EUROkronika – dzień 4

73865F05BCAECFABA5627F23F9B3A81EED630106DE3628BD4BA232CA0EF54191_713x0

Fot. Visir

Zawsze, kiedy po zakończeniu meczu w pierwszym szeregu wymienia się nazwisko pani biegającej z gwizdkiem, nie jest to dobry znak. Słynąca z wielu kontrowersyjnych decyzji podczas prowadzenia meczów międzypaństwowych Włoszka Carina Vitulano postanowiła jednak zaznaczyć swoją obecność na holenderskim turnieju zdecydowanie wyraźniej niż dzień wcześniej jej rodaczki w meczu z Rosją, z czego ostatecznie najbardziej ucieszyły się Francuzki. Podyktowany na pięć minut przed końcem meczu problematyczny rzut karny pozwolił bowiem murowanym faworytkom grupy C dopisać do swojego dorobku komplet punktów, choć ich gra w żadnym razie nie mogła zachwycić. Nie oznacza to oczywiście, że szanse Les Bleues na odegranie w całym turnieju jakoś dramatycznie zmalały (Niemki cztery lata temu zaczęły jeszcze mniej spektakularnie), ale tak, czy inaczej, po meczu Francja – Islandia pozostał spory niesmak. Tym bardziej, że decyzja o podyktowaniu jedenastki dla podopiecznych Oliviera Echouafniego nie była wcale pierwszą, która wzbudziła mnóstwo wątpliwości. Żeby być do końca uczciwym, trzeba oddać, że pani Vitulano myliła się solidarnie w obie strony, ale to Francuzki ostatecznie w zdecydowanie szerszym zakresie skorzystały z błędów włoskiej sędzi. Wiadomo, że teraz do gry najpewniej wkroczy UEFA, próbując udowodnić nam, że przynajmniej kilka spornych decyzji da się obronić, ale takie tłumaczenia raczej nie zmienią faktu, że postawa pani arbiter nie do końca współgrała z rangą imprezy.

Warto jednak poświęcić kilka słów Islandkom, którym udało się nie tylko uniknąć pogromu, ale i rozkochać w sobie pół kontynentu. To zawsze cieszy, gdyż nie od dziś wiadomo, że znaczna część Europy traktuje kraje nordyckie jak wielką, jednolitą masę, w efekcie czego szwedzkie kluby mylą się z norweskimi, duńskie piłkarki z fińskimi, a Islandia z Grenlandią. Wczoraj nie było jednak najmniejszych wątpliwości, która z nacji rywalizuje na boisku oraz … na trybunach stadionu w Tilburgu, gdzie islandzcy fani zrobili prawdziwe show. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak bardzo pozytywne wrażenie kibice z tego kraju zrobili cztery lata temu w Szwecji, a wygląda na to, że do Holandii udali się w jeszcze większej grupie i w jeszcze lepszej formie. Oby w starciu ze Szwajcarią dostosowały się do niego także zawodniczki i powinno być dobrze. Wracając do wywołanych do tablicy szwedzkich klubów, wczoraj mieliśmy okazję obejrzeć na międzynarodowej arenie kolejny schemat doskonale znany nam z boisk Damallsvenskan. Podczas każdego ofensywnego autu w okolicach francuskiego pola karnego długi rozbieg brała Atladottir, wrzucała futbolówkę w szesnastkę, a tam jej lot przedłużała wyznaczona do tego Edgren koleżanka z reprezentacji. Tym razem nie udało się w ten sposób oszukać defensywy rywalek (jeden raz było naprawdę blisko, ale odpowiedzialna za wykończenie akcji Jonsdottir nie trafiła w piłkę), ale nie zapominajmy, że wiosną islandzkie auty przyniosły drużynie z Kristianstad dwa gole. Warto zatem mieć to na uwadze, oglądając starcia piłkarek Freyra Alexanderssona z pozostałymi grupowymi rywalkami. Co do Atladottir, to na jej przykładzie wyraźnie widać, jak wiele daje przywilej gry przeciwko Tabicie Chawindze. W swoim ostatnim występie przed holenderskim EURO filigranowa Islandka skutecznie wyłączyła z gry napastniczkę z Malawi, a wczoraj równie udanie pokazała się na tle słynnej, francuskiej ofensywy. Co ciekawe, w tamtym spotkaniu Atladottir również musiała pogodzić się z kontrowersyjnym rzutem karnym przeciwko jej zespołowi, ale wówczas udało się jeszcze odpowiedzieć główką Edgren w 95. minucie. Wczoraj Islandki do remisu już nie doprowadziły.

