Momenty były – awans jest

contentmedium

Najwyżej sklasyfikowana w rankingu FIFA europejska reprezentacja jako pierwsza na kontynencie zapewniła sobie awans na przyszłoroczny mundial (Fot. Bildbyrån)

Miał być awans – i był awans! Piłkarska reprezentacja Szwecji jako pierwsza w Europie zapewniła sobie prawo gry na przyszłorocznych mistrzostwach świata w Australii i Nowej Zelandii, choć styl zaprezentowany podczas domowej potyczki z Irlandią długimi fragmentami zdecydowanie nie zachwycał. To znaczy, nawet już za kadencji selekcjonera Gerhardssona bez trudu znaleźlibyśmy przynajmniej kilka słabszych występów naszej kadry, ale jeśli ktoś oczekiwał, że w przyjemny, kwietniowy wieczór będzie na Gamla Ullevi świadkiem piłkarskiego popisu w wykonaniu wiceliderek rankingu FIFA, to jednak nieco się rozczarował. Choć z drugiej strony trzeba oddać, że dobre momenty też były i gdyby mecz zakończył się na przykład dwubramkowym zwycięstwem Szwedek, to przeciwniczki nie miałyby powodów, aby zgłaszać z tego tytułu jakiekolwiek pretensje. Inna sprawa, że w drugiej połowie, jeszcze przy stanie 0-1, Irlandkom należał się prawdopodobnie rzut karny, ale gdybać moglibyśmy tak naprawdę w nieskończoność, a koniec końców w świat poszedł wynik w pełni satysfakcjonujący obie rywalizujące dziś strony.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem rumuńskiej sędzi na trybunach stadionu w Göteborgu obejrzeliśmy efektowną, niebiesko-żółtą kartoniadę, ale tym razem wyjątkowo nie była ona dedykowana szwedzkiej kadrze, lecz walczącej o swą suwerenność Ukrainie. Do rozegranego podczas poprzednich eliminacji meczu we Lwowie wrócił także podczas wywiadu trener Gerhardsson, który – zapewne jak my wszyscy – wierzy w to, że trwający już od niemal dwóch miesięcy zbrojny konflikt na wschodzie naszego kontynentu dobiegnie niebawem końca. Mecz przeciwko Irlandii przyszło nam jednak rozegrać właśnie teraz, gdy sytuacja w Europie daleka jest od stabilnej. Wyrazy wsparcia dla Ukrainy przekazały zresztą także zawodniczki obu zespołów i jesteśmy więcej niż pewni, że bardzo podobne gesty obserwowaliśmy tego wieczora także na wielu innych stadionach.

Później przyszedł jednak czas na emocje czysto sportowe, a sytuacja w grupie była przed rozpoczęciem naszego meczu więcej niż klarowna. Remis lub zwycięstwo reprezentacji Szwecji oznaczały awans tej kadry na mundial, zaś ewentualna wygrana gości sprawiała, że korespondencyjnym wyścigiem o pierwsze miejsce emocjonować będziemy się aż do września. Zadanie stojące przed podopiecznymi trenera Gerhardssona nie było zatem przesadnie wymagające, ale jego wykonanie sprawiło ostatecznie zaskakująco wiele problemów. Tuż przed przerwą najlepsza na placu gry Denise O’Sullivan przytomnie odnalazła się z piłką w szwedzkim polu karnym, wycofała futbolówkę do stojącej tuż przed szesnastką Katie McCabe, a skrzydłowa londyńskiego Arsenalu nieco szczęśliwie pocelowała tuż przy prawym słupku bramki Hedvig Lindahl. Trudno powiedzieć, czy doświadczonej Irlandce chodziło właśnie o takie zagranie, ale efekt był taki, że drugi celny strzał reprezentacji Irlandii od razu przyniósł jej prowadzenie. I nie miało najmniejszego znaczenia to, że nieco przypadkowy rykoszet od Amandy Ilestedt całkowicie odebrał golkiperce madryckiego Atletico jakiekolwiek szanse na skuteczną interwencję. Krzty przypadku nie było za to w akcji, która przyniosła Szwedkom gola wyrównującego. Całe przedstawienie rozpoczęła ewidentnie znajdująca się podczas kwietniowego zgrupowania w uderzeniu Filippa Angeldal, która obsłużyła doskonałym podaniem Olivię Schough. Przebywająca wówczas na placu gry od niespełna dwóch minut skrzydłowa Rosengård ani myślała zwalniać grę i błyskawicznie wypatrzyła nabiegającą na wprost bramki Kosovare Asllani, a ta – na dwa dotknięcia piłki – w równie pewnym, co ładnym stylu wpakowała futbolówkę do irlandzkiej siatki. Rozegrana w trochę japońsko-hiszpańskim stylu akcja jak najbardziej mogła się podobać i nic dziwnego, że doczekała się entuzjastycznej reakcji trybun. Na poszukanie zwycięskiego trafienia Szwedki miały jeszcze kwadrans, ale w tym okresie Courtney Brosnan wykazać musiała się w zasadzie jedynie po kąśliwym uderzeniu z dystansu Fridoliny Rolfö. Rezerwowa bramkarka Evertonu stanęła jednak na wysokości zadania, choć akurat ten strzał jak najbardziej miała prawo puścić.

