Co wiemy po Algarve?

0b3f8cf6-65d0-48a3-9b42-c43df58cceb8

Fot. Ross McDairmant

Tegoroczny Puchar Algarve przeszedł właśnie do historii, z czego najwyraźniej szczególnie ucieszyli się w Malmö oraz w Linköping. Mistrz i wicemistrz kraju, ustami swoich trenerów, ostro skrytykowali format marcowych turniejów towarzyskich, zbyt dużą liczbę rozgrywanych na nich meczów, a także samowolkę selekcjonerek i selekcjonerów, którzy (oczywiście nie bez wyjątków) w ogóle wydają się nie respektować faktu, że zawodniczki już za chwilę będą potrzebne swoim klubom w rozgrywkach ligowych. Oficjalnego stanowiska nie zajął w tej sprawie jeszcze Göteborg, choć to właśnie ekipa z zachodniej Szwecji w tym roku okazała się największym pechowcem w temacie kontuzji poniesionych podczas zgrupowań reprezentacji. Możemy jednak domniemywać, że Stefan Rehn także nie był specjalnie zadowolony, że kluczowe piłkarki wypadają mu na krótszą lub dłuższą chwilę z przyczyn od niego niezależnych akurat na tym etapie przygotowań do sezonu. Czas pokaże, czy podniesiony przez szwedzkie kluby temat stanie się niebawem przedmiotem międzynarodowej dyskusji i przyczyni się do zmian w formule rozgrywania na przykład Pucharu Algarve, ale skoro w tym roku mieliśmy jeszcze „klasyczny”, czteromeczowy maraton, to warto w jednym miejscu zebrać najważniejsze wnioski, które z niego wyciągnęliśmy. Jak zwykle nie brakuje ani tych pozytywnych, ani tych negatywnych, choć te drugie (co powoli staje się normą) znów stanowią większość. Spróbujmy jednak to wszystko zbilansować, wynotowując po pięć kluczowych plusów i minusów.

Wnioski pozytywne:

+ pierwszy kwadrans drugiej połowy z Australią. Tak, ze szwedzkiej perspektywy to było piętnaście najpiękniejszych minut całego turnieju. Reprezentację grającą na takim tempie, takim procencie wygranych pojedynków i kreującą tyle dogodnych okazji (fakt, że głównie z bocznych sektorów boiska) chcielibyśmy oglądać zawsze. I bardzo dobrze się stało, że właśnie ten najlepszy fragment portugalskiej eskapady zwieńczył przepiękny gol Lotty Schelin, który na krótką chwilę pozwolił nam zapomnieć o Viborgu i innych niepowodzeniach.

+ dyspozycja Hedvig Lindahl, Nilli Fischer, Jonny Andersson oraz Lotty Schelin. Zgadza się, że oprócz obrończyni Linköping wymieniamy tu jedynie weteranki. Zgadza się, że ta czwórka nijak nie utworzy szkieletu wyjściowej jedenastki na EURO. Ale patrząc z drugiej strony, mamy to, czego zazdrości nam ponad połowa reprezentacji wybierających się w lipcu do Holandii, czyli spokój na pozycji bramkarki, a takiego luksusu nie mają przecież choćby Dunki, czy Francuzki. Cieszy także stabilizacja u Fischer i Schelin, bo z tym w ostatnich miesiącach bywało różnie, a latem obie będą nam bardzo potrzebne.

+ kompaktowa ofensywa w końcu przyniosła nam gola. Możemy oczywiście znajdować mnóstwo mankamentów w taktycznej logice duetu Sundhage – Persson (co zresztą nie jest wcale takie trudne), ale jeśli rzeczywiście mamy za cztery miesiące straszyć niemieckie i włoskie rywalki tą strategią, to dobrze, że same zawodniczki w końcu załapały, o co w tym wszystkim chodzi. Jesienne mecze zwiastowały kompletną katastrofę, teraz pojawiła się nadzieja, że uda się jej może uniknąć. Niewielki, ale zawsze progres.

+ tylko jeden stracony gol. O ile szwedzka ofensywa nie jest ostatnio ani efektowna, ani efektywna, o tyle formacja obronna poniżej pewnego poziomu nie zwykła schodzić, czego dowodem są trzy kolejne mecze na zero z tyłu. Nie zabrakło podczas ich trwania sytuacji, w których dopisało nam szczęście, sporą cegiełkę do tego wyniku dołożyły obie bramkarki, ale skoro nie budzimy się w środku nocy z krzykiem z powodu wizji szwedzkich defensorek zatrzymujących ataki Popp, Hegerberg, czy Miedemy, to ogólna ocena ich umiejętności musi być przynajmniej zadowalająca.

