Frido i Madde dały dziś radę

sverige-sydkorea-bild

Szwecja gra do końca – 1-0 po golu w 91. minucie (Fot. SvFF)

Miało być trudniej niż trzy dni temu – i było. Koniec końców na boisku pojawiły się jednak Fridolina Rolfö oraz Madelen Janogy i to właśnie ich akcja w doliczonym czasie gry przesądziła o skromnym zwycięstwie podopiecznych Petera Gerhardssona w przedmundialowej próbie generalnej. Piłkarka monachijskiego Bayernu zdecydowała się na indywidualny rajd środkiem boiska i po przedryblowaniu kilku Koreanek obsłużyła świetnym podaniem skrzydłową Piteå, a ta – choć mogła jeszcze odgrywać do Anny Anvegård – sama skutecznie wykończyła atak szwedzkiego zespołu. I dobrze, gdyż publiczność na Gamla Ullevi naprawdę zasłużyła dziś na tę chwilę radości, a nasz selekcjoner – na kolejnego gola z akcji, których na pewnym etapie przygotowań tak bardzo nam brakowało.

Inna sprawa, że dzisiejszego wieczora na stadionie narodowym w Göteborgu futbolówka jeszcze dwa razy wpadała do siatki, ale prowadząca to spotkanie Francuzka Florence Guillemin z sobie tylko znanych powodów zdecydowała się oba gole anulować. Przed przerwą z bramki przez kilkanaście sekund mogła cieszyć się Stina Blackstenius, ale pani sędzia dopatrzyła się faulu napastniczki Linköping, choć ta w zasadzie nie miała bezpośredniego kontaktu z żadną z rywalek, natomiast na samym początku drugiej połowy przy trafieniu dla gości odgwizdano rzekomego spalonego, choć w rzeczywistości linię złamała zarówno Hanna Glas, jak i Linda Sembrant. Na szczęście, podczas francuskich finałów w analogicznych sytuacjach działać będzie system wideoweryfikacji, a zadaniem obsługujących go arbitrów ma być natychmiastowa korekta błędnych decyzji sędziowskich. W jakim stopniu ta nowinka faktycznie ograniczy rolę tak nielubianych przez nas pomyłek pań z gwizdkiem? Poczekamy do 7. lipca i wtedy pokusimy się o pierwsze oceny.

Wróćmy jednak do tego, co za nami, choć analiza meczu z Koreą – także przez wzgląd na jego rangę – przesadnie długa być nie może. Pozytywem jest z pewnością fakt, że znów dobrze zafunkcjonowała nasza ławka, a zawodniczki wchodzące po przerwie potrafiły zrobić różnicę, ale pamiętajmy, że na mundialu Peter Gerhardsson nie będzie miał komfortu dokonania sześciu zmian. Skuteczność w wyborach zarówno taktycznych, jak i personalnych będzie zatem musiała oscylować w granicach stu procent, choć oczywiście cieszymy się, że tych wyborów będzie w ogóle z kogo dokonywać. Wszak w przeszłości zdarzały się nam imprezy, na które jechaliśmy z czternastoma piłkarkami do gry, a wątpliwości co do stanu jakościowego zawodniczek z miejsc 17-23 stały się niemal szwedzkim sportem narodowym. Starcia z Austrią i Koreą pokazały jednak, że tym razem rezerwowe nie wybierają się na turniej wyłącznie w celach turystycznych, a sztab szkoleniowy w dowolnym momencie będzie mógł z umiarkowanym spokojem zwrócić się w kierunku ławki. Wyjątek stanowią tu być może dwie pozycje: środek pomocy oraz bramka, gdyż akurat tam ewentualne zaplecze jest albo mocno ograniczone, albo kompletnie niesprawdzone w bojach o punkty.

Z zawodniczek wyjściowej jedenastki mały plus na pewno zapisaliśmy dziś przy nazwisku Liny Hurtig, która udowodniła, że nieprzypadkowo była tej wiosny najlepszą szwedzką piłkarką Linköping (co przy takim zatrzęsieniu kadrowiczek w klubie z Östergötland jest pewnym osiągnięciem). Swoje zrobiła też fenomenalna Elin Rubensson, która imponowała zarówno wydolnością, jak i skutecznością odbioru, o świetnych, granych przez nią prostopadłych piłkach nie wspominając. Gdyby nie zawodniczka Göteborga, Rolfö i Janogy nie miałyby szansy przeprowadzić zwycięskiej akcji w 91. minucie i trochę szkoda, że dopiero Marcus Lantz wpadł na to, że Rubensson jako klasyczna ósemka będzie w stanie pokazać więcej niż w którejkolwiek z wcześniej przypisywanych jej boiskowych ról. Serię wzlotów i upadków notowały natomiast piłkarki formacji defensywnej, wśród których na plus najbardziej wyróżniła się chyba Amanda Ilestedt. Glas i Eriksson, a także zastępująca tę ostatnią Jonna Andersson, zgodnie z instrukcjami selekcjonera dawały pomocniczkom więcej opcji w rozgrywaniu ataków pozycyjnych, ale każdej z nich przytrafił się przynajmniej jeden poważny błąd w grze obronnej. Ten największy skutkował nawet golem dla technicznych Koreanek, które dwoma podaniami rozmontowały niezorganizowaną na tamten moment szwedzką defensywę, ale – jak już wiemy – w sukurs przyszła nam wówczas francuska sędzia. O szybsze bicie serca dwukrotnie przyprawiła nas także Hedvig Lindahl, nonszalancko wprowadzając piłkę do gry, ale na szczęście w obu przypadkach skończyło się tylko na strachu. Na mundialu trzeba będzie jednak zachować zdecydowanie większą koncentrację.

Mało piszemy o Koreankach, ale przecież nie będzie wielkim odkryciem, że w ich szeregach popis gry dały występujące na co dzień na Wyspach Brytyjskich So-Youn Ji oraz So-Hyun Cho. Wiele kłopotów sprawiła nam także Geum-Min Lee z rodzimego Gyeongju, autorka nieuznanego gola dla gości. Problemem zespołu prowadzonego przez Deok-Yeo Yoona jest jednak obsada bramki, do czego przyczyniły się urazy dwóch teoretycznie najlepszych koreańskich golkiperek. Pewności na tej pozycji nie daje niestety ani Kang, ani Kim, ani Jung, co może stanowić naprawdę poważny problem w konfrontacji z francuską, norweską, czy nigeryjską ofensywą. Wydaje się bowiem, iż w pierwszej linii każda z trzech wymienionych przed chwilą reprezentacji dysponuje obecnie większym potencjałem niż Szwecja.

Problemy Koreańczyków tym razem musimy niestety pozostawić do rozwiązania im samym, a nas czeka teraz kilka dni oddechu i wylot do Rennes. Próba generalna udała się w stopniu zadowalającym, oby premiera 11. czerwca okazała się przynajmniej tak samo efektywna.

Reklamy