Raport z boisk zagranicznych

skysports-wsl-womens-super-league_5648949

Stina Blackstenius zaskakująco szybko wprowadziła się do jedenastki londyńskiego Arsenalu (Fot. Sky Sports)

W ostatnich dniach początek nowego sezonu skutecznie skupiał na sobie większość naszej uwagi, ale przecież nie samą Damallsvenskan człowiek (a nawet kibic) żyje. Co pewien czas warto zerknąć także na boiska zagraniczne, bo na nich z roku na rok występuje coraz liczniejsza grupa szwedzkich piłkarek. Jak to zwykle w futbolu bywa, radzą sobie one tam ze zmiennym szczęściem, ale gorąco wierzymy, że każdy kolejny tydzień będzie przynosił im jedynie zmiany na lepsze. W wiosennym raporcie odwiedzimy cztery najsilniejsze, europejskie ligi (Anglia, Francja, Hiszpania, Niemcy) oraz włoską serie A, bo to właśnie na boiskach Półwyspu Apenińskiego występuje na co dzień najwięcej szwedzkich zawodniczek. Z przyczyn oczywistych w tym zestawieniu zabraknie meldunków z norweskiej Toppserien oraz amerykańskiej NWSL, gdyż obie te ligi – podobnie jak Damallsvenskan – funkcjonują w systemie wiosna-jesień. Na informacje o kolejnych efektownych golach i udanych zagranicach w wykonaniu Fanny Lång, Sofii Jakobsson, czy Julii Roddar przyjdzie nam zatem jeszcze trochę poczekać.


Anglia

Tutaj oczywiście nie możemy nie zacząć od naszego eksportowego tercetu z Chelsea, choć doniesienia z obozu mistrzyń Anglii wcale nie są aż tak optymistyczne, jak mogłoby się na pozór wydawać. Magdalena Eriksson niezmiennie pozostaje zawodniczką, od której Emma Hayes rozpoczyna ustalanie meczowego składu i choć dwa pierwsze miesiące nowego roku 28-letnia stoperka spędziła na leczeniu kontuzji, to po powrocie do gry zdążyła już nawet wpisać się na listę strzelczyń w pucharowym starciu przeciwko Birmingham. Nieco mniej komfortowo wygląda natomiast sytuacja Jonny Andersson, która wobec sporych problemów kadrowych Chelsea wróciła w styczniu do wyjściowej jedenastki, ale w jej występach niezmiennie brakowało tego charakterystycznego błysku, doskonale pamiętanego chociażby przez sympatyków Linköping. W potyczce z Aston Villą Andersson miała na nodze piłkę na 1-0 i wielka szkoda, że tamtej sytuacji nie udało jej się zamienić na gola, który mógłby okazać się w jej przypadku przełomowy. Golkiperką numer dwa w talii The Blues niezmiennie pozostaje za to Zecira Musovic, choć trzeba odnotować, że była bramkarka Rosengård pojawia się na placu gry zdecydowanie bardziej regularnie niż miało to miejsce w jej pierwszym sezonie na Wyspach. Inna sprawa, że szanse te otrzymuje przede wszystkim w meczach mniej prestiżowych, a swój najpoważniejszy jak dotąd test (grudniowy dwumecz przeciwko Wolfsburgowi i Reading) zdecydowanie nie ułożył się po jej myśli.

Dość niespodziewanie w wyjściowej jedenastce Arsenalu błyskawicznie odnalazła się Stina Blackstenius. A przecież nie tak dawno wielu mocno powątpiewało w to, jak będzie wyglądać jej boiskowa współpraca z Vivianne Miedemą. Szybko okazało się jednak, że holenderska supergwiazda doskonale sprawdza się w goli ustawionej nieco głębiej fałszywej dziewiątki i można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to transfer Blackstenius sprawił, iż znajdująca się w lekkim dołku Miedema złapała drugi, piłkarski oddech. A mając obok siebie taką partnerkę, wciąż urzędująca królowa strzelczyń Damallsvenskan od razu zabrała się za to, co umie najlepiej, czego efektem pięć goli i dwie asysty w siedmiu inauguracyjnych występach w koszulce Arsenalu.