+ pewne zwycięstwo z Rosją. Wiadomo, rywal pozwalał na wiele i trudno na podstawie tego meczu budować atmosferę sukcesu. Skoro jednak z tym samym przeciwnikiem zmierzymy się w drugiej kolejce fazy grupowej mistrzostw Europy, to czy jest na sali ktoś, kto miałby cokolwiek przeciwko powtórce z rozrywki? Właśnie takie spokojne 4-0 może się nam na tym etapie turnieju, cztery dni po niemieckiej inauguracji, bardzo przydać.

Czas na tę mniej przyjemną część portugalskiego podsumowania:

– zbyt mało wykreowanych sytuacji strzeleckich. Poza meczem z Rosją, bardzo trudno przychodziło szwedzkim piłkarkom wypracowywanie dogodnych okazji do zdobycia gola, a bez tego trudno o korzystny wynik. Gol Schelin z Australią był raczej efektem indywidualnego błysku napastniczki Rosengård, a jeśli już któraś z pomocniczek popisywała się otwierającym drogę do bramki podaniem, to też były to raczej pojedyncze, kilkudziesięciometrowe zagrania w stylu słynnej asysty Dahlkvist z USA, a nie pokłosie rozmontowania defensywy przeciwniczek kombinacyjną grą. Bo przecież w kompaktowej ofensywie nie chodzi o to, żeby 67% podań zawodniczki tworzące „diament” w drugiej linii grały do tyłu, prawda?

– pasywne napastniczki. Mamy pełne prawo narzekać na postawę szwedzkich pomocniczek w trzech pierwszych meczach i podkreślać, że więcej zamieszania pod bramką rywalek stworzyły obie wahadłowe obrończynie, ale trzeba oddać, że i same napastniczki też specjalnie nie kwapiły się do tego, aby cały czas pozostawać pod grą. Wyjątkiem była oczywiście Schelin, co dobitnie pokazał jeden obrazek podczas meczu z Holandią, kiedy to zawodniczka Rosengård biegała za rozgrywaną przez rywalki piłką niemal na całej szerokości boiska, podczas gdy ustawiona z nią w linii Hammarlund … cóż, nie była specjalnie zainteresowana pressingiem.

– brak alternatyw na bokach obrony. Andersson od pewnego czasu zdaje reprezentacyjny test z wyróżnieniem, swoje robi także ustawiona na prawej flance Samuelsson, ale czy w przypadku nieobecności jednej z piłkarek Linköping mamy na jej miejsce jakąkolwiek rozsądną alternatywę? Jeśli Sundhage nie wyjaśni sobie nieporozumień z Liną Nilsson i nie zabierze do Holandii doświadczonej zawodniczki Rosengård, to pozostanie nam liczyć na to, że obu obrończyniom LFC będzie tego lata dopisywać zdrowie, bo inaczej możemy szybko obejrzeć powtórkę z wiosennej lekcji.

– stracone terminy. Wydaje się, że mecze i turnieje towarzyskie to wręcz wymarzona okazja do przetestowania nowych wariantów nie tylko taktycznych, ale i personalnych. Niestety, szwedzki sztab szkoleniowy myśli inaczej, w związku z czym tak bardzo wychwalana przez samą selekcjonerkę Zecira Musovic udała się do Portugalii na wakacje, a inne piłkarki, zamiast sprawdzić się na tle poważnych rywalek, dostawały w kolejnych meczach tak mało czasu, że końcowy gwizdek rozbrzmiewał zanim zdążyły dobrze wejść w mecz. Skoro Eriksson jest trzecia na liście wśród stoperek, to dlaczego w ogóle nie miała okazji sprawdzić się w duecie z Fischer i/lub Sembrant? Co z drugą linią? Jaki jest pomysł na wykorzystanie w kadrze Hurtig czy Rolfö i czy rzeczywiście najbardziej optymalne jest ustawianie ich w roli „fałszywych dziesiątek”? Czy potrafimy płynnie przejść z kompaktowej ofensywy i „diamentu” do ustawienia bazującego na szybkości naszych skrzydłowych? Była okazja, aby to wszystko sprawdzić w warunkach meczowych, ale niestety postanowiliśmy z niej nie skorzystać.

– nieumiejętne wykorzystywanie własnych mocnych punktów. Utarło się, że najmocniejszą bronią kadry Sundhage są opanowane niemal do perfekcji stałe fragmenty gry, ale czasy, w których rywalki drżały na sam widok Szwedki podchodzącej do stojącej piłki należą już do coraz bardziej zamierzchłej przeszłości. Owszem, na zgrupowaniach, co było widać chociażby podczas obozu w Kalmar, poświęca się temu elementowi sporo uwagi, ale w ostatnim czasie użytek z dobrze bitych rzutów wolnych i rożnych potrafiliśmy zrobić jedynie w starciu z Iranem (trzy gole). Jeśli chcemy zabawić w Holandii do sierpnia, to warto zwrócić na to uwagę, gdyż drugą Japonią raczej się do tego czasu nie staniemy, a biletem do strefy medalowej mogą okazać się właśnie wspomniane stałe fragmenty oraz nienaganne przygotowanie motoryczne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s