Linköping liderem, Vittsjö jak Mołdawia

Tego, że w środowy wieczór będziemy świadkami zmiany lidera w Damallsvenskan, nie spodziewał się chyba nikt. Wprawdzie piłkarki Martina Sjögrena były w potyczce z Vittsjö zdecydowanymi faworytkami, ale wydawało się, że to mający cztery bramki zapasu Rosengård zmierzy się dziś z jeszcze bardziej rozbitym rywalem. Na Arenie Linköping obejrzeliśmy jednak pojedynek, który długimi fragmentami przypominał coś pomiędzy gierką treningową, a meczem Szwecja – Mołdawia, z tą jedynie róznicą, że Sällström, Dieke czy Okobi sprawiały wrażenie jeszcze bardziej niezogranizowanych niż Porożniuk i Munteanu przed dziewięcioma dniami na murawie Gamla Ullevi.

Gospodynie swój koncert rozpoczęły już w 4. minucie gry. Alanen pozwoliła Neto na czterdziestometrowy rajd, a mająca zbyt dużo wolnej przestrzeni Portugalka doskonale uruchomiła Harder, która po raz jedenasty (!) w obecnych rozgrywkach wpisała się na listę strzelczyń. Niestety dla Vittsjö, szybko stracony gol był jedynie zwiastunem niezwykle upokarzającego wieczoru, gdyż tego, co działo się później na Arenie Linköping, nie da się nazwać inaczej. Piłkarkom LFC wychodziło bowiem niemal każde zagranie, a zawodniczki gości mogły się jedynie przyglądać tej w równym stopniu efektywnej i efektownej grze. Piękna główka Minde po dośrodkowaniu Jonny Andersson? Zaliczona. Bramka bezpośrednio z rzutu rożnego? Nie ma sprawy. Trafienia pretendujące do miana najpiękniejszego gola sezonu? Aż dwa – autorstwa kolejno Minde oraz Harder. W tym wszystkim bez większego echa przeszedł nawet hat-trick Stiny Blackstenius, który tylko potwierdził, że reprezentacyjna napastniczka na dobre przełamała chwilową strzelecką niemoc. A przecież nie zapominajmy, że gdyby tylko Neto przymierzyła z dystansu nieco bardziej dokładnie, a Rolfö wychodząc sam na sam z Fraine nie znalazła się na minimalnym spalonym, to rozmiary zwycięstwa Linköping mogły być jeszcze bardziej okazałe. Jeśli ktoś wczoraj zastanawiał się, czy klub znad Stångån na poważnie włączy się do walki o mistrzowski tytuł, to dzisiejszy mecz rozwiał chyba ostatecznie wszystkie wątpliwości. Drużyna Martina Sjögrena mknie do przodu już nawet nie jak francuski pociąg TGV, a jak najwyższej klasy odrzutowiec. Pamiętajmy jednak, że nawet najlepszym maszynom przytrafiają się awarie, więc do czekających je w najbliższych dniach meczów z Göteborgiem i Djurgården, a także do półfinału Pucharu Szwecji z Eskilstuną, piłkarki LFC będą musiały podejść maksymalnie skoncentrowane. Tak mozolnie budowany dorobek po prostu szkoda byłoby w dwa tygodnie zaprzepaścić.

