Drużyna roku – Reprezentacja A

team_01

Nie ma sensu się oszukiwać: rok 2022 nie był w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona aż tak udany jak poprzedni. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że akurat w tym przypadku poprzeczka wisiała na takiej wysokości, że sam Armand Duplantis popatrzyłby na nią z szacunkiem. I nawet jeśli pod względem gry szwedzka kadra nie była może trzecią najlepszą drużyną angielskiego EURO, to nie sposób nie docenić faktu, że trzecia wielka impreza pod wodzą obecnego selekcjonera przyniosła nam trzeci kolejny awans do strefy medalowej. I coś mocno podpowiada nam, że – delikatnie mówiąc – w najbliższych latach tego typu serie nie będą raczej codziennością. Co równie istotne, ten sukces udało się osiągnąć w warunkach, w których wcale nie dysponujemy żadną złotą generacją, a kolejne młode talenty ani trochę nie szturmują drzwiami i oknami reprezentacyjnych bram. Wynik ponad stan? Być może, ale w takim razie tym bardziej warto to docenić. Tym bardziej, że szeroko pojęta światowa czołówka jest obecnie zdecydowanie bardziej wyrównana niż kiedykolwiek wcześniej, a o powtarzalność na tak wyśrubowanym poziomie jest zwyczajnie coraz trudniej.

Osiem zwycięstw, cztery remisy i dwie porażki, na dodatek obie w stosunku 0-4 – sam bilans szwedzkiej kadry w obecnym roku kalendarzowym nie jest może szczególnie wybitny. Tym bardziej, że potknięcia przytrafiały się nam w starciach z niżej notowanymi zespołami (Włochy, Irlandia), a i do stylu niektórych zwycięstw można byłoby mieć zastrzeżenia. Tak naprawdę przez długi czas jedynym naprawdę jasnym punktem tegorocznego terminarza była wyjazdowa wiktoria nad Finlandią, ale później przyszedł październik i cztery dni, które na dobre rozstrzygnęły kwestię tego wyróżnienia. Zaczęło się od niemal perfekcyjnych dwudziestu minut w Kordobie, a skończyło na cudownym koncercie przeciwko Francji, przy akompaniamencie coraz bardziej rozentuzjazmowanego Gamla Ullevi. Chwil takiej radości nie dał nam ostatnio żaden inny szwedzki zespół, co chyba dobitnie i ostatecznie wyjaśnia temat.

team_02

Linköping – absolutna rewelacja tegorocznych rozgrywek Damallsvenskan. Trzykrotne mistrzynie kraju wróciły na ligowe podium w sezonie, kiedy tak naprawdę mało kto tego od nich oczekiwał. Fenomenalna postawa Olgi Ahtinen, kliniczna precyzja Amalie Vangsgaard i japońska fantazja duetu Momiki – Takarada poprowadziły ekipę z Östergötland w kierunku w pełni zasłużonych medali. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie nieco skuteczniejszej postawy w bezpośrednich starciach z topowymi rywalkami; z sześciu podejść aż pięć zakończyło się porażkami LFC.

Rosengård – pierwszy od trzynastu lat dublet (mistrzostwo + puchar) ma oczywiście swoją wymowę. Podobnie jak postawa w każdym z trzech meczów przeciwko Häcken, kiedy to mocno zmotywowane zawodniczki z Malmö wyraźnie pokazały, kto w tym roku jest numerem jeden w szwedzkiej piłce klubowej. A warto przypomnieć, że przed decydującymi momentami próby los nie był dla ekipy ze Skanii przesadnie łaskawy. Całe wrażenie psuje jednak wyraźnie słabsza druga połowa jesieni, kompletne fiasko w Europie (jedno zwycięstwo w ośmiu meczach) i cokolwiek chaotyczna polityka taktyczno-transferowa.

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s