Remisowa niedziela w Damallsvenskan

Niewiele brakowało, a kibice na LF Arenie obejrzeliby pierwszą od ponad roku domową porażkę swoich ulubienic. Niezdobyta od 12. kwietnia 2015 twierdza Piteå, która od tego czasu przetrwała chociażby najazdy gości z Malmö, Linköping i Göteborga, omal nie padła za sprawą Tabithy Chawingi i jej koleżanek. Beniaminek z Borlänge długo prowadził, ale samobójczy gol Adelaide Gay z 72. minuty zapewnił gospodyniom jeden punkt i przy okazji przedłużenie fenomenalnej passy. Dle Piteå był to bowiem trzynasty z rzędu mecz bez porażki na własnym obiekcie.

W poprzednich kolejkach często chwaliliśmy drużynę z Dalarny, nawet gdy ta schodziła z boiska pokonana. Dziś w końcu udało się beniaminkowi połączyć efektowność z efektywnością i już w 7. minucie LF Arena ucichła po raz pierwszy. W rolach głównych wystąpiły te, które kolejny już raz w tym sezonie sumiennie zapracowały na nagrodę dla najlepszych aktorek pierwszoplanowych – Tabitha Chawinga oraz Meghan Toohey. Gospodynie próbowały szybko odpowiedzieć, ale ich zapał zgasiła Sundberg, zamieniając na bramkę dośrodkowanie Hermansson z rzutu rożnego. Kvarnsveden prowadził 2-0 i w tym momencie miał wszystkie atuty w swoich rękach.

Szybko zdobyta za sprawą akcji w trójkącie Jakobsson – Norlin – Karlsson bramka kontaktowa przywróciła jednak gospodyniom nadzieję. Od początku drugiej połowy broniące korzystnego wyniku Kvarnsveden podświadomie cofnęło się zbyt głęboko, całkowicie oddając inicjatywę, w związku z czym to Piteå dyktowało warunki gry, a momentami mogliśmy nawet zobaczyć namiastkę drużyny, której postawą tak bardzo zachwycaliśmy się w poprzednim sezonie. Długo szwankowała jednak skuteczność, a gospodynie nie potrafiły skorzystać nawet z tak dogodnej okazji jak rzut karny (June Pedersen uderzyła obok słupka). Na niewiele ponad kwadrans przed końcem z pomocą pospieszyła im jednak wspomniana wcześniej Gay, która interweniowała tak niefortunnie, że skierowała piłkę do własnej bramki.

Mecz zakończył się ostatecznie podziałem punktów, który nie krzywdzi żadnej z drużyn, ale również nikogo w pełni nie zadowala. Jonas Björkgren może cieszyć się z wywiezionego z trudnego przecież terenu remisu, ale biorąc pod uwagę przebieg wydarzeń na LF Arenie, beniaminek miał prawo liczyć dziś nawet na pełną pulę. Ekipa z Dalarny zbyt wcześnie zdecydowała się jednak na obronę jednobramkowej zaliczki, co nie okazało się ostatecznie trafnym wyborem. Ostatni kwadrans, w którym sama Chawinga dwukrotnie miała okazję na pokonanie Carlen pokazał, że grając bardziej odważnie, można było osiągnąć w Norrland znacznie więcej. Podobne rozterki może mieć Stellan Carlsson; domowy remis z beniaminkiem z pewnością nie był dla niego wymarzonym rezultatem, ale nie należy zapominać, że jego podopieczne raz jeszcze wykazały się słynnym, północnym charakterem, wychodząc ze stanu 0-2. Czas pokaże, która z mierzących się w Piteå drużyn będzie potrafiła zrobić z wywalczonego dziś punktu większy użytek.

******

Jeśli ktoś napisałby, że pojedynek Vittsjö z Örebro się odbył, to w tym jednym zdaniu … przekazałby najważniejszą informację dnia. Starcie dwóch drużyn środka tabeli miało być klasycznym meczem walki, ale akurat jej było na murawie w Skanii jak na lekarstwo. Bezbramkowy remis w tym przypadku wzorowo oddaje przebieg wyjątkowo mało atrakcyjnego spektaklu, jaki wystawiono dziś na Vittsjö IP.

Niby pod obiema bramkami nie brakowało okazji, niby Perez i Tancredi przy odrobinie szczęścia mogły zapewnić swojej drużynie komplet punktów, niby Sällström imponowała szybkością, a Okobi i Chukwudi stworzyły interesujący nigeryjski pojedynek na skrzydłach, ale nieprzypadkowo słowo „niby” jest w tym zdaniu powtarzane przy każdej możliwej okazji. Gdyby bowiem pokusić się o wyliczenie najciekawszych akcji meczu, to nagle okazałoby się, że … nie bardzo jest od czego zacząć. Jasne, był na przykład wykonywany z dogodnej pozycji rzut wolny dla gości, ale Perez uderzyła futbolówkę tak fatalnie, że lepiej dla Meksykanki, aby o tym fakcie w ogóle nie wspominać. Podobnie wyglądały zresztą pozostałe sytuacje, zupełnie jakby piłkarki obu ekip postanowiły zafundować swoim kibicom wyjątkowo bezstresowe, niedzielne popołudnie.

Zarówno Örebro, jak i Vittsjö, po sześciu kolejkach mają na koncie zaledwie jedno zwycięstwo. Dla klubów, które solidarnie celowały w górną połówkę, jest to wynik znacznie poniżej oczekiwań. Tabela Damallsvenskan na miejscach od trzeciego do dwunastego jest wprawdzie tak płaska, jak ukształtowanie terenu w Danii, ale po dzisiejszym meczu dla przedstawicieli obu klubów mamy jedną, identycznie brzmiącą wiadomość: Naprawdę warto zacząć w końcu wygrywać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s