Skoro jesteśmy przy zimowych transferach z Häcken do Anglii, to koniecznie czeka nas krótka wizyta w Brighton. To właśnie w tym portowym mieście swoją karierę kontynuuje Emma Kullberg, która regularnie występuje albo na lewej stronie albo na środku bloku defensywnego zespołu prowadzonego przez Hope Powell. Na tym jednak koniec pozytywów, gdyż forma doświadczonej, szwedzkiej obrończyni póki co znacząco odbiega od standardu prezentowanego chociażby przez jej nowe, klubowe koleżanki w osobach Victorii Williams czy Mayi Le Tissier. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia ma jak dotąd Julia Zigiotti, która do wyjściowego składu Brighton przebić się nie może, a o żadnym z jej dotychczasowych wejść z ławki nie da się powiedzieć, że dało drużynie właściwy impuls.

Największym rozczarowaniem sezonu 2021-22 na angielskich boiskach jest niewątpliwie Everton, czyli drużyna, która głośno zapowiadała walkę o ligowe podium, a skończyła na boju o utrzymanie. Jeśli mielibyśmy jednak wskazać jedną zawodniczkę The Toffees, którą za taki stan rzeczy można winić najmniej, to niewątpliwie byłaby nią Hanna Bennison. Dziewiętnastolatka ze Skanii pojawia się na boiskach FA WSL regularnie i pomimo wciąż skromnego doświadczenia to ona nierzadko bierze na siebie ciężar rozgrywania akcji ofensywnych przez zespół z Liverpoolu. Z całkiem niezłym zresztą skutkiem. Ostatnie tygodnie przyniosły w końcu dobre informacje dotyczące Anny Anvegård, której aklimatyzację na Wyspach Brytyjskich skutecznie storpedowała seria mniej lub bardziej poważnych kontuzji. Od początku lutego szwedzka snajperka trafiała jednak do siatki aż pięciokrotnie i pozostaje trzymać kciuki, aby w kolejnych tygodniach dopisywało jej zdrowie, którego ostatnio mocno brakowało. Inną rekonwalescentką w zespole Chrisa Robertsa jest Nathalie Björn, która jak dotąd zdecydowanie nie pokazała w barwach Evertonu nawet próbki swych niemałych przecież umiejętności. W dwóch ostatnich meczach nominalna defensorka zagrała na szóstce, ale coś, co doskonale sprawdzało się w  kadrze, nijak nie zagrało w warunkach klubowych. W jej przypadku na pozytywny przełom czekamy jednak ze względnym spokojem, gdyż jesteśmy świadomi skali jej talentu.

Filippa Angeldal zaliczyła naprawdę mocne wejście do kadry Manchesteru City, szybko wywalczając sobie miejsce w wyjściowej jedenastce zbudowanej za niemałe przecież środki drużyny gwiazd. Gdy jednak sytuacja kadrowa wicemistrzyń kraju zaczęła się poprawiać, do gry wróciła Victoria Losada, a formę życia złapała Caroline Weir, regularne występy szwedzkiej pomocniczki stanęły nagle pod wielkim znakiem zapytania. W tym roku kalendarzowym od pierwszej minuty pojawiała się wyłącznie przy okazji meczów pucharowych, co nijak nie może zaspokajać jej piłkarskich ambicji.


Francja

Obecny sezon to niewątpliwie zdecydowanie najlepszy okres w piłkarskiej karierze Amandy Ilestedt. Nazywana swego czasu największą nadzieją szwedzkiej defensywy stoperka wreszcie przestała być rzucana po różnych pozycjach formacji obronnej (co regularnie miało miejsce w porzednich klubach), a konsekwencja trenera PSG przyniosła efekty lepsze niż te, których prawdopodobnie oczekiwał sam Didier Ollé-Nicolle. Ilestedt nie tylko stała się jedną z najbardziej kompletnych stoperek we francuskiej Division 1, ale także piłkarką, na którą można najbardziej liczyć wtedy, gdy jej świetna dyspozycja jest szczególnie potrzebna. Ot, na przykład w pucharowym starciu przeciwko Olympique Lyon, czy w rywalizacji z monachijskim Bayernem o awans do półfinału Ligi Mistrzyń.