Na koniec wróćmy jeszcze do Vittsjö, gdyż obok tego, co zaprezentowała dziś ta ekipa trudno – mimo największego uznania dla Linköping – przejść obojętnie. Niektórzy postulują, żeby takie popisy obligatoryjnie karać odjęciem w tabeli przynajmniej jednego oczka i być może rzeczywiście byłoby to jakieś rozwiązanie, bo oglądać takiej gry na poziomie ekstraklasy zwyczajnie nie chcemy. Porównania do przyjeżdżającej do Göteborga kadry Mołdawii są zabawne jedynie do momentu, gdy uświadomimy sobie, że w typowanej przed rozpoczęciem rozgrywek do walki o ligowe podium drużynie ze Skanii występują przecież etatowe reprezentantki Finlandii (Alanen, Sällström), Szkocji (Dieke) czy Nigerii (Okobi). Jeśli dla drużyny mającej w składzie takie indywidualności największym osiągnięciem jest przekroczenie z piłką linii środkowej, to chyba najwyższy czas zacząć szukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Lista problemów Vittsjö wydaje się być na chwilę obecną bardzo długa, a jedno z czołowych miejsc z pewnością zajmuje na niej słaba dyspozycja Katie Fraine. Broniąca do niedawna barw Linköping amerykańska golkiperka zanotowała dziś kolejny katastrofalny występ i zastanawiamy się co jest nie tak z Shannon Lynn, że trzeci rok z rzędu przegrywa ona rywalizację o miejsce między słupkami z zawodniczką znajdującą się całkowicie pod formą (przed Fraine były to kolejno pogonione już ze Skanii Meriluoto i Kramer).

******

Starcie byłej i obecnej potęgi szwedzkiego futbolu miało zdecydowanego faworyta i tak naprawdę jedyną niewiadomą pozostawały rozmiary zwycięstwa Rosengård. Mistrzynie kraju, podobnie jak w meczu przeciwko Djurgården, wyszły dziś na boisko bez klasycznej napastniczki, ale nie przeszkodziło im to w sięgnięciu po pewne trzy punkty. Z roli „fałszywych dziewiątek” znakomicie wywiązywały się bowiem Masar oraz Salmi, a przewagę liczebną stwarzała ponadto często nabiegająca z głębi pola Gunnarsdottir. Bezbłędnie spisywały się też będące swego rodzaju wizytówką klubu z Malmö skrzydła. Martens wykazała się stuprocentową skutecznością, precyzyjnymi strzałami wykorzystując obie bramkowe okazje, zaś Marta udowodniła, że od ponad dekady na stadionie w Umeå gra się jej wyśmienicie. To właśnie brazylijska supergwiazda wypracowała pierwszego gola dla Rosengård, a sama wpisała się do protokołu meczowego w drugiej połowie, skutecznie dobijając futbolówkę po strzale Salmi, który zatrzymał się na poprzeczce.

Szósta z rzędu porażka, na dodatek poniesiona w bardzo kiepskim stylu, z pewnością nie poprawiła i tak już minorowych nastrojów w Umeå. Siedmiokrotne mistrzynie Szwecji na dobre zakotwiczyły w strefie spadkowej i wszystko wskazuje na to, że runda jesienna może być dla świętującego niebawem stulecie istnienia klubu najważniejszą od wielu lat, a ewentualne uratowanie ekstraklasy dla Västerbotten wspominać się będzie w jednym szeregu z największymi sukcesami w kraju i w Europie. Póki co sytuacja w Umeå prezentuje się bowiem mniej więcej tak:

– z piłkarek znajdujących się na liście kontuzjowanych udałoby się sklecić jedenastkę nie gorszą od tej, która rozpoczęła dziś mecz przeciwko Rosengård.

– sytuacja kadrowa zmusiła Marię Bergkvist do tak odważnych, choć noszących znamiona desperacji eksperymentów, że Lina Hurtig wystąpiła dziś jako … stoperka.

– grająca po raz pierwszy (i prawdopodobnie ostatni) w nowej roli Hurtig nie odstawała poziomem od koleżanek z formacji, a w wielu sytuacjach to ona okazywała się najjaśniejszym elementem w defensywie gospodyń.

To wszystko składa się na niezbyt wesoły obraz, a musimy pamiętać, że przed tak wyczekiwaną w Umeå letnią przerwą, trzeba będzie rozegrać jeszcze trzy ligowe spotkania, w których wypadałoby jakkolwiek zapunktować. W przeciwnym razie, niezależnie od temperatury na termometrach, lipiec i sierpień będą dla żółto-czarnych niezwykle gorące.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s