Koncert na Arenie Linköping

Piątkowy wieczór miał nam upłynąć przede wszystkim pod znakiem powrotu na ligowe boiska obu liderów. Niektórzy zastanawiali się, jak walczące o mistrzostwo kluby zaprezentują się na tle krajowych rywali, ale zarówno Linköping, jak i Rosengård szybko udowodniły, że wiosenno-letnia absolutna dominacja właśnie tych dwóch ekip w najmniejszym stopniu nie była dziełem przypadku. Co więcej, z obu boisk popłynął sygnał, że może ona potrwać przynajmniej do końca obecnego sezonu.

Jako pierwsze na murawie zaprezentowały się podopieczne Martina Sjögrena, które zmierzyły się z zawsze niewygodnym Kvarnsveden. Wiosną, gdy oba kluby spotkały się w Borlänge, o zwycięstwie faworytek przesądził zdobyty dopiero w 89. minucie gol Stiny Blackstenius. Tym razem piłkarki LFC nie zamierzały jednak wystawiać swoich kibiców na tak ciężką próbę i od początku przejęły kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Efekt? Po zaledwie 13. minutach było już 3-0 dla gospodyń, a sympatycy Linköping mogli skupić się na nasłuchiwaniu wieści z Behrn Areny, które zaskakująco długo były dla nich bardzo pozytywne. Trzeba jednak podkreślić, że pomimo szybko uzyskanego komfortowego wyniku, wiceliderki Damallsvenskan ani przez moment nie zamierzały zwalniać tempa i do końcowych sekund szukały okazji do zdobycia kolejnych goli. Bramkowy licznik po ich stronie zatrzymał się ostatecznie na cyfrze osiem, ale gdyby udało się wykorzystać wszystkie szanse, po raz pierwszy w obecnym sezonie bylibyśmy świadkami dwucyfrowego zwycięstwa.

Zawodniczki z Linköping od pierwszej do ostatniej minuty grały na wielkim luzie, co oczywiście było bezpośrednią konsekwencją świetnego wejścia w mecz. Już w 3. minucie udało się otworzyć wynik za sprawą Blackstenius, a zdobyty przez napastniczkę LFC gol do złudzenia przypominał jej trafienie z ćwierćfinałowego meczu Szwecja – USA. Co równie ważne, urodzona w Vadstenie piłkarka chyba na dobre odnalazła zagubioną gdzieś po świetnym początku sezonu skuteczność. Dzisiejszy mecz zakończyła z hat-trickiem na koncie, niezwykle precyzyjnie wykańczając trzy akcje swojego zespołu. Blackstenius nie była jednak jedyną zawodniczką Linköping, która zasłużyła dziś na pochwały. Już tradycyjnie, świetną partię rozegrała Pernille Harder (dwa gole, dwie asysty), przepięknym strzałem z dystansu popisała się Samuelsson, Ericsson pokazała, jak miały na Igrzyskach wyglądać szwedzkie stałe fragmenty gry (z czego skrzętnie skorzystała Arnth), a w ostatnich minutach swego pierwszego gola w seniorskiej piłce strzeliła Emilia Larsson.

Znacznie mniej efektownie zwyciężył dziś Rosengård, choć oczywiście trudno powiedzieć, aby mistrzynie Szwecji choć przez chwilę poczuły się na boisku w Örebro zagrożone. Osłabiona brakiem pauzującej za nadmiar żółtych kartek Marty drużyna Jacka Majgaarda rozkręcała się wprawdzie powoli, ale gdy juz to zrobiła, natychmiast stało się jasne, kto zgarnie tu komplet punktów. Pierwsze przyspieszenie piłkarek z Malmö miało miejsce w 37. minucie i już chwilę później zrobiło się 1-0 dla liderek ligowej tabeli. Z nieprzyjemnym strzałem Schelin poradziła sobie jeszcze Söberg, ale następstwem jej interwencji był rzut rożny, który przyniósł ekipie ze Skanii tak bardzo wyczekiwanego gola autorstwa Amandy Ilestedt, która w polu karnym bez większego trudu przestawiła dysponującą przecież doskonałymi warunkami fizycznymi Tancredi. Druga połowa przebiegała już całkowicie pod dyktando Rosengård, a piłkarki Örebro sprawiały wrażenie drużyny, która nie bardzo wierzy, że będzie dziś w stanie cokolwiek ugrać. Zdecydowaną przewagę udało się gościom udokumentować jeszcze jednym zdobytym golem; w 67. minucie Martens strąciła piłkę do siatki po świetnym odegraniu Schelin. Nowa snajperka klubu z Malmö w ostatniej fazie meczu miała jeszcze wyborną okazję na to, aby do dwóch efektownych asyst dołożyć jeszcze bramkę, ale fatalnie spudłowała w sytuacji sam na sam z Söberg.

Na koniec, warto poświęcić trochę miejsca drużynom, które w starciach z liderkami nie miały dziś zbyt wiele do powiedzenia. Örebro szczególnie w pierwszych dwóch kwadransach udowodniło, że dysponuje kadrą, która spokojnie mogłaby rywalizować o miejsce na najniższym stopniu podium Damallsvenskan. Pytanie jednak, czy poniesione wiosna straty nie okażą się zbyt duże, aby pogoń za brązowymi medalami mogła jeszcze okazać się skuteczna. Przebłyski dobrej gry (choć po porażce 0-8 może brzmieć to dość paradoksalnie) zaprezentowały dziś także zawodniczki Kvarnsveden i trzeba z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że beniaminek z Dalarny nie jest na ten moment ani pierwszym, ani drugim kandydatem do spadku. Podopieczne Jonasa Björkgrena pozostawiły po sobie znacznie bardziej korzystne wrażenie niż chociażby Vittsjö, które na Arenie Linköping przegrało w identycznym stosunku, ale w zdecydowanie gorszym stylu. Oczywiście, do tego, aby na dłuższym dystansie toczyć równorzędną walkę z ligowymi potentatami jeszcze trochę ekipie z Borlänge brakuje, ale nic póki co nie wskazuje na to, aby w Dalarnie trzeba było nastawiać się na smutną zimę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s