Zagrać, zwyciężyć, zapomnieć

bigOriginal

W pierwszym meczu z Węgrami Nilla Fischer zadedykowała gola swojej ciężarnej żonie (Fot. DN)

Choć Peter Gerhardsson już kilka razy podkreślał, że wiosenne starcie z Węgierkami w niczym nie będzie przypominać październikowej potyczki, nastroje przed pierwszym w tym roku meczem w ramach eliminacji do francuskiego mundialu są w Szwecji niesamowicie spokojne. Wciąż niepokonana za kadencji obecnego selekcjonera kadra nie jest jeszcze oczywiście produktem kompletnym, ale prezentowany przez nią styl jak najbardziej pozwala podchodzić do starcia z najsłabszym grupowym rywalem bez niepotrzebnego strachu i lęku przed tym, co może wydarzyć się w najbliższy czwartek na boisku w Szombathely. W słowa szkoleniowca warto jednak się wsłuchać, gdyż przypominają nam one o starej, piłkarskiej prawdzie, że jakiekolwiek punkty będziemy mogli dopisać sobie dopiero po ostatnim gwizdku. Nawet jeśli faworyta teoretycznie wskazać nietrudno, swoją wartość i tak trzeba będzie na koniec udowodnić na zielonej murawie, a węgierskiej kadry przynajmniej z kilku powodów lekceważyć nie można.

Pierwszą trudnością, z którą nawiasem mówiąc szwedzkie piłkarki muszą radzić sobie podczas każdych eliminacji, jest dość niefortunny termin spotkania. Dotyczy to przede wszystkim zawodniczek występujących na co dzień w klubach Damallsvenskan, które dopiero za dwa tygodnie zainaugurują ligowe zmagania. Wprawdzie na Pucharze Algarve szwedzka druga linia (jedyna obecnie formacja oparta na piłkarkach grających w rodzimej lidze) prezentowała się więcej niż poprawnie, ale nie zapominajmy, że w Portugalii mierzyliśmy się wyłącznie z rywalami również grającymi w systemie wiosna-jesień.

Kolejną kwestią jest siłą rażenia węgierskiej kadry, która w Szombathely będzie zdecydowanie większa niż kilka miesięcy temu w Borås. W październiku, z różnych powodów, do Szwecji nie przyjechało kilka kluczowych piłkarek z kraju naszych najbliższych rywalek, ale już na marcowym Pucharze Cypru znów oglądaliśmy zdecydowanie lepsze oblicze Madziarek. Nie spodziewajmy się absolutnie tego, że Węgierki nagle postanowią przez dziewięćdziesiąt minut prowadzić grę, ale chociażby ich mecz z Koreą Północną pokazał w jak mądry i zdyscyplinowany sposób potrafią przeciwstawić się zdecydowanie wyżej notowanemu rywalowi. Indywidualności w ich kadrze także zresztą nie brakuje, a jeśli ta zdecydowanie największa będzie akurat miała swój dzień, to szwedzka defensywa musi się mieć mocno na baczności. Nie tak dawno bardzo boleśnie przekonali się o tym zresztą w Eskilstunie.

Pomimo tych wszystkich środków ostrożności, trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że w czwartek każdy inny wynik jak pewne zwycięstwo (najlepiej poparte do tego dobrą grą) byłoby dla nas ogromnym rozczarowaniem. Nawet jeśli w szwedzkiej kadrze znajdują się piłkarki, które właśnie szukają rytmu meczowego, w czwartkowy wieczór po prostu muszą go odnaleźć i solidnie wykonać swoje zadanie. Dwanaście punktów na półmetku eliminacji może być fenomenalnym punktem wyjścia przed najważniejszymi w tym roku potyczkami, ale ani na moment nie zapominajmy, że do pełni szczęścia potrzebujemy jeszcze zwycięstwa w Szombathely. Terminarz ułożył się tak, że podczas kwietniowego, reprezentacyjnego maratonu swój jedyny mecz gramy pierwszego dnia, a więc plan na najbliższy tydzień przedstawia się następująco: zagrać swoje, zwyciężyć, a następnie w spokoju czekać na wieści z Viborga. Niech tym razem martwią się inni. Ci, którzy muszą gonić.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s