Szanujmy się!

RESPECT_Scrabble_Tiles.jpg

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że w internecie od czasu do czasu możemy natknąć się na rzeczy, których zdrowym rozsądkiem nijak nie da się ogarnąć. Śledząc polskojęzyczne portale o tematyce piłkarskiej stosunkowo łatwo odkryjemy również istnienie równoległej, futbolowej rzeczywistości, której realia znane są chyba wyłącznie ich twórcom i redaktorom. Nie ukrywam, że to właśnie ich lektura nakłoniła mnie do wystosowania tego apelu i – choć osobiście nie jestem wielkim fanem takich metod komunikacji – mam nadzieję, że dotrę z nim do możliwie najszerszego grona odbiorców, gdyż tylko wówczas zaistnieje szansa, że odniesie on spodziewany efekt.

Na samym początku chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że moją intencją nie jest wytykanie cudzych błędów. Mylić się jest rzeczą ludzką, a jeśli dodatkowo potrafimy wyciągać z popełnionych przez siebie błędów odpowiednie wnioski, to już w ogóle zasługuje to bardziej na pochwałę niż krytykę. Sam również w żadnym razie nie uważam się za osobę nieomylną i choć dokładam wszelkich starań, aby uczynić moje teksty wolnymi od jakichkolwiek pomyłek, to wiem, że ich całkowite wyeliminowanie jest zadaniem w zasadzie niemożliwym. Ot, nie dalej jak tydzień temu zdarzyło mi się napisać, że Michaela Johnsson strzeliła już w swojej karierze gola Hammarby na Zinkendamms IP, a tymczasem okazało się, że akurat tamto spotkanie drużyna ze Sztokholmu rozgrywała wyjątkowo na Tele2 Arenie. Ktoś powie, że nie miało to aż tak wielkiego znaczenia, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że jest to – przynajmniej stosując moje kryteria – całkiem spory błąd merytoryczny. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni w moim wykonaniu. Mam jednak o tyle czyste sumienie, że wiem, iż nie był on wynikiem zbyt pobieżnego zajęcia się tematem, co w moim rozumieniu równałoby się brakowi szacunku do czytelników. Jest dla mnie całkowicie oczywiste, że nie jestem w stanie trafić w gusta wszystkich, ale za każdym razem staram się, aby sygnowane moim nazwiskiem zapowiedzi, relacje i felietony stanowiły pewną wartość zarówno językowo, jak i merytorycznie. Dokładnie tego samego oczekiwałbym więc także od innych. Nie nieomylności, lecz sumienności i rzetelności. Stosuję tu zresztą dokładnie tę samą zasadę, co w przypadku piłkarek, od których również wymagam nie zwycięstw, a solidnej postawy na boisku.

Całkiem niedawno na jednym ze stosunkowo popularnych polskojęzycznych portali przeczytałem, że FC Rosengård jest aktualnym mistrzem Szwecji. Rozumiem, że są na świecie ludzie, dla których Damallsvenskan nie znajduje się w centrum wszechświata, ale ja akurat tymi rozgrywkami oddycham na co dzień i jakoś nie obiło mi się o uszy, żeby Linköping został pozbawiony mistrzowskiego tytułu. Wybaczcie ten drobny sarkazm, ale wychodzę z założenia, że skoro już ktoś decyduje się podjąć szwedzką tematykę, to sprawdzenie tak podstawowych informacji nie powinno stanowić bariery nie do przejścia. Dla porównania – gdy kilkanaście miesięcy temu przyszło mi opracowywać kadrę Mołdawii, udało mi się zdobyć całkiem sporo informacji na temat porywczej Jeleny Porożniuk, nielubiącej wykopywać futbolówki z piątego metra Any Zatuszewskiej, czy też funkcjonowania klubów w tamtejszej lidze na przykładzie wicemistrzowskiego wówczas zespołu Noroc Nimoreni. Robiłem to wszystko z pełną świadomością, że najprawdopodobniej nigdy później żadna z tych informacji nie okaże się mi w żaden sposób przydatna, ale w tamtej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia. Jeśli bowiem znalazła się choć jedna osoba zainteresowana kwestią rywalizacji szwedzko-mołdawskiej, to zwyczajnie zasługiwała ona na poważne traktowanie. Tylko tyle i aż tyle.