W drugim (a chronologicznie – pierwszym) meczu grupy C spotkały się debiutantki w finałach mistrzostw Europy, a moja mini-zapowiedź tego widowiska chyba właściwie uchwyciła nastroje panujące w obu ekipach. Austriaczki grały, aby pokazać wszystkim, jak bardzo są niedoceniane. Szwajcarki, aby udowodnić, że wbrew coraz częściej pojawiającym się opiniom, nie są przeceniane. Cel udało się osiągnąć jedynie tym pierwszym, dzięki rewelacyjnej postawie Niny Burger, wydatnej pomocy helweckich defensorek oraz indywidualizmowi Ramony Bachmann, która momentami najwyraźniej zapominała, że nie znajduje się na konkursie piłkarskich trików. Ponieważ chyba wszyscy wiedzą, że (mówiąc bardzo łagodnie) nie zaliczam się do zagorzałych zwolenników Bibiany Steinhaus, muszę odnotować, że akurat tego popołudnia niemiecka sędzia zaliczyła w zasadzie bezbłędny występ, a prowadzony przez nią mecz okazał się znacznie trudniejszy niż można było pierwotnie przypuszczać. Brawo i prosimy o więcej.

******

250053462

Fot. UEFA

Mistrzostwa Europy, świata, czy Igrzyska Olimpijskie to czas wyjątkowy. Stwierdzenie to jest niesamowicie oklepane, ale to w końcu niczyja wina, że tak właśnie wygląda rzeczywistość. Wiadomo, że w w pierwszej kolejności jest to oczywiście święto samych uczestników, ale i dla każdego z nas jest to niewątpliwie okres niezwykle ubogacający. O ile na co dzień zajmujemy się w największych detalach pewnym skrawkiem piłkarskiej rzeczywistości, analizując w nim najdrobniejsze detale, o tyle podczas wielkiej imprezy wszyscy bez wyjątku spotykamy się w połowie drogi. Mamy jedyną i niepowtarzalną okazję, aby wzajemnie czerpać ze swojej wiedzy i nieustannie ją poszerzać. Dla mnie, islandzkie auty w wykonaniu Atladottir były czymś tak naturalnym, że na początku aż dziwne wydawało mi się to, że piłkarka ta nie ma na sobie pomarańczowej koszulki Kristianstad. Zupełnie inny bagaż doświadczeń zebrał jednak przed EURO ten, kto z bliska śledził derby Walencji, czy też walkę o tytuł w krajach Beneluksu i w tych przypadkach to ja mam okazję dowiedzieć się wielu interesujących informacji. Warto więc do maksimum wykorzystać ten moment, gdyż już za chwilę znów wrócimy do swoich codziennych spraw i relacji z kolejnego treningu Östersund przed rundą rewanżową Elitettan, co jest oczywiście równie przyjemne, ale jednocześnie niesamowicie absorbujące.

A propos Walencji i w ogóle Hiszpanii, to turniejowe zmagania inauguruje dziś grupa D, w której to Claudia Neto stanie przed zadaniem jeszcze trudniejszym niż Katniss Everdeen w pewnej, znanej trylogii. Pomocniczka, o której w Linköping powstają już piosenki, niemal w pojedynkę zaniosła Portugalię do historycznego awansu, ale czy nie był to przypadkiem szczyt możliwości tej drużyny na ten moment? A nawet jeśli nie, to czy Hiszpania nie stanowi jednak zbyt poważnej przeszkody? Przekonamy się już za kilka godzin. Zdecydowanie najciekawsza historia dzisiejszego dotyczy jednak nie którejkolwiek z Iberyjek, a Vaili Barsley. Niezwykle groźna przy stałych fragmentach gry obrończyni Eskilstuny jeszcze dwa lata temu marzyła bowiem o tym, aby na EURO 2017 zagrać w kadrze Anglii. Los czasami bywa jednak przewrotny, w związku z czym w debiucie na wielkiej imprezie przyjdzie jej wystąpić … przeciwko drużynie prowadzonej przez Marka Sampsona. Za namową Anny Signeul, Barsley w styczniu tego roku podjęła decyzję o reprezentowaniu w rozgrywkach międzynarodowych kraju, z którego pochodzi jej matka i wraz z inną piłkarką z Damallsvenskan, urodzoną na wschodnim wybrzeżu USA Iefomą Dieke, spróbuje dziś zatrzymać trzeci zespół poprzedniego mundialu. Nie trzeba chyba dodawać, że łatwo nie będzie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s