Kompletny awans

nzl_swe_bennison_janogy

Mecz z Nową Zelandią był okazją do gry dla wielu piłkarek występujących na boiskach Damallsvenskan (Fot. Bildbyrån)

Piłkarska reprezentacja Nowej Zelandii to stały bywalec wielkich turniejów, ale trzeba od razu zaznaczyć, że zawodniczki z Oceanii tego zaszczytu dostępują przede wszystkim ze względu na czynniki … geograficzne. Sportowo nie wygląda to już tak dobrze, o czym świadczyć mogą zaledwie dwa zwycięstwa i aż 21 porażek w meczach rozegranych w finałach mistrzostw świata oraz Igrzysk Olimpijskich. Tak przynajmniej wyglądało to jeszcze dziś rano, gdyż od tego czasu Football Ferns dopisały sobie do swojego dorobku kolejny przegrany mecz. Na stadionie w znanym przede wszystkim z przetwórstwa gruszek nashi miasteczku Rifu, pogromczyniami ekipy z Antypodów okazały się podopieczne Petera Gerhardssona, które z kolei kroczą obecnie od zwycięstwa do zwycięstwa. Zgodnie z przewidywaniami, szwedzki selekcjoner wykorzystał możliwość dania szansy gry zmienniczkom, a one odwdzięczyły się za zaufanie w najlepszy możliwy sposób. Bo choć na arenie w prefekturze Miyagi nie było może piłkarskich fajerwerków, to plan zakończenia grupowych zmagań z kompletem punktów ani przez moment nie wydawał się być zagrożony. A przecież tak naprawdę właśnie o to przede wszystkim chodziło.

Oba gole padły już w pierwszej połowie, co zdecydowanie pomogło naszym piłkarkom w ułożeniu meczu pod swoje dyktando. I o ile w starciu z Amerykankami potrzebowały one aż dziewięciu rzutów rożnych, aby stworzyć realne zagrożenie pod bramką Alyssy Naeher, o tyle dziś już pierwsze dośrodkowanie z narożnika boiska przyniosło nam zmianę wyniku. W rolach głównych wystąpiły dwie zawodniczki, które wiosną wspólnie reprezentowały (bo o wspólnej grze trudno akurat w ich przypadku mówić) barwy Rosengård: Olivia Schough oraz Anna Anvegård. Inna sprawa, że całkiem spory udział w tym golu miała także nowozelandzka golkiperka Erin Naylor, która dość nieporadnie zabierała się do walki o górną piłkę ze szwedzką napastniczką. Niespełna kwadrans później było już 2-0 i znów sporo powodów do radości mieli kibice z Malmö. Bardzo efektowną asystą popisała się bowiem Hanna Bennison, a zagraną przez nią futbolówkę w równie widowiskowy sposób do siatki skierowała Madelen Janogy, dla której było to pierwsze trafienie w reprezentacyjnych barwach po niemal dwuletniej przerwie. W tym momencie mogło się wydawać, że mecz jest już absolutnie rozstrzygnięty i rzeczywiście szwedzkie piłkarki kontroli nad boiskowymi wydarzeniami nie oddały już ani na chwilę. Nie oznacza to jednak, że Jennifer Falk miała dziś w Rifu całkowicie bezstresowe popołudnie.

Ambitne Nowozelandki nie ustawały bowiem w staraniach, aby podobnie jak podczas rywalizacji z Australią zdobyć przynajmniej honorowego gola. I trzeba przyznać, że miały ku temu naprawdę niezłe okazje, a tę najlepszą – jeszcze przed przerwą – zmarnowały Katie Bowen do spółki z Betsy Hassett. To właśnie wtedy Falk została zmuszona do zdecydowanie największego wysiłku, ale dwie udane interwencje w odstępie kilkunastu sekund pozwoliły bramkarce Häcken zachować czyste konto. Swoich szans szukać próbowała także doskonale znana wszystkim kibicom Damallsvenskan Hannah Wilkinson, ale obdarzona doskonałymi warunkami fizycznymi napastniczka ewidentnie nie miała dziś swojego dnia. To z kolei było dobrą informacją dla obu par szwedzkich stoperek, gdyż Gerhardsson w przerwie najbardziej zamieszał właśnie w tej formacji. W wyjściowej jedenastce oglądaliśmy bowiem duet Kullberg – Eriksson, zaś w drugiej połowie centralny punkt naszej defensywy stanowiły Björn oraz Ilestedt. Obie pary zagrały jednak na zero z tyłu, co również może mieć istotne znaczenie psychologiczne przed czekającym nas już za trzy dni meczem ćwierćfinałowym. Choć tam oczywiście i presja będzie większa, i rywal zdecydowanie bardziej wymagający.

