Osiem wniosków po kadrze

contentmedium

Lina Hurtig to jedna z największych zwyciężczyń lutowego zgrupowania (Fot. Bildbyrån)

Lutowe zgrupowanie z pewnością nie było przełomem w historii szwedzkiej kadry, ale nie da się ukryć, że nawet dwa zorganizowane naprędce mecze towarzyskie przyniosły nam wiele odpowiedzi na nurtujące nas wcześniej pytania. A skoro tak, to właśnie nadszedł czas na tradycyjne, szybkie wnioski po kolejnym reprezentacyjnym okienku.

1. Lina Hurtig na dziewiątce – ten eksperyment zakończył się pełnym sukcesem. Selekcjoner podkreślał, że pomysł gry z wysuniętą napastniczką będącą jednocześnie mistrzynią gry głową narodził się w jego głowie zimą, a piłkarka turyńskiego Juventusu od początku była w nim pierwszym wyborem. Wskazanie okazało się jak najbardziej trafne, o czym najbardziej boleśnie przekonały się austriackie i maltańskie defensorki, które w walce o górne piłki z Hurtig były z reguły całkowicie bezradne. A my chyba możemy powoli przygotowywać się na scenariusz, w którym to piłkarka występująca na co dzień na włoskich boiskach stanie się główną kandydatką do miana szwedzkiej napastniczki numer jeden podczas japońskich Igrzysk.

2. A skoro już jesteśmy przy Hurtig, to patrząc na jej grę na tym etapie sezonu, nie dziwimy się ani trochę, że to właśnie ona dopiero co sprawiła tak wiele problemów defensywie samego Olympique Lyon. Występująca do niedawna w Linköping skrzydłowa napastniczka kolejny raz dała jasny sygnał, że najbliższe miesiące w szwedzkim futbolu mogą należeć do niej. Inną zwyciężczynią lutowego zgrupowania jest niewątpliwie Fridolina Rolfö, która – jeśli tylko znajduje się w optymalnej dyspozycji fizycznej – jest jedną z najlepszych ofensywnych pomocniczek na świecie. I jeśli tylko obu wymienionym w tym akapicie piłkarkom będzie dopisywać zdrowie, to o resztę możemy być względnie spokojni.

3. Zdrowie i dobre samopoczucie dopisują także rekonwalescentce Hedvig Lindahl, która po niemal rocznej przerwie wróciła między słupki reprezentacyjnej bramki. I jak sama zapowiada, zamierza pozostać tam przynajmniej do mundialu w Australii i Nowej Zelandii, gdyż gra w piłkę cały czas sprawia jej wielką radość. Jeśli golkiperka madryckiego Atletico zrealizuje ów plan, to stanie przed szansą pobicia rekordu legendarnej Elisabeth Leidinge, która swój ostatni mecz na wielkiej imprezie rozegrała w wieku niespełna 39 lat. Tymczasem latem 2023 Hedvig będzie już szczęśliwą (miejmy nadzieję) czterdziestolatką.

4. Zatrzymywać się ani myśli także Caroline Seger, która z każdym kolejnym zgrupowaniem zbliża się do wyrównania, a następnie pobicia niewiarygodnego rekordu Therese Sjögran. Warto jednak podkreślić, że kapitanka Rosengård absolutnie nie występuje w kadrze wyłącznie za dawne zasługi, a jej aktualna dyspozycja jak najbardziej predestynuje ją do tego, aby to właśnie ona wyprowadziła szwedzką kadrę na murawę jednej z aren Igrzysk Olimpijskich 21. lipca bieżącego roku. A jeśli zdarzy się tak, że duet środkowych pomocniczek stworzy ona tego dnia z Hanną Bennison lub Nathalie Björn, to będziemy naocznymi świadkami prawdziwej sztafety pokoleń.

