Zwycięska próba generalna

jubel2

Johanna Kaneryd i Stina Blackstenius wpisały się dziś na listę strzelczyń (Fot. SvFF)

Angielki z Holenderkami, Belgijki z Irlandkami z Północy, Niemki ze Szwajcarkami, Hiszpanki z Australijkami, Japonki z Serbkami. I wreszcie Szwedki z Brazylijkami. Tak się składa, że zdecydowana większość hitowych meczów czerwcowego okienka reprezentacyjnego przebiegała według bardzo zbliżonego do siebie schematu. Przez mniej więcej sześćdziesiąt minut wynik utrzymywał się na styku, a w końcowej fazie spotkania do głosu dochodziła drużyna lepsza motorycznie, dokumentując to kilkoma efektownymi golami. A ponieważ na murawie Friends Areny w tej roli występowały podopieczne Petera Gerhardssona, to na finały EURO 2022 do Anglii udamy się w całkiem niezłych humorach. Choć do pewnego momentu absolutnie nic tego nie zapowiadało.

O pierwszej połowie sztokholmskiego widowiska można powiedzieć tyle, że się odbyła. No, może byłaby to ocena nieco zbyt surowa, ale nie da się ukryć, że w czerwcowym upale żadna z ekip nie raczyła nas spektaklem szczególnie wysokiej próby. Zdecydowanie więcej konkretów pokazały jednak Brazylijki i to one były bliżej tego, aby udać się na przerwę z korzystnym dla siebie wynikiem. Naszym piłkarkom sprzyjało jednak szczęście, gdy centrostrzał Tamires zatrzymał się na wewnętrznej stronie słupka bramki kompletnie zaskoczonej takim obrotem spray Hedvig Lindahl, a także wówczas gdy kombinacyjną, dwójkową akcję Debinhi i Kerolin przerwała podniesieniem chorągiewki sędzia liniowa. Po szwedzkiej stronie zdecydowanie najwięcej zamieszania stwarzały, co nie jest chyba przesadnie wielkim zaskoczeniem, stałe fragmenty gry oraz niesygnalizowane, prostopadłe piłki grane przez Filippę Angeldal lub Kosovare Asllani. Żadna z nich nie przełożyła się jednak na bezpośrednie zagrożenie pod bramką Loreny, gdyż brazylijskie defensorki broniły nadspodziewanie cierpliwie i wystrzegały się będących ich zmorą głupich błędów indywidualnych. A gdy taki przytrafił się w końcu Rafaelle, to nie potrafiła skorzystać z tego faktu Fridolina Rolfö.

Początek drugiej połowy nie przyniósł nam zmiany obrazu gry, a jedyna różnica polegała na tym, że piłkarki z Ameryki Południowej jeden ze swoich ataków zamieniły tym razem na gola. Fernanda skutecznie wypuściła w bój Debinhę, a największa obecnie gwiazda brazylijskiej kadry bez problemów zmieściła futbolówkę między interweniującą Lindahl, a lewym słupkiem jej bramki. Radość gości nie trwałą jednak długo, a wszystko za sprawą zmian przeprowadzonych przez szwedzkiego selekcjonera. Trzeba bowiem przyznać, że tym razem powiedzieć, że rezerwowe odmieniły losy meczu, to tak naprawdę nie powiedzieć nic. Trafienie wyrównujące to indywidualny popis Johanny Kaneryd, która na boisku pojawiła się zaledwie sześćdziesiąt sekund wcześniej, a po niespełna dwóch minutach Szwedki już prowadziły, gdy bramkową akcję zapoczątkowała Olivia Schough. Mało? Ależ prosimy bardzo! W 89. minucie przysłowiową kropkę nad i postawiła w klasyczny dla siebie sposób Stina Blackstenius, wykorzystując kapitalne zagranie Rebecki Blomqvist. Co najważniejsze, trzeba przyznać, że wszystkie te gole były naprawdę przedniej urody i nawet jeśli przytomnie zauważymy, że z minuty na minutę brazylijska defensywa pozwalała naszym zawodniczkom na coraz więcej, to jednak trzy koronkowe, zespołowe i – co niezwykle istotne – różne od siebie schematy wyprowadzenia ataku zafunkcjonowały wręcz wzorowo. A to w takim momencie może jedynie dodać szwedzkim kadrowiczkom tak bardzo potrzebnej teraz pewności siebie.

Do odnotowania na plus pozostaje jeszcze brak poważnych urazów, a także nowy, domowy rekord frekwencji na Friends Arenie. Ten ostatni nie był zresztą żadnym zaskoczeniem, choć upalna pogoda paradoksalnie nie zachęcała we wtorkowe popołudnie do przyjścia na stadion. Kto jednak zdecydował się spędzić dzisiejszy dzień z reprezentacją, ten z pewnością tego nie żałował. Wszak nie codziennie można oglądać niepokonaną od ponad ośmiuset dni (!) drużynę w swoim ostatnim oficjalnym występie przez najpoważniejszą tegoroczną próbą. Teraz przed nami już wyłącznie mecze istotne i … jeszcze bardziej istotne, ale jeśli wierzyć transparentowi wywieszonemu dziś przez grupę najwierniejszych fanów, to 31. lipca widzimy się na Wembley. To nawet brzmi jak całkiem ciekawy plan, prawda?

swebra

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s