Europa dwóch prędkości

Swego czasu Europę na dwie nie do końca równe części dzieliła żelazna kurtyna, która wprowadziła obowiązujący przez wiele lat nowy porządek na politycznej mapie kontynentu. O jej istnieniu w najbardziej namacalny sposób przypominał postawiony w Berlinie mur skutecznie odgradzający dwa pozornie wrogie światy. Na szczęście okres, w którym Europejczycy odwracali się od siebie nawzajem i wznosili w tym celu trudne do sforsowania fortyfikacje należy już do przeszłości (i mamy nadzieję, że tak pozostanie), ale nietrudno zauważyć, że w niektórych dziedzinach życia utrwalany przez cztery dekady podział odcisnął tak wielkie piętno, że jego skutki obserwować możemy jeszcze dzisiaj.

Jedną z tych dziedzin wydaje się być piłka nożna i kto wie, czy ów polityczno-historyczno-geograficzny wstęp najdobitniej nie oddaje aktualnej kondycji europejskiego futbolu. Co więcej, niespełna trzydzieści lat po upadku Muru Berlińskiego ten nieformalny podział na wschód i zachód wydaje się być silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie chodzi tu już nawet o piłkę klubową, która niemal na naszych oczach staje się powoli zabawką dla wąskiego grona krezusów i ten stan rzeczy musimy z większym lub mniejszym niesmakiem zaakceptować. Okazuje się jednak, że także w futbolu reprezentacyjnym, gdzie – przynajmniej w teorii – szanse wydają się być znacznie bardziej wyrównane, zachodnie kraje zaczynają odjeżdżać swoim rywalom ze wschodu na dystans, którego wcale nie da się zniwelować za pomocą minimalnych nakładów. Czy zatem w najbliższych latach piłkarska mapa Europy będzie w coraz większym stopniu przypominać tę, która w latach 1945-1991 wyznaczała bieg wydarzeń na kontynencie?

Do zakończenia eliminacji EURO 2017 pozostały jeszcze trzy serie spotkań, więc siłą rzeczy wiele spośród najważniejszych rozstrzygnięć jeszcze przed nami. Już teraz możemy jednak na podstawie aktualnej sytuacji w grupach oraz terminarza jesiennych spotkań pokusić się o próbę wytypowania piętnastki szczęśliwców, którzy latem przyszłego roku pojadą do Holandii na turniej finałowy. Wnioski? Każdy może wyciągnąć je sam.

Pierwszą drużyną, która zapewniła sobie udział w finałach EURO 2017 była oczywiście Holandia, której powierzono organizację tego turnieju. Do gospodyń dołączą także zwycięzcy ośmiu grup eliminacyjnych i według najbardziej prawdopodobnego scenariusza miejsca te zajmą kolejno: Islandia, Hiszpania, Francja, Szwecja, Niemcy, Szwajcaria, Anglia i Norwegia. Bezpośredni awans uzyska ponadto sześciu najlepszych wicemistrzów grup i tutaj rozważyć trzeba już znacznie więcej opcji. Duże szanse na wywalczenie biletów do Holandii bez konieczności rozgrywania dodatkowego dwumeczu mają z pewnością Szkocja, Dania, Belgia i Austria, a następne w kolejce wydają się być Włochy oraz Finlandia. W ten sposób rozdysponowaliśmy piętnaście z szesnastu miejsc w finałach EURO 2017. Policzmy zatem, ile z nich przypadło w udziale krajom, które niegdyś znajdowały się po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. Cóż, wyliczanka nie będzie przesadnie długa, gdyż jest ich dokładnie … zero! Zachód wygrywa ze Wschodem piętnaście do zera, czyli jeszcze wyżej niż Niemki z Węgierkami w meczu, który można niejako nazwać symbolem tych eliminacji. Wnioski? Każdy może wyciągnąć je sam.

Nie zapominamy oczywiście o październikowym barażu, który wyłoni ostatniego finalistę kontynentalnego czempionatu. Zakładając, że sprawdzi się powyższy scenariusz, ostatnie miejsce na EURO na sto procent zajęte zostanie przez ekipę z Europy Wschodniej, ale wynika to wyłącznie z tego, że w grupach 3 oraz 5 nie było przedstawiciela Zachodu, który miałby szansę o tę kwalifikacje powalczyć. Kto wie, czy gdyby Rumunkom/Ukrainkom/Rosjankom/Węgierkom (niepotrzebne skreślić) przyszło rywalizować o prawo gry w finałach z Irlandią, Portugalią lub nawet maleńką Walią, to w lipcu i sierpniu 2017 nie oglądalibyśmy na holenderskich boiskach Mistrzostw Europy Zachodniej. Wnioski? Każdy może wyciągnąć je sam.

Rzecz jasna eliminacje do Mistrzostw Europy wciąż trwają, ale niezależnie od wyników pojedynczych spotkań teza o piłkarskiej Europie dwóch prędkości wydaje się być oparta na niezwykle solidnych fundamentach. W trwającej właśnie kampanii doszło bowiem do 59 boiskowych konfrontacji Wschodu z Zachodem (umowną, „piłkarską kurtynę” postawiliśmy na granicach: fińsko-rosyjskiej, niemiecko-polskiej, austriacko-węgierskiej oraz włosko-słoweńskiej) i ich bilans jest wprost nieprawdopodobny. Aż 56 z nich na swoją korzyść rozstrzygnęły na swoją korzyść przedstawicielki Zachodu, a pozostałe trzy (Polska – Dania, Belgia – Serbia, Izrael – Walia) kończyły się remisami. Bilans bramek? 240-10 dla Europy Zachodniej! Wnioski? Najwyraźniej są w Europie federacje, którym do pełni szczęścia silna reprezentacja nie jest w najmniejszym stopniu potrzebna.

Reklamy

2 thoughts on “Europa dwóch prędkości

  1. Jestem z wykształcenia geografem, więc zauważyłem to już dawno temu (przy okazji sprawa nie dotyczy tylko piłki nożnej), ale ciesze się, że ktoś te kwestię porusza i ubiera w ładny artykuł.

    Przy okazji warto zauważyć, że w krajach Europy Zachodniej gdzie futbol jest absolutnym bogiem, a przy okazji pozycja społeczna kobiety jest nieco bardziej tradycyjna (dom, rodzina) ta piłka kobieca również nie jest tak silna, choć oczywiście silniejsza niż na wschodzie. Przykłady? Hiszpania, Włochy. Za to najbardziej do przodu idą najbardziej „nowoczesne” światopoglądowo kraje: obok dawno mających silną pozycję Szwedek czy Niemiek ostatnio Austria, Szwajcaria czy Holandia.

    Polubienie

  2. Pingback: Europa dwóch prędkości - Tylko Kobiecy Futbol

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s