Transfer Emmy Holmgren z Eskilstuny do wielkiego Lyonu był jedną z największych sensacji letniego okienka transferowego, ale nie było chyba wielkiego zaskoczenia w tym, że pochodząca z Uppsali golkiperka w kadrze nowego klubu może co najwyżej liczyć na walkę o pozycję numer trzy wśród bramkarek. Swoje szanse otrzymywała wyłącznie w meczach, które Lyon miał wygrywać lekko, łatwo i przyjemnie, ale … jej błąd w potyczce z zamykającym ligową tabelę beniaminkiem z Saint-Ètienne sprawił, że rywalizacja o mistrzostwo Francji niespodziewanie zrobiła się ciekawsza, a sama Holmgren do regularnych wstępów w barwach OL zdecydowanie się nie przybliżyła.


Hiszpania

Tutaj musimy rozpocząć od postaci równie wybitnej, co kontrowersyjnej, czyli po prostu Kosovare Asllani. Gwiazda madryckiego Realu z całą pewnością nie zaliczy obecnego sezonu do udanych, ale wina w tym przede wszystkim kwestii kontuzyjno-koronawirusowych, które to skutecznie uniemożliwiały jej regularną grę jesienią i zimą. Efekt jest taki, że Asllani w obecnych rozgrywkach tylko czterokrotnie wpisywała się na listę strzelczyń (po dwa trafienia w lidze oraz UWCL) i niewiele wskazuje na to, aby statystyki te miały jeszcze ulec znaczącej poprawie. Inna sprawa, że akurat ta zawodniczka rzadko pozwala sobie na dwa słabsze sezony z rzędu, ale otwartym pozostaje pytanie, czy to jest dobrą wiadomością dla sympatyków Realu, czy może zupełnie innego klubu.

Barwy innego, nieco bardziej utytułowanego klubu z Madrytu od niespełna dwóch lat reprezentuje Hedvig Lindahl, która jednak nie może liczyć w hiszpańskiej stolicy na regularną grę. W poprzednim sezonie więcej meczów od szwedzkiej weteranki uzbierała Pauline Peyraud-Magnin, a po transferze francuskiej bramkarki do Juventusu numerem jeden w jej miejsce została sprowadzona z Lyonu Dolores Gallardo. Jeszcze mniej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności ma sprowadzona zimą do Atletico Hanna Lundkvist, która póki co tylko raz dostała szansę gry w wyjściowej jedenastce (wyjazd przeciwko Alaves). Dziewiętnastoletnia wahadłowa, która tak bardzo zachwycała nas w czasach gry w Hammarby, jest jednak dla madryckiego zespołu inwestycją na przyszłość.

Szwedzką reprezentantkę ma także barceloński gwiazdozbiór, choć po ogłoszeniu transferu Fridoliny Rolfö z niemieckiego Wolfsburga zastanawialiśmy się, w jakim wymiarze nasza reprezentantka będzie mogła liczyć na regularne występy w najlepszym na tę chwilę klubie świata. Wszelkie obawy okazały się jednak całkowicie bezpodstawne, a wychowanka Jitexu fenomenalnie wkomponowała się w doskonale naoliwioną, katalońską maszynę do wygrywania. I nawet jeśli początki bywały trudne i obejmowały między innymi występy na wahadle, to teraz już mało kto wyobraża sobie kadrę Barcelony bez Rolfö, a sama zainteresowana stała się integralną częścią ofensywnego tercetu mistrzyń Hiszpanii. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo!

Hiszpańską kolonię zamykają trzy zawodniczki, które na boiska Półwyspu Iberyjskiego przeniosły się w zimowym okienku transferowym. Niestety, choć występują w klubach z dolnej połówki tabeli, póki co nie wywalczyły sobie miejsce w wyjściowych jedenastkach, choć ostatnie tygodnie przyniosły w tym temacie minimalną zmianę na lepsze. Tak było przynajmniej w przypadku reprezentującej ekipę z Huelvy Amandy Edgren, która najpierw w arcyważnym meczu przeciwko Rayo Vallecano zaliczyła trafienie na wagę remisu, a następnie dołożyła cegiełkę do sensacyjnego awansu swojego zespołu do półfinału Pucharu Królowej. Nieco mniej powodów do radości miał natomiast duet, który na początku stycznia zamienił Vittsjö na CFF Madryt. Zarówno Michelle De Jongh, jak i Ebba Hed zaliczały jedynie epizody z ławki, a stołeczny klub wpadł w największy od początku sezonu dołek, niebezpiecznie zbliżając się w okolice strefy spadkowej. Kto wie, być może słaba postawa koleżanek okaże się dla obu Szwedek szansą na nieco bardziej regularne występy?


