Liga bramkarskich pomyłek

Lee Alexander, Adelaide Gay, Katie Fraine – co łączy te trzy bramkarki? W zakończonej właśnie kolejce każda z nich bardzo wydatnie przyczyniła się do wyniku osiągniętego przez swój zespół. Ich wkład nie polegał jednak na fantastycznych interwencjach, ale na kuriozalnych błędach, które ostatecznie kosztowały kolejno Mallbacken, Kvarnsveden oraz Vittsjö szansę na korzystny rezultat. W ostatnim meczu rundy całą trójkę spróbowała jeszcze przebić Cajsa Andersson, ale puszczona przez nią między nogami po delikatnym strąceniu Hanny Lundqvist piłka ostatecznie zatrzymała się na słupku. Liczba bramkarskich kiksów i pomyłek w jedenastej serii spotkań nie jest niestety wyjątkiem od reguły, gdyż podobne obrazki od przynajmniej trzech sezonów oglądamy w Damallsvenskan niemal co tydzień. O Elitettan w tym kontekście nie ma sensu nawet wspominać, gdyż stężenie absurdalnych goli jest na zapleczu ekstraklasy nie mniejsze niż we wstępnych fazach turnieju Gothia Cup.

Jasne jest, że błędy przytrafiają się wszystkim piłkarkom (a uogólniając jeszcze bardziej – wszytkim ludziom, którzy nie boją się robić czegokolwiek). Równie jasne jest, że to właśnie pomyłki golkiperek są często najbardziej kosztowne, gdyż niosą za sobą bezpośrednie ryzyko utraty gola. Nikt zatem nie oczekuje od bramkarek grających w szwedzkich klubach bezbłędnej gry, gdyż byłoby to całkowicie niewykonalne. Z drugiej jednak strony, od zawodniczek aspirujących do gry w trzeciej najlepszej lidze Europy pewnego poziomu oczekiwać po prostu wypada. Szczególnie, że mówimy o piłkarkach sprowadzanych nierzadko z przeciwnego końca świata, które w zamierzeniu mają ligę uatrakcyjnić. Nie ma sensu powtarzać za Pią Sundhage, że Damallsvenskan powinna niezwłocznie stać się bardziej szwedzka, bo przecież kompletnie nie o to tu chodzi, ale fakty są takie, że spośród jedenastu aktualnie zakontraktowanych zagranicznych golkiperek (nie wliczamy Kramer czy Bernier, które ze Szwecji już się zawinęły), jedynie o dwóch (ostatecznie trzech, jeśli dodamy do tego leczącą się McLeod) można powiedzieć, że dzięki nim poziom ligi się podniósł. Skoro mamy ambicje, aby w finalnej fazie uczynić z Damallsvenskan dobrze opakowany produkt eksportowy, to oprócz fantastycznej pracy czyniącego sporo w tym kierunku EFD, potrzebujemy jeszcze odpowiedniej jakości piłkarskiej. Owszem, raz na kilka lat możemy pokazać światu najbardziej spektakularny gol samobójczy w historii (to też swego rodzaju osiągnięcie), ale na dłuższą metę raczej nie chcielibyśmy, aby szwedzki futbol kojarzył się poza granicami kraju z takimi właśnie zagraniami. Niestety, runda wiosenna sezonu 2016 przyniosła nam zbyt wiele kiksów, o których wszyscy chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć, a znaczna część z nich była udziałem bramkarek. O ile Amerykanie co tydzień wybierają w NWSL interwencję kolejki, o tyle u nas zdecydowanie bardziej na miejscu byłby plebiscyt na najbardziej nieudane zagranie rundy, gdyż te – w odróżnieniu od wybitnych parad – oglądamy nader często.

Problem ligi przekłada się pośrednio na reprezentację, która w chwili obecnej jest całkowicie zależna od dyspozycji Hedvig Lindahl. Golkiperka Chelsea swego czasu także niejednokrotnie przyprawiała nas o szybsze bicie serc swoją odważną i niekonwencjonalną grą (szczególnie, gdy grając kolejno w Linköping, Göteborgu oraz Kristianstad na siłę starała się zostać pierwszą na świecie bramkarką grającą w roli sweeper keeper, co kilka razy bezbłędnie wykorzystały rywalki), ale trzeba przyznać, że w ostatnich latach jej forma ustabilizowała się na stałym, wysokim poziomie zarówno w klubie, jak i w kadrze. Na kanadyjskim mundialu Lindahl była jedną z nielicznych piłkarek, która absolutnie nie musiały mieć do siebie pretensji za kompletnie nieudany start w mistrzostwach. Wprawdzie wiosna 2016 to – patrząc obiektywnie – najsłabsza runda bramkarki Chelsea od momentu przeprowadzki do Wielkiej Brytanii, ale i tak mając Lindahl między słupkami raczej nie będziemy za miesiąc drżeć przy każdym strzale Chinek, Brazylijek, czy reprezentantek RPA. Duży problem zrobi się dopiero wtedy, gdy z jakichś względów Pia Sundhage nie będzie mogła skorzystać z usług swojej najlepszej bramkarki. Hilda Carlén (podobnie zresztą jak Emelie Lundberg) to solidna zawodniczka na warunki ligowe, ale równocześnie bardzo nierówna, przeplatająca doskonałe występy tymi znacznie słabszymi. Prawdą jest, że ten turniej mógłby równie dobrze zbudować Carlén dla reprezentacji i niewykluczone, że tak by się właśnie stało, ale z drugiej strony chyba nie bez powodu nie ma zbyt wielu takich, którzy bez obaw podchodziliby do ewentualnego ćwierćfinału z Kanadą, czy półfinału z USA lub Francją, gdyby dostępu do naszej bramki miała bronić golkiperka Piteå.

Słynne, piłkarskie powiedzenie mówi, że atak wygrywa mecze, a obrona tytuły. Analizując historię futbolu rzeczywiście można dojść do wniosku, że nawet najbardziej efektownie grająca drużyna do odniesienia sukcesu potrzebowała odpowiedniego zabezpieczenia tyłów. Szwecja od zawsze była, całkiem zresztą słusznie, uważana za największą obok USA i Niemiec kuźnię bramkarskich talentów. Następczyń Inger Arnesson, Elisabeth Leidinge, Caroline Jönsson i Hedvig Lindahl póki co specjalnie jednak nie widać. Media ze Skanii uparcie lansują mit Zeciry Musovic, przypominając, że ta została w sezonie 2014/15 wybrana do najlepszej drużyny Ligi Mistrzyń, ale zapominają przy tym dodać, że w rzeczonej kampanii wystąpiła w zaledwie dwóch spotkaniach, na dodatek rozgrywanych w odstępie sześciu dni. Eksperci UEFA nie od dziś znani są jednak z tego, że błyskawicznie są w stanie dostrzec i docenić prawdziwy, piłkarski kunszt. Tylko oni potrafią przecież w gronie dwudziestu najlepszych zawodniczek kontynentu umieścić piłkarkę, która przez cały rok leczyła kontuzję, a na boisku pojawiła się na … kilkanaście minut (casus Nadine Kessler). Wracając do Musovic – pozostaje mieć nadzieję, że to właśnie za sprawą takich zawodniczek jak ona i o rok młodsza od niej Emma Holmgren, za kilka lat znów będziemy mogli rozmawiać jedynie o kłopotach bogactwa w szwedzkiej bramce. Krokiem we właściwym kierunku z pewnością byłoby bardziej rozważne dokonywanie zakupów w Glasgow, Detroit czy Adelajdzie.

2409280

Fot. Bengt Krönström

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s