The Chester Report (III)

chester

Otwarty trening szwedzkiej kadry w bazie w Chester (Fot. Pontus Orre)

Nie, to nie będzie kolejny z tekstów o wczorajszej klęsce reprezentacji Norwegii. A przynajmniej nie tylko. Choć podopieczne Martina Sjögrena naprawdę mocno postarały się, aby we wtorkowe popołudnie stać się bohaterkami numer jeden każdego piłkarskiego nagłówka. A konkurencję miały sporą, bo przecież zarówno grające wspaniały koncert Angielki, jak i całkowicie bezużyteczny i ponownie oblewający egzamin futbolowej dojrzałości system VAR także zrobiły w tym celu naprawdę wiele. Tyle tylko, że całkowicie niespodziewana bezradność, mieszająca się momentami z kompletnie nieuzasadnioną agresją (starcie Celin Bizet Ildhusøy z Leah Williamson) w wykonaniu norweskiego zespołu stała się obrazkiem, który już na zawsze pozostanie z nami jako jeden z symboli EURO 2022. I nie zmaże go ani ewentualne zwycięstwo nad Austrią, ani nawet dobrze zagrany ćwierćfinał, choć w ten ostatni scenariusz w Oslo, Trondheim, czy Bergen nie wierzy już chyba nikt. Bądźmy szczerzy, gdyby ktoś przypadkowo włączył wczorajsze starcie, to mógłby pomyśleć, że w czerwono-granatowych strojach biegają po murawie w Brighton Łotyszki, Macedonki lub reprezentantki Luksemburga. Ale o ile w przypadku tych amatorskich reprezentacji klęska w rywalizacji z drużyną Sariny Wiegman była niejako wliczona w koszty, o tyle w przypadku trenujących na co dzień w naprawdę wielkich klubach Norweżek o żadnych okolicznościach łagodzących nie może być mowy. I choć wciąż mamy ogromny szacunek do fantastycznej kadencji trenera Sjögrena w Linköping, to musimy jasno stwierdzić, że ten związek przyszłości zdecydowanie nie ma i w sztabie szkoleniowym kadry naszych sąsiadek czas na radykalne zmiany. A moment na to o tyle dobry, że tamtejsza reprezentacja do lat dziewiętnastu właśnie była o kilkanaście sekund od dogrywki w finale EURO w swojej kategorii wiekowej. Wracając jednak do Anglii i spraw bieżących, nie da się ukryć, że pierwszy tydzień turnieju upłynął nam pod znakiem kompromitacji Dunek, a na początek drugiego ich niechlubny wyczyn o dwie długości (dosłownie i w przenośni!) postanowiły pobić Norweżki. Ech, i kto znów musi bronić honoru Skandynawii?

No właśnie, remis na otwarcie za nami, ale wszyscy czekają już na pierwsze podczas tej imprezy trzy punkty, aby wreszcie stworzyć sobie okazję do pełnowymiarowej celebracji. Przygotowania do misji Szwajcaria ruszyły już na dobre, choć poniedziałek upłynął naszym kadrowiczkom pod znakiem testowania i otwartego treningu. A na ten ostatni nadspodziewanie licznie zjechali się do Chester szwedzcy sympatycy, którzy na swoją bazę wypadową podczas EURO wybrali Sheffield, Manchester, czy Wigan. Dobrą wiadomością była z pewnością ta o braku zarówno poważnych kontuzji, jak i problemów natury wirusowej. A trzeba uczciwie przyznać, że zarówno jedne, jak i drugie skutecznie zdążyły już zdziesiątkować w ostatnich dniach niejeden zespół. Zdecydowanie najmniej fortunny los na loterii wyciągnęły jednak Szwajcarki, które najpierw przez pierwsze dwa dni nie mogły przeprowadzać regularnych jednostek treningowych ze względu na fatalny stan murawy w Leeds, następnie wypuściły w rąk komplet punktów w wydawałoby się kontrolowanym przez siebie meczu z Portugalią, a następnie nabawiły się poważnych problemów żołądkowych, co sprawiło, że przez krótką chwilę środowy mecz stanął pod wielkim znakiem zapytania. Nastroje uspokoił nieco oficjalny komunikat szwajcarskiej federacji, ale nie da się ukryć, że Helwetki udadzą się do Sheffield mocno poturbowane i to bez względu na to, na jakie ustawienie zdecyduje się ostatecznie Nils Nielsen. A problemy grenlandzkiego szkoleniowca w tym miejscu się tak naprawdę dopiero zaczynają, gdyż prowadzony przez niego zespół ewidentnie nie przeżywa w ostatnich miesiącach gwiezdnego czasu. Szwajcarki dopiero co przyjęły siedem goli od Niemek, cztery od Angielek, trzy od Austriaczek, a chwilę wcześniej nie potrafiły pokonać rywalek pokroju … Rumunii czy Irlandii Północnej. Z w miarę poważnych przeciwniczek raz udało im się ograć jedynie Włoszki, choć z zaznaczeniem, że wywalczoną z trudem i mozołem w sycylijskim Palermo zaliczkę i tak koncertowo roztrwoniły w starciu rewanżowym. Na uwagę zasługują przede wszystkim stosunkowo mało ekskluzywne statystyki defensywne, gdyż Helwetki w obecnym roku kalendarzowym zdążyły już stracić dwadzieścia goli. Na usta sama ciśnie się w tym momencie kąśliwa uwaga o dziurawym serze, ale mając na uwadze szczególne okoliczności, nie będziemy tym razem kopać leżącego. Tym bardziej, że właśnie trzy filary defensywy naszych środowych rywalek znalazły się wśród najmocniej dotkniętych leżącym u źródła poważnych kłopotów gastrycznych nieszczęsnym norowirusem.

