EUROkronika – dzień 11

DFnAytpXsAA6Jpv

Fot. Getty Images

Nie tak dawno pisałem, że dzień po zwycięstwie jest zawsze przyjemniejszy niż dzień po porażce. Niestety, trochę na własne życzenie, dziś przyjdzie nam zmierzyć się z tym drugim. Paradoksalnie, mecz z Włoszkami z całą pewnością nie był najgorszym występem kadry Pii Sundhage w ostatnich miesiącach, a biorąc pod uwagę jedynie postawę formacji ofensywnej, należałoby go nawet zaliczyć do grona tych lepszych. Współpraca w trójkącie Schelin – Rolfö – Blackstenius przez mniej więcej dwa kwadranse układała się bowiem wzorowo, niezłą zmianę dała ustawiona nieco bliżej bramki przeciwniczek niż ma to w zwyczaju Dahlkvist, a rozmach i polot w kreowaniu kolejnych sytuacji pozwolił nam na moment zapomnieć o niedawnych męczarniach z Chinami, Szkocją, czy Meksykiem. Jasne, skuteczność wciąż nieco szwankowała, bo na dobrą sprawę jedna Blackstenius mogła zakończyć mecz z hat-trickiem na koncie, ale nareszcie udawało się w miarę regularnie stwarzać realne zagrożenie pod bramką rywalek, co już samo w sobie stanowiło miłą odmianę od doskonale znanego nam mało produktywnego klepania w poprzek boiska. Cały problem jednak w tym, że we wtorkowy wieczór na nieplanowany urlop postanowiła udać się szwedzka defensywa, z czego w całkiem naturalny sposób skorzystały Włoszki. Możemy przypuszczać, że gdyby nasze obrończynie zagrały wczoraj na poziomie, do którego nas przyzwyczaiły, spotkanie najpewniej zakończyłoby się wynikiem 2-0, ale już w czwartej minucie kiks Lindy Sembrant przyniósł rywalkom pierwszego gola. Później było niestety jeszcze gorzej i chyba żadna ze szwedzkich defensorek nie może powiedzieć, że nie była zamieszana przynajmniej w jedną bramkową akcję Włoszek. Nie jest to z całą pewnością najlepsza recenzja ich występu, ale do soboty (oby dłużej!) możemy się łudzić, że limit błędów na ten turniej został już w całości wyczerpany. I jeśli kiedyś miało się to stać, to wczoraj nie był chyba nawet najgorszy moment.

Wielokrotnie wspominałem już, że wielkie turnieje to chwile, w których piłką nożną zaczynają żyć nawet ci, którzy na co dzień wyżej niż ligową młóckę w wykonaniu Hammarby i Örebro cenią sobie chociażby serial dokumentalny o weterynarzach. Są tacy, którym nie do końca się to podoba, ale ja akurat wychodzę z założenia, że jeśli reprezentacja potrafi porwać i zjednoczyć tłumy, to jest to tylko i wyłącznie powód do radości. Co więcej, nierzadko uwagi osób patrzących na ten cały futbolowy cyrk mniej wprawionym, ale jednocześnie bardziej świeżym okiem, potrafią być niezwykle cenne i właśnie z taką sytuacją spotkałem się w okolicach 90. minuty wczorajszego meczu z Włoszkami, kiedy to otrzymałem bardzo interesujące pytanie. Zadała je osoba, która piłką interesuje się jedynie przy okazji meczów kadry, a brzmiało ono następująco: Dlaczego Lotta gra w obronie? Szybko odpowiedziałem, że w dzisiejszym futbolu coraz większy nacisk kładzie się na to, aby zarówno bronić, jak i atakować potrafił w miarę możliwości cały zespół, ale w tym samym momencie dotarło do mnie jeszcze coś. Na boisku w Doetinchem postawa Lotty Schelin rzeczywiście rzucała się w oczy, gdyż nominalna napastniczka Rosengård była w zasadzie jedyną piłkarką, która stanowiła wsparcie dla ustawionej za jej plecami defensorki. Ani Asllani, ani Schough, ani Spetsmark nie wyrażały dostatecznego zainteresowania asekurowaniem pozycji, z czego raz po raz całkowicie bezkarnie korzystały Włoszki. Jasne, ani Rubensson, ani Andersson nie zagrały wczoraj wielkiego meczu, ale obie zdecydowanie zbyt często pozostawiane były same sobie, co w zderzeniu z dynamicznymi skrzydłowymi Italii nie mogło skończyć się dobrze. Co dziwne, w tym aspekcie zabrakło również jakiejkolwiek reakcji z ławki, a szczególnie Olivia Schough długimi fragmentami zdawała się w ogóle nie pamiętać o części swoich obowiązków (zakładam, że jednak je miała, bo jeśli nie, to tym gorzej).