Wybór najlepszej szwedzkiej piłkarki dzisiejszego meczu nie byłby łatwym zadaniem, gdyż na największe słowa uznania zasługuje solidna postawa całego zespołu, który może monolitu nie stanowił, ale na tle przeciwniczek z Nowej Zelandii prezentował się w pełni zadowalająco. Z całkiem dobrej strony na prawej stronie bloku defensywnego pokazała się Julia Roddar, co może okazać się pomocną wskazówką dla uważnie śledzących olimpijski turniej przedstawicieli Washington Spirit. Nie da się bowiem ukryć, że podczas pierwszych miesięcy w NWSL była piłkarka Kvarnsveden i Göteborga była dość mocno rzucana po różnych pozycjach na boisku, co na pewno nie ułatwiło jej aklimatyzacji po tamtej stronie Atlantyku. Po kilka udanych zagrań zaprezentowały dziś także Bennison oraz Angeldal, które nie grały może równo, ale gdy już się budziły, to zazwyczaj pod bramką Naylor momentalnie robiło się gorąco. Swoje zrobiły oczywiście także obie napastniczki, gdyż piłkarki tej formacji zwykliśmy rozliczać przede wszystkim z liczb, a te zgadzały się dziś zarówno u Janogy, jak i u Anvegård. Specjalne wyróżnienie wędruje jednak do Olivii Schough, która – co chyba nie dziwi – przejawiała na murawie w Rifu zdecydowanie największą chęć do gry. To ona inicjowała lwią część akcji ofensywnych szwedzkiego zespołu, często zapraszając zresztą do nich Jonnę Andersson. Na listę strzelczyń skrzydłowa Rosengård wpisać się jednak nie zdołała, choć nie sposób było się delikatnie nie uśmiechnąć, gdy aż trzykrotnie obejrzeliśmy na arenie olimpijskiej najbardziej klasyczne zagranie z bogatego skądinąd repertuaru Schough. Charakterystyczny zwód, złamanie akcji do środka i szukanie strzału z dystansu w okienko bramki rywalek przez lata podziwiali kibice w Eskilstunie, Sztokholmie, czy Malmö i naprawdę szkoda, że przynajmniej w jednym przypadku ta naprawdę efektowna kombinacja nie przyniosła Szwedkom zdobyczy bramkowej. Ani to, ani nawet mecz bez gola Liny Hurtig (czyli rzecz ostatnimi czasy nie do pomyślenia), nie może jednak zmienić oceny postawy kadry Petera Gerhardssona w pierwszej fazie turnieju. Ze zdecydowanie najtrudniejszej grupy, w której mieliśmy zdecydowanie najtrudniejszy układ gier, wychodzimy bowiem z kompletem punktów. I bez względu na to, co wydarzy się w kolejnych dniach, jest to niewątpliwie ogromny sukces tych dwudziestu dwóch piłkarek stanowiących jeden świetny zespół.

AKTUALIZACJA: Wyniki meczów ostatniej kolejki w grupach E oraz F oznaczają, że rywalkami szwedzkich piłkarek w ćwierćfinale będą Japonki. Początek spotkania, które odbędzie się w najbliższy piątek na stadionie w Saitamie, zaplanowano na godzinę 19:00 czasu lokalnego (12:00 w Szwecji). Zwycięzca z tej pary spotka się w półfinale z Wielką Brytanią lub Australią.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s