Zagrały jak umiały

hurtigs-mal-ger-lfc-slaglage

Fot. Stefan Jerrevång

Nastroje szwedzkich kibiców przed pierwszą, listopadową środą z Ligą Mistrzyń nie mogły być optymistyczne. Oba kluby reprezentujące Damallsvenskan w Europie regularnie, przez całą rundę jesienną dostarczały im bowiem coraz to nowe powody do niepokoju. W Rosengård mieliśmy zamieszanie na ławce trenerskiej, zawirowania z Erin McLeod, czy wreszcie rekordową passę ligowych meczów bez zwycięstwa, w Linköping – cotygodniowe męczarnie przerywane pojedynczymi błyskami Hurtig, Asllani, czy Minde, spuentowane na koniec wstydliwym 0-6 z Eskilstuną. Trudno było więc w takich okolicznościach oczekiwać, że prasko-londyński test wypadnie spektakularnie, ale mimo wszystko nie brakowało takich, którzy wierzyli, że dziś wieczorem na boiskach Czech i Anglii będziemy świadkami wielkiego odrodzenia szwedzkiej piłki klubowej. Niestety, logika tym razem wygrała z entuzjazmem, a oba kluby pokazały mniej więcej tyle, na ile je po prostu na ten moment stać.

Jako pierwsze zaprezentowały się nam mistrzynie z Linköping, które na mocno zroszonej deszczem murawie praskiej Generali Areny zremisowały 1-1 z miejscową Spartą. Mecz w stolicy Czech długimi fragmentami przypominał październikowy wyjazd ekipy Kima Björkegrena na Cypr, gdyż szczególnie w pierwszej połowie znów to gospodynie sprawiały wrażenie drużyny bardziej zainteresowanej strzelaniem goli. Na szczęście, większość ofensywnych akcji prażanek traciła impet w okolicach szesnastego metra przed bramką Cajsy Andersson, dzięki czemu do szatni obie drużyny udały się przy wyniku bezbramkowym. Ambitna postawa Sparty została jednak wynagrodzona tuż po przerwie. gdy Kylie Allyssa Strom strzałem z rzutu wolnego wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. W tamtej chwili stało się jasne, że aby myśleć o awansie do ćwierćfinału, Linköping musi zacząć strzelać, ale na szczęście zanim w grę mistrzyń Szwecji zdążyła się wkraść nerwowość, sytuację uspokoiła Lina Hurtig. Zdecydowanie najbardziej efektywna piłkarka LFC tej jesieni wykorzystała dokładne dogranie Nicoline Sørensen z prawego skrzydła i błyskawicznie wyrównała stan rywalizacji. Więcej goli kibice w Pradze już nie obejrzeli, choć w końcówce pod obiema bramkami dogodnych okazji absolutnie nie brakowało. Dla Sparty mecz wygrać mogły między innymi Staskova oraz doskonale znana szwedzkim kibicom Irena Martinkova, a dla Linköping Sørensen i Banusic, ale z bardzo dobrej strony pokazały się obie golkiperki, dzięki czemu starcie dwóch godnych siebie rywali zakończyło się ostatecznie wynikiem nierozstrzygniętym. Trzeba uczciwie przyznać, że z przebiegu gry absolutnie nie krzywdzi on żadnej ze stron.

Zdecydowanie trudniejsze zadanie czekało w środowy wieczór FC Rosengård, który o najlepszą ósemkę walczyć musiał z londyńską Chelsea. Już pierwszy kwadrans nie pozostawił najmniejszych wątpliwości co do tego, która z biegających po murawie stadionu w Kingston drużyn jest obecnie lepsza piłkarsko, ale pomimo kilku naprawdę dogodnych okazji dla gospodyń, na tablicy wyników wciąż utrzymywał się bezbramkowy remis. Pod bramką Rosengård kotłowało się nieustannie, szczęśliwie broniła Musovic, na linii ofiarnie interweniowała Landeka, ale futbolówka ani myślała wpaść do szwedzkiej bramki. Dopiero w 33. minucie wyboru nie pozostawiła jej Fran Kirby, która najpierw wsadziła na karuzelę Viggosdottir, a następnie uderzyła tak precyzyjnie, że Musovic nie miała najmniejszych szans na skuteczną reakcję. Biorąc pod uwagę obraz gry, 1-0 i tak wydawało się stosunkowo łagodnym wymiarem kary, a niezły pierwszy kwadrans drugiej połowy sprawił, że w Skanii na moment odżyły nadzieje na korzystne rozstrzygnięcie dwumeczu. Jedyny niezły fragment w wykonaniu wicemistrzyń Szwecji wyrównującego gola im jednak nie przyniósł (najbliżej szczęścia była Boye, ale błąd Lindahl naprawiła doskonale ustawiona na linii Millie Bright), a odpowiedź Chelsea okazała się piorunująca. Najpierw swój były klub pogrążyła jak zwykle imponująca dynamiką Bachmann, a dzieła zniszczenia dokonała po błędzie defensywy z Malmö Flaherty. Wicemistrzynie Anglii mogą oczywiście żałować, że przed przerwą nie potrafiły wykazać się równie wielką efektywnością, co w drugiej połowie, ale trzybramkowa zaliczka przez rewanżem w stolicy Skanii i tak wydaje się z ich perspektywy całkiem solidnym kapitałem, który – biorąc pod uwagę jesienną dyspozycję Rosengård – roztrwonić będzie niesamowicie trudno.

Już za tydzień oba szwedzkie kluby rozegrają spotkania rewanżowe. Początek meczu w Linköping zaplanowano na godzinę 18:00, a pojedynek w Malmö rozpocznie się 30 minut później.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s