Szesnastoletnia bohaterka

Pojedynek Vittsjö z Kvarnsveden anonsowaliśmy jako mecz, który powinien zadowolić nawet najbardziej wybrednych sympatyków futbolu i trzeba przyznać, że piłkarki obu drużyn w pełni stanęły na wysokości zadania. W północnej Skanii nie zabrakło niczego, co charakteryzuje najlepsze piłkarskie widowiska; były gole, niewykorzystane sytuacje, zwroty akcji, a na koniec bohaterką została ta, której nikt by o to nie podejrzewał. Pierwszy kwadrans nie zapowiadał jednak, że na Vittsjö IP będziemy dziś świadkami jakichkolwiek emocji. Powiedzieć, że na boisku działo się niewiele to tak, jakby nazwać sytuację finansową Kristianstad przejściowymi kłopotami. Przez niemal dwadzieścia minut żadna z drużyn specjalnie nie kwapiła się do tego, aby chociaż spróbować zagrozić bramce przeciwniczek. Wtedy jednak festiwal obustronnego marazmu postanowiła przerwać Tabitha Chawinga, która po dośrodkowaniu Hermansson strzałem głową skierowała piłkę do siatki Vittsjö, dając w ten sposób sygnał, że najwyższy czas rozpocząć poważne granie. A że z zaproszenia skorzystały zgodnie piłkarki obu ekip, to zaczęła się klasyczna jazda bez trzymanki.

Już kilkadziesiąt sekund później na dobrą sprawę powinno być 1-1, ale na drodze do wyrównania stanął gospodyniom słupek, który obiła Emmi Alanen. Niezwykle aktywna w środku pola reprezentantka Finlandii przed przerwą miała jeszcze jedną doskonałą okazję na doprowadzenie do remisu, ale i tym razem nie potrafiła znaleźć sposobu na strzegącą dziś dostępu do bramki Kvarnsveden Linę Lundqvist. Zawodniczki ze Skanii nie rezygnowały jednak z prób sforsowania defensywy z Dalarny, a swoją szansę miała nawet kompletnie bezproduktywna w ofensywie Ezurike. Mogło się więc wydawać, że prędzej lub później piłkarki Vittsjö ostatecznie dopną celu, ale moment nieuwagi sprawił, że to beniaminek ukłuł po raz drugi. Czyhająca na błędy rywalek Tiffany Weimer wykorzystała nieporozumienie pary stoperek ze Skanii i strzałem w krótki róg pokonała swoją rodaczkę Katie Fraine.

Gol na 2-0 dla Kvarnsveden nieco ostudził zapał Vittsjö, ale gdy wydawało się, że podopieczne Thomasa Mårtenssona powoli godzą się z drugą w sezonie domową porażką, na murawie zameldowała się wspomniana na wstępie bohaterka. Szesnastoletnia Ebba Hed, która nigdy wcześniej nie zdobyła choćby jednego gola na poziomie pierwszej ligi, na dwadzieścia minut przed końcowym gwizdkiem zmieniła kontuzjowaną Lisę Klingę i okazała się prawdziwą jokerką w talii trenera Vittsjö. Najpierw inteligentnym, mierzonym strzałem pod poprzeczkę Hed przywróciła swej drużynie wiarę w korzystny rezultat, a w ostatniej minucie to właśnie ona najlepiej odnalazła się w zamieszaniu w szesnastce Kvarnsveden i ustaliła wynik meczu na 2-2. Nie sposób nie zauważyć, że nastolatka z Halmstad w nieco ponad kwadrans strzeliła dwa razy więcej goli niż sprowadzona z USA w charakterze gwiazdy Ezurike przez cały sezon. Oczywiście, po jednym meczu nie ma sensu przesadzać z pochwałami, gdyż szwedzka piłka widziała już nie takie historie, ale wyczyn młodej zawodniczki Vittsjö warto jednak docenić. W końcu nie każdy miał okazję, aby móc opowiadać koleżankom i kolegom ze szkoły, że w weekend strzelił w ekstraklasie dwie bramki.

******

Gdyby terminarz Damallsvenskan układała Adelina Engman, na pewno zadbałaby o to, aby jej drużyna przynajmniej raz w miesiącu mogła zagrać przeciwko Kristianstad. Za argument może posłużyć fakt, iż skrzydłowa z Åland aż pięć spośród swoich siedmiu pierwszoligowych goli zdobyła w starciach z ekipą prowadzoną aktualnie przez Elisabet Gunnarsdottir. Na listę strzelczyń – i to aż dwukrotnie – wpisała się zresztą również i dziś, niejako kontynuując tę niezwykle osobliwą passę. Trafienia Engman okazały się zresztą o tyle bezcenne, że bez nich drużynie z Göteborga byłoby niezwykle ciężko sięgnąć po trzy punkty, których pozostająca bez ligowego zwycięstwa od czterech spotkań drużyna Stefana Rehna ewidentnie potrzebowała.

Końcowy wynik może być jednak mylący dla tych, którzy mniej uważnie śledzili wydarzenia na Valhalla IP. Drużyna z Kristianstad, która nota bene jeszcze nigdy w historii nie zwyciężyła w Göteborgu, była dziś nawet nie tyle równorzędnym rywalem, co po prostu ekipą, która z przebiegu gry bardziej zasłużyła na trzy punkty. To, że ostatecznie w podróż powrotną do Skanii nie udało się zabrać nawet jednego, to przede wszystkim zasługa świetnie dysponowanej Jennifer Falk. Golkiperka KGFC kolejny już raz wybroniła swojej drużynie mecz i jeśli znów zostanie pominięta przy powołaniach do kadry, to pozostaje jej chyba tylko zapisać się na lekcje śpiewu i w ten sposób spróbować przekonać do siebie selekcjonerkę. Swoją cegiełkę do kompletnie niezasłużonej porażki dołożyły niestety także obrończynie Kristianstad, gdyż to właśnie postawa tej formacji pozostawiała dziś zdecydowanie najwięcej do życzenia. Przy pierwszym golu nie popisała się odpowiadająca bezpośrednio za Engman Therese Ivarsson, a przy kluczowym dla losów meczu trafieniu Zamanian cała defensywa gości wyglądała tak, jakby inspirowała się reprezentacją Szwecji z meczu w Viborgu. Jak łatwo przewidzieć – końcowy efekt był całkiem podobny. Na pocieszenie piłkarkom z Kristianstad pozostaje przepiękny gol Atladottir i świadomość, że z taką grą w decydującej walce o utrzymanie ich szanse należy ocenić całkiem wysoko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s