Patrząc na suchy wynik można byłoby stwierdzić, że Szwedki remis w dzisiejszym meczu trochę wyszarpały, ale stwierdzenie takie stałoby w zdecydowanej sprzeczności z tym, co obejrzeliśmy na murawie Gamla Ullevi. Obraz meczu wyglądał bowiem tak, że to gospodynie były przez większą część meczu stroną dominującą i to one miały po swojej stronie zdecydowanie więcej czysto sportowej jakości. Porównując tę potyczkę chociażby do jesiennego starcia w Dublinie, tym razem zdecydowanie łatwiej było dostrzec na placu gry różnicę klas dzielącą oba zespoły. I nawet jeśli na bramkę Brosnan w zasadzie w żadnym momencie nie sunęła nawałnica szwedzkich ataków, to szczególnie w drugiej połowie okazji na pokonanie irlandzkiej golkiperki było na tyle dużo, że przy nieco lepszej skuteczności dało się ten mecz spokojnie wygrać. Zdecydowanie najładniejszą akcję udało się przeprowadzić jeszcze przed przerwą, a jej architektką okazała się Caroline Seger, która ewidentnie wzięła dziś na siebie rolę dyrygentki środka pola. Próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności zaprezentowała jeszcze Hanna Bennison, ale niezwykle aktywna Asllani tym razem sprawdziła jedynie wytrzymałość poprzeczki. Równie bliska szczęścia była po jednym ze swoich strzałów także Filippa Angeldal, a Stina Blackstenius oraz Lina Hurtig solidarnie zmarnowały po jednej setce w zasadzie już na pustą bramkę. Każda z tych czterech sytuacji miała potencjał, aby zakończyć się golem, a przecież nie wspomnieliśmy jeszcze o jak zawsze groźnych szwedzkich stałych fragmentach, czy niebezpiecznych próbach rezerwowej dziś Rolfö. Irlandki atakowały zdecydowanie rzadziej, ale gdy już to robiły, to starały się mocno zaznaczyć swoją boiskową obecność. Tak było na przykład w 67. minucie, kiedy to Hanna Glas zupełnie niepotrzebnie starła się we własnym polu karnym z Katie McCabe. Pani Iuliana Demetrescu nie zdecydowała się jednak wskazać na jedenasty metr, choć mieliśmy do czynienia z klasyczną sytuacją pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Skoro jesteśmy już przy piłkarkach gości, to warto podkreślić, że wzorowo ze swoich zadań wykazały się liderki każdej z irlandzkich formacji. W defensywie niemal bezbłędna byłą doskonale znana bywalcom szwedzkich boisk Louise Quinn, w pomoc kapitalne zawody rozgrywała O’Sullivan, a na skrzydle kapitalną robotę, okraszoną dodatkowo niezwykle cennym golem, wykonała McCabe. Sporo kilometrów przebiegła ponadto wystawiona dziś jako jedyna wysunięta napastniczka Heather Payne, a Courtney Brosnan przynajmniej chwilowo zamknęła usta tym, którzy między słupkami irlandzkiej bramki widzieli raczej Megan Walsh.

A jak spisały się Szwedki? Plus meczu to bez dwóch zdań Caroline Seger, która w wieku 37 lat wciąż nie tylko chce, ale i potrafi być wiodącą postacią tej reprezentacji. Olbrzymią chęć do gry wykazywała ponadto występująca ostatnimi czasy z pozycji wiecznej rekonwalescentki Asllani i choć początkowo przejawiało się to przede wszystkim niepotrzebnym machaniem rękami oraz dyskusjami z panią Demetrescu, to z minuty na minutę było w tym względzie coraz lepiej. A koniec, czyli przepięknej urody gol, bardzo dobitnie podsumował piłkarską wartość naszej dziesiątki (choć grającej z dziewiątką na plecach). Bardzo dobry impuls dały ponadto wchodzące z ławki Angeldal i Rolfö, dla których chyba powinno znaleźć się miejsce w wyjściowej jedenastce podczas lipcowego EURO. Choć jak mawia selekcjoner Gerhardsson, nie fetyszyzujmy wyłącznie podstawowego składu, gdyż dla niego często ważniejsze bywa to, w jakim zestawieniu mecz będziemy kończyć. I dzisiejszy dzień tylko potwierdził, że jest to cokolwiek słuszne podejście. Gdybyśmy jednak mieli dziś postawić którejś ze Szwedek małego minusa, to na pewno poważnymi kandydatkami byłyby zbyt często ogrywana przez duet McCabe – O’Sullivan Linda Sembrant, a także rażąca nieskutecznością i znikająca nam na zbyt długo z radaru Lina Hurtig. Zdecydowanie więcej spodziewaliśmy się także ze strony Glas, która nieustannie starała się być pod grą, ale zdecydowanie zbyt często przytrafiały się jej nieudane lub całkowicie niewytłumaczalne zagrania. A przecież jako wahadłowa grała na rozgrywającą dopiero trzeci mecz w kadrze Irlandii Chloe Mustaki, co zadania jej raczej nie utrudniało. Szansę od pierwszej minuty dostała ponadto Bennison, ale oceniając dzisiejszy występ trzech piłkarek Evertonu, zdecydowanie najbardziej zaimponowała nam stojąca w irlandzkiej bramce Brosnan. Niech to wszystko nie przesłoni nam jednak zdecydowanie najważniejszej informacji dnia dzisiejszego, która brzmi: Australio i Nowa Zelandio, nadchodzimy! A właściwie to nadlatujemy. Dopiero za rok i trzy miesiące, ale bądźcie gotowi!

sweirl

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s