Ekipa Skogmana dziś niepokonana

Drużyna z Linköping przez lata znana była między innymi z tego, że nikt inny nie potrafił tak efektownie gubić punktów w najbardziej niespodziewanych momentach. Jeszcze kilka godzin temu wydawało się, że w tym roku tendencja odwróci się o sto osiemdziesiąt stopni, gdyż to piłkarki Martina Sjögrena kilka razy w niezwykle dramatycznych okolicznościach wydzierały kolejnym rywalkom zwycięstwa. Każda passa ma jednak swój kres i w przypadku LFC wypadł on właśnie na spotkanie z drużyną, która jesienią nie wygrała jeszcze meczu.

Aż chciałoby się napisać, że oto na Behrn Arenie byliśmy świadkami wielkiej sensacji i opatrzyć to dodatkowo krzykliwym tytułem, ale czy aby na pewno ten podział punktów należy rozpatrywać w tych kategoriach? Jasne, obie ekipy dzieli w tabeli przepaść, ale po pierwsze wystarczy jeden rzut oka na kadrę Örebro, aby przekonać się, że ta drużyna dysponuje potencjałem, który uprawniałby ją do walki nawet o ligowe podium, a po drugie każdy, kto oglądał ostatnie mecze Linköping doskonale zdawał sobie sprawę, że zawodniczkom z Östergötland najzwyczajniej w świecie zaczyna brakować paliwa. Od początku sezonu wiedzieliśmy, że wobec nadzwyczaj krótkiej ławki rezerwowych Martin Sjögren będzie musiał obracać się w kręgu czternastu – piętnastu piłkarek, a natężenie meczów na przełomie września i października budziło w Linköping spory niepokój. Z Djurgården jeszcze udało się strzelić w ostatnich minutach, w Göteborgu jeszcze udało się przetrwać do końcowego gwizdka, ale widocznie gdyby udało się i dziś, to tego szczęścia byłoby już zbyt wiele. Jedenaście piłkarek z Linköping (brak choćby jednej zmiany najlepiej podsumowuje sytuację kadrową LFC) walczyło bardzo ambitnie, ale tym razem uratować udało się tylko remis.

Drużyna Martina Sjögrena rozpoczęła mecz w Örebro od szturmu na bramkę Caroli Söberg, jakby zdając sobie sprawę, że najłatwiej o gola będzie na początku spotkania, gdy nie brakuje jeszcze sił. Napór gości opłacił się o tyle, że już w siódmej minucie Janni Arnth dała swojej ekipie prowadzenie, a chwilę później strzał tej samej zawodniczki zatrzymał się na słupku. Przewaga Linköping w pierwszej połowie nie podlegała zresztą dyskusji, ale o dziwo tuż przed przerwą pierwszy ofensywny wypad gospodyń przyniósł im wyrównanie. Spetsmark wykorzystała fakt, iż Jonna Andersson wraca za nią w tempie takim, jakby właśnie wybierała się na wieczorny jogging i dośrodkowała na głowę Tancredi, która bez większych problemów pokonała Cajsę Andersson. Kanadyjska napastniczka miała w tej sytuacji komfort o tyle, że kryjąca ją Samuelsson postanowiła stanąć … za jej plecami i zobaczyć, co się wydarzy. Jak już wspomniano, wydarzył się gol na 1-1 i był to dopiero zwiastun prawdziwych kłopotów liderek. Na początku drugiej połowy kolejny raz w tym spotkaniu do protokołu meczowego wpisała się Arnth, ale ponieważ tym razem był to gol samobójczy (jeszcze jedna świetna asysta Spetsmark) – na prowadzeniu znalazły się piłkarki z Örebro. Podopieczne Martina Sjögrena miały jeszcze wprawdzie do dyspozycji ponad czterdzieści minut, ale w tym okresie tylko raz – i to w dość szczęśliwych okolicznościach – znalazły sposób na Söberg. Szanse na to, aby zdobyć zwycięskiego gola oczywiście były: Jonna Andersson trafiła w słupek, Harder także pomyliła się o kilka centymetrów, a Blackstenius na pięć minut przed końcem spotkania zmarnowała kolejną w obecnych rozgrywkach setkę (kto wie, czy nie najważniejszą w swojej krótkiej jeszcze karierze), ale z drugiej strony naprawdę niewiele brakowało, aby Linköping wracało do domu z niczym. Sytuacja z pierwszej doliczonej minuty, kiedy to najlepsza na placu gry Spetsmark stanęła oko w oko z Cajsą Andersson i ten pojedynek przegrała, z pewnością może przyśnić się skrzydłowej Örebro dzisiejszej nocy.

Podział punktów – jak to najczęściej bywa – nie był spełnieniem marzeń dla żadnej z drużyn, ale nie zapominajmy, że Linköping wciąż ma sprawę mistrzowskiego tytułu w swoich rękach. Kluczowy dla jego losów mecz czeka nas już w najbliższą niedzielę, a najlepszą wiadomością dla sztabu szkoleniowego i medycznego LFC jest to, iż w tym tygodniu nie będzie trzeba grać co trzy dni. Strata punktów na Behrn Arenie oczywiście boli, ale niewykluczone, że przy korzystym wyniku w najwazniejszym bez dwóch zdań meczu sezonu, za tydzień już nikt nie będzie o niej pamiętał. Szwedzką wersję gry o tron uważamy tym samym za rozpoczętą.

2361231

Fot. NWT

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s