Niemcy

Wiele razy wspominaliśmy o tym, że Hanna Glas została niemal jednogłośnie wybrana do jedenastki poprzedniego sezonu w niemieckiej Bundeslidze, a runda jesienna sezonu 2021-22 tylko potwierdziła sens tamtego wyboru. Szwedzka defensorka notowała fenomenalne liczby zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, a wśród piłkarskich ekspertów rozpoczęły się nawet dyskusje, czy 28-latka z Sundsvall nie jest przypadkiem najlepsza prawą obrończynią na świecie. Marzec był jednak w wykonaniu Glas zdecydowanie mniej spektakularny, a mecze przeciwko Hoffenheim, Frankfurtowi, czy PSG raczej nie znajdą się na szczycie jej piłkarskiego portfolio. Każdej zawodniczce na świecie życzymy jednak, aby kryzys formy objawiał się u niej podobnie, jak u Hanny Glas, o której przyszłość pozostajemy niezmiennie całkowicie spokojni. Oczywiście, jeśli tylko będzie dopisywać jej zdrowie.

Rebecka Blomqvist jesienią w Wolfsburgu się nie nagrała, ale przezwyciężenie problemów zdrowotnych w połączeniu z urazami innych zawodniczek Wilczyc (Pajor, Popp) sprawiło, że była snajperka Göteborga wreszcie doczekała się na swoją szansę. I trzeba przyznać, że ją wykorzystała, wpisując się regularnie na listę strzelczyń w starciach z rywalkami z dolnej połówki tabeli. Co więcej, to właśnie jej zwycięski gol przeciwko Sand sprawił, że Wolfsburg powrócił na fotel lidera Bundesligi. Czy jednak Blomqvist może długofalowo liczyć na miejsce w wyjściowej jedenastce drużyny prowadzonej przez Tommy’ego Stroota? Nawet wobec słabszej dyspozycji Joelle Smits wydaje się to stosunkowo mało prawdopodobne.


Włochy

Sezon 2021-22 nie jest może aż tak spektakularny w wykonaniu Liny Hurtig, ale przecież nie co roku da się zamieniać w złoto wszystko, czego dotykamy. Była skrzydłowa Umeå i Linköping niezmiennie pozostaje jednak niezwykle ważną postacią w rotacji mistrzyń Włoch i choć konkrety w postaci twardych liczb mogłyby u niej wyglądać lepiej, to jednak o jej dyspozycję martwić się raczej nie musimy. Podobnie wygląda sprawa z Lindą Sembrant, która dopiero co wróciła do gry po paskudnej kontuzji kolana i już zdążyła stworzyć z Sarą Gamą niezwykle solidny (i do tego doświadczony) duet stoperek, od którego w Turynie odbiły się nawet piłkarki Olympique Lyon. Prawdziwą rewelacją włoskich boisk jest jednak 24-letnia Amanda Nildén, która w zespole Joego Montemurro występuje naprzemiennie na lewym wahadle oraz w roli skrzydłowej. I choć sama zawodniczka jednoznacznie deklaruje, że zdecydowanie bardziej odpowiada jej rola nieco bardziej defensywna, to na obu pozycjach sprawdza się znakomicie. A Peter Gerhardsson i cały sztab reprezentacji mogą z tego powodu jedynie zacierać ręce.

Inną byłą zawodniczką Linköping na włoskich boiskach jest grająca obecnie w barwach Interu Elin Landström. Jej sytuacja w klubie jest o tyle ciekawa, że trenerka mediolańskiej ekipy Rita Guarino stosuje rotację, dzięki której na lewej stronie bloku defensywnego Landström oraz Beatrice Merlo grają w zasadzie naprzemiennie. I trzeba od razu zaznaczyć, że grają z podobnym, czyli naprawdę dobrym skutkiem. Szwedzka defensorka ma już na swoim koncie kilka asyst, w tym tę najważniejszą, dającą Interowi trzy punkty w niesamowitym meczu z Sampdorią. Dzięki temu zwycięstwu, piłkarki z Mediolanu wciąż pozostają w grze o ligowe podium, co jest w ich przypadku sporym sukcesem.

