Zwycięskie pożegnanie roku

contentmedium

Piąty mecz, piąte zwycięstwo – szwedzka kadra wciąż niepokonana w el. MŚ (Fot. Bildbyrån)

Ten mecz był niemal idealnym podsumowaniem jesieni w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona. Z jednej strony znów nie obejrzeliśmy bowiem wielkiego futbolu, a z drugiej – piąte kolejne zwycięstwo w eliminacyjnej kampanii sprawiło, że wyjazd na mundial w Australii i Nowej Zelandii wydaje się być dosłownie na wyciągnięcie ręki. Co więcej, uniknięcie poważnych potknięć w starciach ze znacznie niżej notowanymi rywalami sprawiło, że szwedzka reprezentacja zakończy obecny rok jako wicelider rankingu FIFA i nie ma co ukrywać, że jest to osiągnięcie absolutnie historyczne.  Na szczegółowe podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy przyjdzie jednak czas za kilka dni, a póki co skupmy się na tym, co kilkanaście godzin temu wydarzyło się na stadionie w Malmö.

Początek meczu nie przyniósł nam w zasadzie żadnych emocji i choć to szwedzkie piłkarki starały się narzucić rywalkom własne warunki, to konkretów było z tego bardzo niewiele. Wystarczyła jednak zaledwie jedna bramkowa okazja, aby podopieczne trenera Gerhardssona otworzyły wynik spotkania. Mówiąc bardziej konkretnie, dokonała tego Lina Hurtig, która niczym urodzona lisica pola karnego wykorzystała dobre, choć nieco przypadkowe dogranie Johanny Kaneryd. Dla piłkarki Juventusu był to szesnasty gol w narodowych barwach i kolejne potwierdzenie tezy, że sprawdzenie jej na dziewiątce było naprawdę udanym pomysłem szwedzkiego selekcjonera. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie, choć blisko pokonania słowackiej golkiperki była chociażby Olivia Schough. Skrzydłowej Rosengård do pełni szczęścia zabrakło jednak centymetrów, a szkoda, bo gol strzelony w wyniku chyba najbardziej ikonicznego zagrania tej piłkarki byłby wspaniałym podsumowaniem zdecydowanie najlepszego sezonu w jej karierze. Swojego szczęścia w tej fazie meczu próbowały szukać także Słowaczki, którym raz udało się nawet uderzyć w światło bramki strzeżonej przez Hedvig Lindahl. Nie da się jednak ukryć, że tym razem rywalki nie sprawiały nam aż takiego zagrożenia jak chociażby przed dwoma miesiącami w Senecu, a większość ich ofensywnych prób udawało się skutecznie zneutralizować jeszcze w stosunkowo bezpiecznej strefie boiska.

Druga połowa to jeszcze większa szwedzka dominacja i ponownie szkoda, że nie udało się podkreślić jej nieco bardziej spektakularną zdobyczą bramkową. Niejako na pocieszenie fani ze stolicy Skanii obejrzeli jednak dwa efektowne gole, choć w przypadku pierwszego z nich Fridolina Rolfö powinna napisać list dziękczynny do słowackiej bramkarki Marii Korenciovej. Strzał zawodniczki Barcelony był oczywiście najwyższej próby, ale gdyby golkiperka Milanu nie była aż tak fatalnie ustawiona, to uderzona przez szwedzką pomocniczkę futbolówka nie miałaby prawa znaleźć drogi do siatki. Trafienie na 3-0 było za to ukłonem w kierunku tych, którzy ostatnimi czasy zaczęli coraz głośniej narzekać na skuteczność przy stałych fragmentach gry. Do tego rozegrania przyczepić się jednak żadną miarą nie sposób; Jonna Andersson zagrała krótko z Filippą Angeldal, piłkarka Manchesteru City dośrodkowała w słowackie pole bramkowe, a tam najwyżej wyskoczyła Amanda Ilestedt i uderzyła tak precyzyjnie, że tym razem żadna bramkarka raczej by tego strzału nie zatrzymała. Jako się rzekło, szwedzkie zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale w ostatniej fazie meczu brakowało nam albo skuteczności, albo szczęścia, jak w sytuacji kiedy to Fischerova ewidentnie faulowała we własnej szesnastce Linę Hurtig.

Listopadowe zgrupowanie kończymy zatem bez strat zarówno punktowych, jak i kartkowo-zdrowotnych i to jest chyba zdecydowanie najlepsza informacja na środowy poranek. Kadrę Petera Gerhardssona w akcji ujrzymy ponownie dopiero w połowie lutego i pozostaje mieć nadzieję, że czas pozostały do następnych powołań zostanie przepracowany w sposób należyty. Bo nawet jeśli w tej chwili cieszymy się z historycznych osiągnięć i przedłużającej się passy meczów bez porażki, to we współczesnym futbolu zmiany zachodzą niezwykle szybko, a pewnych sygnałów ostrzegawczych nie można bagatelizować. Rok 2021 pozostaje nam zatem pożegnać z nadzieją, że – paradoksalnie – nie będziemy do niego zbyt długo wracać wspomnieniami. Byłoby to bowiem równoznaczne z tym, że szwedzka kadra wciąż będzie dawać nam powody do radości i dumy. A czy tak się stanie? Pozostaje zaufać selekcjonerowi oraz sztabowi, który już niejednokrotnie udowodnił, że na to zaufanie zasługuje. Najbliższe miesiące zupełnie nieoczekiwanie mogą jednak okazać się dla wszystkich zainteresowanych okresem najcięższej próby.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s