EUROkronika – dzień 14

UEFA Women EURO

Fot. EPA

Można próbować napisać naprawdę piękny wstęp do czekającego nas za kilka godzin widowiska, ale dziś około godziny 18 wszystko i tak przestanie mieć znaczenie. Liczyć będzie się wyłącznie to, co wydarzy się na stadionie w Doetinchem, który póki co nie kojarzy się nam najlepiej, ale za chwilę może stać się areną wspaniałego, szwedzkiego triumfu. Grające tym razem na niebiesko podopieczne Pii Sundhage oraz Lilie Persson zmierzą się z niepokonanymi na EURO 2017 Holenderkami, a stawką będzie miejsce wśród czterech najlepiej grających w piłkę nożną nacji w Europie. Czy przed rozpoczęciem turnieju można było wyobrazić sobie bardziej ekscytujący scenariusz? Cóż, pewnie tak, ale na brak emocji i tak raczej nie narzekamy.

Po raz pierwszy na tegorocznych mistrzostwach przyjdzie nam zagrać na stadionie zapełnionym przede wszystkim przez sympatyków naszych rywalek. Podczas meczu z Niemkami proporcje wynosiły mniej więcej 65/35 na korzyść fanów ze Szwecji, w dwóch pozostałych potyczkach grupowych atmosfera niewiele różniła się od tej, którą doskonale znamy z Gamla Ullevi, ale tym razem role się odwrócą i na De Vijverberg możemy spodziewać się żółtej wysepki na bezkresnym, pomarańczowym morzu. Czy takie warunki mogą stanowić problem? Zdaniem obu selekcjonerek, w żadnym razie nie ma takiego ryzyka. Podczas meczu z Brazylią na Maracanie graliśmy na oczach siedemdziesięciu tysięcy Brazylijczyków i udało nam się wygrać – przekonują zgodnie Persson i Sundhage i chyba musimy przyznać im rację, choć dziś jednak nie chcielibyśmy oglądać aż takiej nerwówki. Przede wszystkim z obawy o zdrowie tych, którzy drugiej tak wielkiej huśtawki nastrojów mogliby po prostu nie wytrzymać. Co ciekawe, we wspomnianym, zwycięskim półfinale szwedzka kadra także wystąpiła w niebieskich koszulkach. Czy ten kolor raz jeszcze okaże się szczęśliwy?

Dzisiejszy mecz może być dla Pii Sundhage ostatnim, w którym poprowadzi z ławki szwedzką reprezentację. Sama zainteresowana doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale zapewnia, że nie będzie to zaprzątać jej głowy podczas gry. O to najprawdopodobniej zadbają zresztą przede wszystkim Holenderki, po których możemy spodziewać się szturmu na bramkę Hedvig Lindahl w początkowej fazie spotkania. Zaczniemy od wyniku 0-0 i im dłużej się on utrzyma, tym większe będą nasze szanse – zapewnia Sundhage, uzupełniając w ten sposób wczorajszą wypowiedź Lilie Persson, która przekonywała nas, że czas będzie w tym ćwierćfinale szwedzkim sprzymierzeńcem. Obie selekcjonerki zastrzegły przy tym, że choć awans do czwórki byłby czymś wspaniałym, to ewentualnej porażki nie zamierzają rozpatrywać w kategoriach fiaska, gdyż przy tak wyrównanym poziomie o sukcesie lub jego braku bardzo często decydują teoretycznie niewielkie detale. Z taką opinią, co podkreślam z nieukrywaną radością, zgadza się także większość szwedzkich mediów, choć oczywiście nikt nie zakłada, że holenderska przygoda miałaby się już za moment skończyć. Te mistrzostwa są po prostu zbyt piękne, aby ich decydującą fazę oglądać wyłącznie w charakterze widzów.

W ostatnich godzinach sporo mówiło się o planach obu ekip na sobotnie starcie (które i tak zostaną ostatecznie zweryfikowane przez boisko), ale nie obyło się także bez dyskusji na temat personaliów. Ani Sundhage, ani Persson nie dały się rzecz jasna namówić na zdradzenie wyjściowej jedenastki, ale wszystko wskazuje na to, że parę napastniczek stworzą tym razem Schelin oraz Blackstenius. Takie przeczucie towarzyszyło również … Fridolinie Rolfö, która zaznaczyła jednak, że zarówno fizycznie, jak i mentalnie jest gotowa do gry przez 120 minut, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba. Na pozostałych pozycjach trudno spodziewać się wielkiej rewolucji, więc przesądzony wydaje się chociażby powrót do duetu Fischer – Sembrant, a także zastąpienie Elin Rubensson Jessicą Samuelsson. Jedyną niewiadomą stanowi na chwilę obecną obsada lewej obrony, gdzie selekcjonerki dokonają wyboru między dwiema piłkarkami grającymi wiosną w barwach Linköping. Małym zaskoczeniem może być fakt, że wczorajszą gierkę w teoretycznie silniejszym zespole rozpoczęła Jonna Andersson, choć jeszcze niedawno wydawało się, że nieco wyżej stoją akcje Magdaleny Eriksson. Czyżby w decydującym momencie miał zatem nastąpić powrót do ustawienia bloku defensywnego, które z powodzeniem sprawdzało się w zimowych i wiosennych meczach sparingowych? W takim rozumowaniu z pewnością jest jakaś logika i za kilka godzin przekonamy się, czy identyczną drogą podążył nasz sztab szkoleniowy.

Emocje przed ważnym wydarzeniem można podgrzewać na wiele sposobów. W tym miejscu mógłbym więc poszukać odpowiedniego cytatu z Hedvig Lindahl, Lotty Schelin, czy Caroline Seger, ale zamiast tego proponuję zupełnie inną metodę.

Najpierw przypomnijmy sobie inny, ważny mecz z gospodyniami wielkiej imprezy:

Następnie pozwólmy, żeby Laleh przypomniała nam o tym, że nawet najbardziej nieprawdopodobne marzenia można spełnić:

A na koniec, dajmy się porwać magii turnieju, bo bez względu na to, czy zakończy się on dla nas dziś, czy w następną niedzielę, na kolejny będziemy musieli poczekać aż cztery lata:

Co więcej? Jeden apel: jeśli przyjdzie wam oglądać dzisiejszy mecz w towarzystwie osób, które (podobnie jak Gustaf na filmiku powyżej) nie mają pojęcia co to jest spalony, bądźcie bardziej wyrozumiali niż zazwyczaj. W końcu nie codziennie gra się w ćwierćfinale EURO, a przecież nie każdy musi wiedzieć, że jeżeli w momencie podania zawodniczka drużyny atakującej … Życzę wszystkim miłego odbioru i niech zwycięży lepszy! Heja tjejer, in med bollen i mål!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s