EUROkronika – dzień 15

fe2c1a5e-e2ea-439f-899e-e08853275a00

Fot. Anna Tärnhuvud

Emocje powoli opadają, ale i tak niezwykle ciężko zabrać się za napisanie tego tekstu. Żegnać się z turniejem nigdy nie jest bowiem miło, a EURO 2017 jest tak wspaniałą imprezą, że chciałoby się uczestniczyć w niej aż do ostatniego dnia. Niestety, w Doetinchem nie było nam dane przeżyć powtórki z brazylijskiego cudu i do półfinału awansowała drużyna, która z przebiegu gry bardziej na to zasłużyła. Czy mamy prawo być z tego powodu smutni? Na pewno. Rozczarowani? Tutaj odpowiedź nie jest już aż tak jednoznaczna, gdyż obserwując postawę tej kadry w ostatnim czteroleciu trudno było oczekiwać, że nagle przejdzie ona totalną metamorfozę i zacznie zachwycać swoją grą. To znaczy, oczekiwać pewnie można było, ale nie szły za tym jakiekolwiek racjonalne przesłanki.

Wczorajszy rezultat oznacza koniec nie tylko tego turnieju, ale i pewnej ery w szwedzkiej piłce reprezentacyjnej. Chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby zmiana na stanowisku selekcjonera najważniejszej drużyny w kraju była wyczekiwana niczym powiew świeżego powietrza, ale dziś nie jest właściwy moment na to, aby rozwijać ten temat. Zamiast tego, warto przypomnieć sobie te najwspanialsze momenty minionego pięciolecia, a takich – choć duszna atmosfera ostatnich miesięcy zatarła nieco te wspomnienia – absolutnie nie brakowało. Najpiękniejszym z nich było z całą pewnością EURO 2013. Piłkarskie święto, na które czekała cała Szwecja, okazało się sukcesem nie tylko organizacyjnym, ale i sportowym, a na kadrę Pii Sundhage cała Europa patrzyła wówczas z niekłamanym podziwem. Przypuszczam zresztą, że wielu z was również do dziś wspomina kapitalną dyspozycję Kristin Hammarström, szczelny i jednocześnie potrafiący wyprowadzać niespodziewane ciosy duet Fischer – Rohlin, życiową formę Seger, odkurzoną w ostatniej chwili 36-letnią Sjörgan w roli superrezerwowej, czy wreszcie Schelin grającą tak, jak przystało na prawdziwą liderkę. Tak, to był ten turniej, na którym ta kadra miała niepowtarzalną szansę zapisać się na kartach historii, wygrywając pierwsze od trzydziestu lat złoto wielkiej, piłkarskiej imprezy. Do tego poziomu nie udało się nam jednak zbliżyć ani podczas kanadyjskiego mundialu, ani na Igrzyskach w Brazylii, ani wreszcie na holenderskim EURO. Biorąc pod uwagę jedynie samą grę, trzy wymienione występy ustawiłbym zresztą mniej więcej w jednym szeregu, choć – jak na ironię – każdy z nich zakończył się skrajnie różnym wynikiem.

Wracając jednak do teraźniejszości, wczorajsza porażka jest o tyle bolesna, że Holenderki w zasadzie niczym nas nie zaskoczyły. Największe zagrożenie z ich strony czyhało tam, gdzie się tego spodziewaliśmy i na co – przynajmniej w teorii – byliśmy doskonale przygotowani. Problemem nie do przeskoczenia okazała się jednak realizacja planu, gdyż chociażby Jessica Samuelsson w niczym nie przypominała piłkarki, która w poprzednim sezonie dwukrotnie potrafiła powstrzymać Lieke Martens na ligowych boiskach. Dobrze zlokalizowane zostały także słabe strony Holenderek, ale cóż z tego, skoro żadna z pięciu piłek posłanych za plecy mało zwrotnych defensorek Pomarańczowych Lwic nie znalazła ostatecznie drogi do siatki. Próbowała Blackstenius, próbowała Rolfö, ale tę ostatnią i tak zapamiętaliśmy przede wszystkim z nieodpowiedzialnej straty, od której zaczęło się całe nieszczęście przy drugim golu dla rywalek. Kiksy przytrafiały się jednak nie tylko zawodniczce monachijskiego Bayernu, w związku z czym z minuty na minutę robiło się coraz bardziej nerwowo, a sytuacji z pewnością nie poprawiał utrzymujący się niekorzystny wynik, który niejako zmuszał Szwedki do bardziej otwartej gry, z której – co chyba specjalnie nie zaskakuje – wynikało stosunkowo niewiele.

