rozgrywająca swego czasu fenomenalny sezon w barwach Umeå stoperka po przyjściu do Linköping ewidentnie nie może złapać właściwego rytmu, a dzisiejszy mecz na pewno jej do tego nie przybliżył, ale pamiętajmy, że mistrzynie Anglii niepodzielnie rządziły na murawie także wtedy, gdy obie ekipy grały jeszcze w pełnych składach. To właśnie wtedy rajdami lewym skrzydłem raz po raz męczyły szwedzką defensywę Lawley i Stokes, a Keira Walsh – gdyby na drodze nie stanął jej słupek – strzeliłaby jednego z piękniejszych goli tej edycji Ligi Mistrzyń. Już przy stanie 1-0 pojedynek sam na sam z Carlén przegrała natomiast Parris, a po przerwie dogodnych okazji na podwyższenie wyniku nie wykorzystały między innymi Stanway i Ross. Gdyby tylko piłkarki z Manchesteru miały dziś lepiej nastawiony celownik, kwestia awansu do półfinału niechybnie zostałaby rozstrzygnięta już w pierwszym meczu. Wynik 2-0 pozostawia jednak mistrzyniom Szwecji jeszcze cień nadziei na odwrócenie losów rywalizacji, choć aby tak się stało, za tydzień musielibyśmy zobaczyć całkowicie odmieniony Linköping.

Czy zatem mamy przez najbliższe siedem dni łudzić się nadziejami na awans? Na pewno nie zaszkodzi, wszak futbol widział już niejedną sensację. Warto jednak pamiętać, że aby wyeliminować mistrzynie Anglii, trzeba będzie wznieść się przynajmniej o poziom wyżej w stosunku do meczów ze Spartą czy Apollonem, a dziś tej lepszej wersji Linköping po prostu nie zobaczyliśmy. Możemy rzecz jasna cieszyć się, że na swoim poziomie zagrała harująca przez dziewięćdziesiąt minut Asllani, że niezwykle wybiegana jest Oskarsson, a Arnth w znakomitej większości przypadków skutecznie czyściła przedpole bramki Carlén. Na tym poziomie do zwycięstwa to jednak zdecydowanie za mało i Manchester – podobnie jak niedawno Chelsea oraz Barcelona – właśnie nam o tym przypomniał. Skoro jednak piłka wciąż w grze, to może jednak poczekajmy na rewanż zanim oficjalnie ogłosimy koniec szwedzkiej przygody w Europie. A czekać, jak doskonale wiadomo, zawsze należy z wiarą w szczęśliwe zakończenie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s