Pojawiające się w zdecydowanym nadmiarze błędy merytoryczne to jeden problem, całkiem odrębny temat stanowią natomiast teksty opiniotwórcze. Wiosną 2017 zdarzyło mi się między innymi spotkać z opinią, że Wolfsburg to drużyna przechodząca właśnie sporych rozmiarów kryzys, a argumentem stanowiącym potwierdzenie tej niezwykle śmiałej skądinąd tezy miały być słabe wyniki Wilczyc w ostatnich sezonach Ligi Mistrzyń. Muszę przyznać, że przeczytałem to kilka razy, podświadomie szukając jakiegoś ukrytego przekazu, ale gdy takowego nie znalazłem, natychmiast przystąpiłem do analizy. Sezon 2015/16 – porażka w finale z Lyonem po rzutach karnych. Sezon 2016/17 – odpadnięcie w ćwierćfinale po 1-2 w dwumeczu, raz jeszcze z francuskim hegemonem. Wiadomo, dla drużyny celującej w to, aby zostać numerem jeden na świecie nie są to z pewnością wyniki marzeń, ale … bądźmy poważni. Gdyby porażka z Lyonem miała być podstawowym symptomem głębokiego kryzysu, to w trybie natychmiastowym należałoby rozwiązać całą francuską piłkę. Żeby była jasność – nie namawiam nikogo do powstrzymywania się od wygłaszania kontrowersyjnych opinii będących daleko poza głównym nurtem. Co więcej, uważam, że pisane w ten sposób teksty – jeśli oczywiście nie przekraczają granicy dobrego smaku – bardzo często mogą stanowić zaczątek niezwykle interesującej i inspirującej wymiany poglądów. Dlatego, jeśli naprawdę wbrew wszystkim uważasz, że Wolfsburg wpadł w dołek – śmiało, pisz o tym! Pamiętaj jednak, aby zawsze mieć przynajmniej dwa racjonalne argumenty na poparcie swojej teorii. Napisz, że w ostatnich okienkach transferowych częściej niż wcześniej zdarzało im się przeszacować umiejętności pozyskanych piłkarek, pokaż przykłady konkretnych zawodniczek, które w Wolfsburgu regularnie grają poniżej swojego potencjału, poddaj krytycznej analizie grę lub współpracę poszczególnych formacji w meczach przeciwko Essen/Jenie/Hoffenheim tak, aby współgrało to z wybranym przez ciebie założeniem. Zrób cokolwiek, co sprawi, że bez względu na to, czy ostatecznie zgodzę się z tobą, czy nie, i tak zostanę zmuszony do intelektualnego wysiłku. Nie pisz jednak, że symbolem kryzysu Wolfsburga jest fakt, że gdzieś w odległym Reggio Emilia Nilla Fischer źle wykonała rzut karny, dzięki czemu to Wendie Renard wzniosła puchar. Nie tędy droga.

Na koniec, chciałbym raz jeszcze z całą mocą podkreślić, że moją intencją nie jest zniechęcanie nikogo do pisania o piłce. W rzeczywistości jest bowiem dokładnie odwrotnie; pojawienie się każdego nowego serwisu traktuję jako kolejny, mały kroczek we właściwym kierunku. Ponieważ jednak wychodzę z założenia, że wszystkim nam w takim samym stopniu zależy na rozwoju naszej pięknej dyscypliny, raz jeszcze apeluję o solidność i szacunek do czytelników. Bez względu na to, jak liczne jest obecnie grono naszych odbiorców, z pewnością zasługują oni na coś, co Amerykanie zgrabnie nazywają mianem quality content. Tylko wtedy mamy prawo liczyć, że nasz głos w końcu zacznie stawać się coraz bardziej słyszalny. W przeciwnym razie, zawsze będziemy jak restauracja, w której serwuje się przypalone dania, a jej właściciele nieustannie dziwią się, że nie są w stanie pozyskać nowych klientów.

Z piłkarskim pozdrowieniem,

Jared Burzynski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s