Mówiliśmy już o rozczarowaniach w Anglii, czy w Hiszpanii, a we Włoszech kandydatem numer jeden do tego tytułu jest z całą pewnością Fiorentina. Całkiem niedawno występujący w Lidze Mistrzyń klub znajduje się na chwilę obecną tuż nad strefą spadkową i to pomimo wzmocnień, jakich we Florencji dokonano podczas zimowego okienka transferowego. Ich ofiarą padła w pewnym sensie Karin Lundin, która jesienią była prawdziwą rewelacją ACF, kończąc rundę z dorobkiem sześciu goli, czterech asyst i dwóch asyst drugiego stopnia. Bezpośredni udział przy dwunastu trafieniach nie był jednak wystarczającym argumentem przemawiającym za Lundin, wobec czego do Toskanii zawitały w styczniu między innymi Valentina Giacinti oraz Veronica Boquete, a szwedzka napastniczka powędrowała na ławkę rezerwowych. Fiorentina jednak niezmiennie mocno rozczarowywała, dzięki czemu Lundin otrzymała od Patrizii Panico szansę w potyczce z zamykającą tabelę Weroną. Efekt? Dwa gole i dwie asysty w 55 minut! Zdecydowanie mniej efektownie wyglądają za to liczby drugiej florenckiej Szwedki Ronji Aronsson, która na włoskich boiskach uzbierała póki co niespełna sto minut, ani razu nie wychodząc w wyjściowej jedenastce ACF.

Trzy inne szwedzkie piłkarki występujące regularnie na boiskach Serie A są także mocno zamieszane w walkę o utrzymanie. Zdecydowanie najtrudniejsze zadanie czeka w tej materii Stephanie Öhrström, która przez lata także reprezentowała barwy Fiorentiny. Obecnie, doświadczona golkiperka jest jednak zawodniczką rzymskiego Lazio i choć to głównie za jej przyczyną beniaminek ze stolicy wciąż ma minimalne widoki na pozostanie w gronie pierwszoligowców, to nadzieje fanów z błękitnej części Rzymu na udany finisz tegorocznej kampanii pozostają mocno ograniczone. Na kolejny cud liczą w Neapolu, gdzie już w poprzednim sezonie udało się uratować ligowy byt w iście dramatycznych okolicznościach. Gdyby za niespełna dwa miesiące miało dojść do powtórki z rozrywki, to spory udział miałaby w tym mająca pewne miejsce w defensywie Napoli Sejde Abrahamsson, która wiosną zbiera za swoje, ligowe występy całkiem przyzwoite noty. Dokładnie to samo możemy powiedzieć o Mariji Banusic, która po wielu perypetiach natury piłkarskiej i pozasportowej swoją bezpieczną przystań odnalazła w prowincjonalnym Pomigliano. I to między innymi jej gole mogą sprawić, że sensacyjny beniaminek z Kampanii do końca sezonu zachowa bezpieczną przewagę nad goniącą ze wszystkich sił strefą spadkową.

Pozostałe Szwedki znajdujące się w kadrach włoskich klubów jak dotąd nie mogły liczyć na tak wielką przychylność swoich trenerów. Rola rezerwowych przypadła więc w udziale duetowi z wciąż walczącej o pierwsze w historii klubu mistrzostwo Romie, reprezentowanej przez Emmę Lind (przegrywa rywalizację z Rumunką Ceasar) oraz Beatę Kollmats (stanowiącej alternatywę dla duetu Linari – Bartoli). Miejsce na ławce rezerwowych najczęściej zajmowały ponadto napastniczka Sampdorii Emelie Helmvall (jeden gol w lidze i jeden w Pucharze Włoch), a także pomocniczka Werony Jonna Dahlberg, która pod koniec zimowego okienka zdecydowała się na transfer do drugoligowej Ceseny.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s