1200

Fot. Anna Tärnhuvud

Trzeba jednak podkreślić, że podobnie jak szwedzkie piłkarki, swojego dnia nie miała również prowadząca wczorajsze spotkanie Bibiana Steinhaus, która w przynajmniej kilku sytuacjach podjęła bardzo kontrowersyjne decyzje. Krytycznych uwag pod adresem niemieckiej sędzi nie szczędziła między innymi Kosovare Asllani, podsumowując jej postawę w niezwykle mocnych słowach. Ona była po prostu fatalna, a to nie ma prawa zdarzać się na tym poziomie. W ogóle nie wytrzymała presji. Jestem zła i rozczarowana – powiedziała pomocniczka Manchesteru, która wczoraj zostawiła na murawie w Doetinchem mnóstwo zdrowia. Jej werdykt jest rzeczywiście bardzo surowy, choć trzeba przyznać, że zarówno niepodyktowanie rzutu karnego dla Szwecji jeszcze przy stanie 0-0, jak i nieuznanie na dziesięć minut przed końcem meczu gola na 1-2, będą przynajmniej przez kilka dni niezwykle szeroko komentowane. Holendrzy zauważają wprawdzie, że i im należała się jedenastka, ale – paradoksalnie – kto wie, czy podyktowany ostatecznie rzut wolny nie przyniósł im więcej korzyści. Nie od dziś wiemy bowiem, że Lindahl akurat rzuty karne bronić potrafi, a skuteczna interwencja po strzale Spitse mogłaby pozytywnie natchnąć ją – i cały szwedzki zespół – na dalszą fazę spotkania. W tej chwili możemy jednak wyłącznie gdybać, bo nigdy nie będziemy w stanie sprawdzić, jakim torem potoczyłaby się alternatywna rzeczywistość.

Do sytuacji z 32. minuty odniosła się także Jessica Samuelsson, która zdecydowanie najdłużej nie potrafiła po ostatnim gwizdku uspokoić emocji. Tak, tam był kontakt, kolano w kolano. Ja chyba nie podyktowałabym wolnego, ale o wynikach meczów często decydują właśnie takie sytuacje – zauważyła obrończyni Linköping. Ona z kolei znacznie bardziej krytycznie niż panią arbiter oceniła samą siebie. Nie chciałyśmy odpadać na tym etapie, a ja dobrze wiem, że powinnam dać z siebie znacznie więcej. Jestem bardzo rozczarowana swoją postawą – powiedziała Samuelsson, po czym ponownie w jej oczach pojawiły się łzy, a dojście do równowagi zajęło jej kolejnych kilka minut.

Pytanie Co dalej? zadawali sobie właściwie wszyscy, choć zdecydowanie najczęściej pojawiało się ono w kontekście najbardziej doświadczonych kadrowiczek. Czy EURO 2017 było ich ostatnim turniejem? Czy może jednak zdecydują się powalczyć o awans na francuski mundial, co wcale nie musi być łatwym zadaniem? W reprezentacji zawsze trzeba dawać z siebie 110 procent. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy będę w stanie znaleźć odpowiednią motywację – stwierdziła na gorąco Lotta Schelin, dla której akurat pewnym wabikiem mogłaby okazać się perspektywa gry w finale mistrzostw świata na stadionie w Lyonie. Niezwykle pragmatycznie podeszły do sprawy Nilla Fischer oraz Caroline Seger, które nie zamierzały składać jakichkolwiek pospiesznych deklaracji, wyrażając jednocześnie chęć rozmowy z nowym selekcjonerem. Znacznie bardziej konkretna była za to Hedvig Lindahl. Nie widzę powodu, dla którego miałabym teraz rezygnować – odparła golkiperka Chelsea.

Na dyskusje o przyszłości przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem przychodzi nam pożegnać się z Arnhem. Tak to już w sporcie bywa, że szczęście jednych wiąże się bezpośrednio z porażką drugich. Wszystkim drużynom wciąż pozostającym w turnieju życzymy więc powodzenia i wielu fantastycznych emocji w najbliższych dniach, a Peterowi Gerhardssonowi tego, aby już dziś udało mu się poczynić pierwsze, właściwe obserwacje (okazja już o 12:00). Życie nie znosi próżni, operacja Francja rozpoczęta, a kluczowy mecz za niespełna trzy miesiące!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s