W szwedzkim obozie wczoraj na pytania dziennikarzy odpowiadały Johanna Kaneryd i Fridolina Rolfö, ale spora część konferencji została zdominowana właśnie przez wspomniane już zakażenia w obozie szwajcarskim. Nic więc dziwnego, że nieco więcej spokoju miał tym razem selekcjoner Gerhardsson, a ekspercką wiedzą mógł popisać się główny lekarz kadry Houman Ebrahimi. Wygłoszone zostało zapewnienie o ciągłym monitorowaniu sytuacji oraz o ścisłym przestrzeganiu wszelkich zasad higieny w najbliższym otoczeniu reprezentantek Szwecji. Choć oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nasze rywalki także nie spodziewały tak soczystego ciosu wyprowadzonego tuż przed kluczowym dla nich meczem na angielskim turnieju. Słowa wsparcia i pocieszenia w kierunku Szwajcarek zgodnie słały zresztą również wspomniane Rolfö i Kaneryd. Gwiazda Barcelony zauważyła, że obecna sytuacja nie ułatwia także zadania Szwedkom, zaznaczając jednak szybko, że z dwóch szykujących się do meczu na Bramall Lane ekip to Helwetki mają na tę chwilę zdecydowanie większy problem. Raport medyczny zakończyliśmy jeszcze informacją, że jutro do gry od pierwszej minuty gotowa będzie Stina Blackstenius, a decyzja o tym, w jakim wymiarze ujrzymy na placu gry napastniczkę Arsenalu, zależeć będzie wyłącznie od sztabu szkoleniowego. Ofensywne piłkarki londyńskiego klubu jak dotąd ewidentnie mają podczas trwającego EURO dobre statystyki, więc ani trochę nie obrazilibyśmy się za kontynuację. Tym bardziej, że okazja do ich podreperowania wydaje się być wprost wyśmienita. Ale zanim to, czeka nas jeszcze jedna noc w roli outsidera turniejowej grupy C. I jeśli upłynie nam ona względnie spokojnie i bez turbulencji w wersji last minute, to jutro wieczorem słyszymy się w już w zupełnie innych rolach. A za to warto trzymać kciuki, gdyż ta impreza zaledwie po kilku dniach trwania już zdążyła przynieść nam wysyp nieoczywistych i niełatwych wyzwań. A kolejnym, które możemy dopisać do listy, będzie nadchodząca właśnie nad Anglię fala upałów. O niej więcej już jednak następnym razem.

2 thoughts on “The Chester Report (III)

  1. Na gorąco. Czyżby Szwedki postanowiły być solidarne z Norweżkami i Dunkami? Wygrany mecz, fakt, ale styl gry porażający. Można było odnieść wrażenie, że to nie Szwajcarki miały problemy zdrowotne, tylko Szwedki. Cieszę się wygraną, oby nie ostatnią na tych mistrzostwach.

    Like

    • Fakt, momentami były flashbacki ze Słowacji czy Irlandii. Ale taki już urok tej kadry. Idealnie pasuje do niej cytat z Marilyn Monroe: If you can’t handle me at my worst, you surely don’t deserve me at my best 🙂

      Like

Leave a Reply to szwedzkapilka Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s