Kwestia odpowiedniego zabezpieczenia newralgicznego sektora boiska stała się o tyle kluczowa, że w sobotnim ćwierćfinale zmierzymy się z Holenderkami, które akurat tam mają swoje zdecydowanie największe atuty. Wiadomo, że niepokoić powinien nas także zerowy dorobek strzelecki Miedemy (w końcu przecież musi zacząć trafiać), ale jednak zneutralizowanie zagrożeń w postaci niesamowicie dynamicznych Martens oraz van de Sanden będzie z całą pewnością warunkiem koniecznym do tego, aby w ogóle myśleć o ewentualnym pozostaniu w turnieju do sierpnia. Nie jest to oczywiście zadanie, które przerastałoby umiejętności szwedzkich piłkarek, ale pod warunkiem, że tym razem każda z nich zagra na sto procent. Czy możemy na to liczyć? Raczej tak, gdyż w sobotę zdecydowanymi faworytkami będą rywalki, a to właśnie w roli underdoga szwedzka kadra pod wodzą Sundhage i Persson prezentowała się ostatnio zdecydowanie najkorzystniej.

******

822537262_9498

Fot. Getty Images

Nawet jednobramkowa porażka z Włoszkami gwarantowała nam awans do ćwierćfinału bez względu na to, co wydarzy się w Utrechcie, ale w drugim meczu grupy B również działo się całkiem sporo. Niemki rzecz jasna planowo zwyciężyły, ale pomimo wyraźnej optycznej przewagi, znów nie potrafiły udokumentować jej chociażby jednym golem z gry. Na ich szczęście, aż dwukrotnie otrzymały szansę zaprezentowania swoich umiejętności strzelania rzutów karnych, choć w jednym przypadku odgwizdanie faulu w drugą stronę jak najbardziej dałoby się obronić. Inna sprawa, że prowadząca to spotkanie polska sędzia, która kilka dni wcześniej uznała gola dla Belgii z wyraźnego spalonego, tym razem postanowiła anulować zupełnie prawidłową bramkę Niemek, dopatrując się … ofsajdu.

Wracając jednak do niezwykle moim zdaniem ciekawej statystyki dotyczącej goli zdobytych z wyłączeniem stałych fragmentów gry, to zdecydowanymi liderkami spośród drużyn, które zakończyły już fazę grupową okazują się w niej Włoszki. Podopieczne Antonio Cabriniego aż pięciokrotnie zaskakiwały w ten sposób podczas EURO 2017 defensywę rywalek, a na przeciwnym biegunie znajdują się … Niemki oraz Norweżki, którym sztuka ta nie udała się jak dotychczas ani razu. Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że wszystkie tego typu zestawienia należy traktować wyłącznie w kategoriach ciekawostki, ale jednak zazwyczaj pokazują one, które z uczestniczących w turnieju drużyn prezentowały najbardziej atrakcyjny futbol. I rankingi te, podobnie zresztą jak wyniki wielu spotkań na holenderskich mistrzostwach, są na ten moment zapowiedzią niezwykle interesujących eliminacji do francuskiego mundialu w strefie europejskiej.

******

Dziś do gry wraca grupa C, czyli ta, w której Francuzki miały gromić, ale zamiast tego zagrają ze Szwajcarią o awans. W znacznie bardziej komfortowej sytuacji znajdują się póki co debiutujące na wielkiej imprezie Austriaczki, ale możemy być pewni, że wyeliminowana już Islandia postawi im niezwykle trudne warunki. Ze szwedzkiej perspektywy zdecydowanie najbardziej interesuje nas, kto ostatecznie zakończy zmagania na drugim miejscu w tabeli, ale czy na pewno warto poświęcać temu aż tyle uwagi? Trwający właśnie turniej nauczył nas przecież tego, że w finałach EURO najlepiej trafić na Szkotki nie ma już słabych drużyn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s