Ta cudowna niedziela

Trudno znaleźć odpowiednie słowa, aby opisać to, co wczesnym, niedzielnym popołudniem wydarzyło się na sztokholmskim Stadionie Olimpijskim. Przebieg meczu Djurgården z Eskilstuną był bowiem tak niewiarygodny, że najlepiej po prostu obejrzeć go jeszcze raz, ale koniecznie w całości, bo w innym wypadku bardzo łatwo coś przeoczyć. Zresztą, prawda jest taka, że nawet najlepiej zmontowany skrót nie odda nawet namiastki tego, co zobaczyliśmy dziś w stolicy.

Obie drużyny wciąż pozostają w grze o ligowe podium, więc można było się spodziewać, że nikt nie będzie miał zamiaru bawić się w kalkulacje. Każdej ze stron ewidentnie zależało na pełnej puli, więc gole wydawały się być wyłącznie kwestią czasu. Na pierwszego z nich czekaliśmy ostatecznie niespełna dziesięć minut; Lundqvist zagrała prostopadłą piłkę do Rytting Kaneryd, a młodzieżowa reprezentantka Szwecji położyła na murawie Lundberg i było 1-0 dla miejscowych. Odpowiedź Eskilstuny była jednak równie efektowna – tym razem perfekcyjną, czterdziestometrową asysta popisała się Diaz, a Larsson urwała się obrończyniom ze Sztokholmu i z zimną krwią wyrównała stan rywalizacji. Wydawało się, że obie ekipy zejdą do szatni przy wyniku 1-1, ale w ostatnich sekundach pierwszej połowy Djurgården odzyskało prowadzenie. Jalkerud wykorzystała fakt, że Lundberg kompletnie bezsensownie wyszła do dośrodkowania, na dodatek źle obliczając tor lotu piłki i strzałem głową wpakowała futbolówkę do opuszczonej przez golkiperkę Eskilstuny bramki.

Po przerwie, jeśli to w ogóle możliwe, tempo meczu jeszcze wzrosło, a obustronna wymiana ciosów była jeszcze bardziej efektowna niż podczas pojedynku Holly Holm z Rondą Rousey. Po jednej stronie boiska Schmidt i Jalkerud szukały gola, który bardzo przybliżyłby ich drużynę do zwycięstwa, po drugiej – piłkarki wicemistrza kraju nie ustawały w dążeniu do wyrównania strat. Tym razem najpierw udało się gościom; akcję znów zapoczątkowała Diaz, która dobrze dostrzegła wprowadzoną chwilę wcześniej na boisko Schough, a ta zrobiła świetny użytek ze swojej szybkości, dobrze dostrzegła nabiegającą środkiem Larsson i ponownie mieliśmy remis. Dwa gole nie zaspokoiły jednak ambicji byłej gwiazdy Mallbacken, która na nieco ponad kwadrans przed końcem skompletowała hat-tricka, zamieniając na bramkę akcję Schjelderup. Eskilstuna po raz pierwszy tego dnia znalazła się na prowadzeniu, ale taki mecz musiał zakończyć się klasycznym grande finale. O to zadbała już Sheila van den Bulk, która w 90. minucie atomowym strzałem z niemal trzydziestu metrów zaskoczyła nieprzygotowaną do interwencji Lundberg, a po chwili wraz z resztą drużyny odtańczyła przy linii bocznej taniec zwycięstwa.

Koniec emocji? Ależ skąd! Wszak Tess Olofsson nie po to przedłużała mecz o trzy minuty, aby spokojnie wyczekiwać na końcowy gwizdek. W doliczonym czasie gry zawodniczki gości miały jeszcze dwie stuprocentowe okazje na to, aby jednak wyjechać ze Sztokholmu w roli zwyciężczyń, ale najpierw Gunnarsdottir fenomenalną interwencją zapobiegła czwartemu trafieniu Larsson, a kilkadziesiąt sekund później Frida Svensson posłała futbolówkę w trybuny. Najwyższej jakości spektakl na Stadionie Olimpijskim zakończył się więc w pełni sprawiedliwym podziałem punktów, który jednak usatysfakcjonował dziś wyłącznie neutralnych obserwatorów. Dla obu zainteresowanych klubów była to bowiem przede wszystkim strata dwóch niezwykle istotnych oczek.

******

Równo pół godziny zajęło zawodniczkom z Piteå rozmontowanie mało stabilnej defensywy Mallbacken. Szanse na zdobycie gola gospodynie miały wprawdzie wcześniej, ale dopiero trójkowa akcja Johansson – Norlin – Jakobsson z trzydziestej minuty przyniosła bramkowy efekt. Przez większą część drugiej połowy drużyna Stellana Carlssona wydawała się panować nad boiskowymi wydarzeniami, a gol Felicii Karlsson na 2-0 miał zagwarantować licznie przybyłym na LF Arenę kibicom nieco spokojniejszą końcówkę. Tym bardziej, że Piteå tak naprawdę powinno w tym momencie prowadzić zdecydowanie wyżej, a jedynie indolencja strzelecka napastniczek sprawiła, że Lee Alexander jedynie dwa razy musiała wyciągać piłkę z bramki.

Piłkarki z Norrland najwyraźniej stwierdziły jednak, że skoro widownia zjawiła się licznie, to trzeba zapewnić jej odpowiedni poziom emocji i mniej więcej od 75. minuty oddały rywalkom inicjatywę. Zawodniczki z Värmland, które wcześniej wprawdzie także atakowały, ale jakoś bez przesadnej wiary w powodzenie swoich prób, szybko zwietrzyły szansę i coraz śmielej zaczęły przedostawać się w okolice pola karnego gospodyń. Efekty? Całkiem niezłe – gol kontaktowy autorstwa Janogy, przyzwoity strzał Ness i wreszcie okazja Karlernäs, która w 95. minucie mogła w sekundę popsuć humor przynajmniej dwóm tysiącom mieszkańców Piteå. Na posterunku była jednak Carlén, która końcami palców sięgnęła piłki i (zgarniając przy okazji nagrodę za interwencję tygodnia) uratowała swojej drużynie bezcenne punkty. Być może brzmi to jak bajka, która nie miała prawa się wydarzyć, ale mamy październik, a Piteå właśnie awansowało na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Tego, co w ostatnich dwóch sezonach wyprawia ta drużyna, po prostu nie sposób autentycznie nie podziwiać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s