5. O ile o obsadę środka pola w perspektywie kilku lat możemy być względnie spokojni, o tyle temat zakończenia niezwykle bogatych karier przez ostatnie reprezentantki Złotego Pokolenia niezmiennie napawa nas delikatnym niepokojem. Roczniki 1998-2001 wciąż wydają się być najmniej imponującymi w całej historii szwedzkiego futbolu, a to właśnie przedstawicielki tej generacji teoretycznie powinny stanowić o sile kadry na przykład na mundialu 2027. Pamiętajmy bowiem, że podczas tej imprezy zawodniczki urodzone w tak lubianym przez nas roku 1993 będą już 34-letnimi weterankami i choć zapewne wciąż będą stanowić niezwykle ważne ogniwa reprezentacji, to nijak nie da się oprzeć zwycięskiego składu wyłącznie na nich. Kwestia trafnego uzupełnienia i odmłodzenia kadry może okazać się najpoważniejszym wyzwaniem, przed którym najpewniej stanie już kolejny sztab szkoleniowy.

6. No dobrze, to jak w takim razie podczas lutowego zgrupowania zaprezentowała się szwedzka młodzież? Zdecydowanie największy plus możemy postawić przy nazwisku Hanny Bennison (rocznik -02), która wydaje się być naturalną, choć nieco bardziej fizyczną i ukierunkowaną na ofensywę następczynią Caroline Seger. Oprócz niej, z dobrej strony pokazała się także debiutantka Johanna Kaneryd (-97); zawodniczka o kompletnie innej charakterystyce, stanowiąca opcję zarówno na skrzydle, jak i – w sytuacji awaryjnej – na dziesiątce. Dla obu wymienionych tu piłkarek czas spędzony w Paoli na pewno nie był czasem straconym, ale nie zaszkodziłoby, gdyby tych laurek szwedzkiej, piłkarskiej młodzieży można było regularnie wystawiać nieco więcej.

7. Stałe fragmenty gry – tak wiele czasu poświęcaliśmy temu właśnie elementowi piłkarskiego rzemiosła, ale przez lata, przez dekady, w najważniejszych momentach nie widzieliśmy jakichkolwiek wymiernych efektów tej nieustannej harówki. Te smutne czasy należą już jednak do przeszłości, bo dziś szwedzkich rzutów wolnych i rożnych musi obawiać się absolutnie każda defensywa świata. A jeśli tego nie zrobi, to skutki mogą być naprawdę opłakane, o czym dobitnie przekonały się Austriaczki. I nie, nie wystarczy pokryć w szesnastce Linę Hurtig (choć życzymy powodzenia w próbach), ani liczyć na to, że w meczu akurat nie będzie mogła zagrać Kosovare Asllani. W kadrze Petera Gerhardssona mamy bowiem całkiem długą listę zawodniczek, które z powodzeniem potrafią zarówno wykonać, jak i skutecznie wykończyć stały fragment. A co w tym wszystkim najlepsze, z każdym kolejnym obozem, dopisują się do niej nowe nazwiska.

8. Skuteczność, czyli coś, co było naszą piętą achillesową nie tylko za kadencji Pii Sundhage, ale również podczas rządów Thomasa Dennerby’ego. A jak sprawy mają się za Gerhardssona? Ujmijmy to tak: w meczu z Austrią w pierwszej połowie nie wykreowaliśmy sobie w zasadzie ani jednej stuprocentowej okazji, ale ani trochę nie przeszkodziło to nam w zdobyciu w tym okresie gry … czterech goli. Dwa stałe fragmenty i dwa błędy rywalek zostały wykorzystane ze stuprocentową skutecznością, a każda piłka lecąca w światło bramki Jasmin Pal, znajdowała drogę do siatki. Po przerwie nie było zresztą o wiele gorzej, a piąty celny strzał w meczu przyniósł nam piątego gola. Jasne, nie mamy prawa oczekiwać, że tak cudownie będzie teraz w każdym meczu, ale jednak mając w perspektywie wielkie turnieje zawsze lepiej podchodzić do nich ze świadomością, że do strzelenia jednego gola nie potrzebujemy dwudziestu bramkowych okazji. Uwaga: powyższe uwagi nie dotyczą Stiny Blackstenius, gdyż w temacie skuteczności napastniczki Göteborga niezmiennie mamy status quo. Gorąco wierzymy jednak, że do czasu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s