Spokojnie, to tylko awaria

ita_sve

Obie jedenastki tuż przed pierwszym gwizdkiem w Cremonie

Piłka nożna to taka gra, której nijak nie da się włożyć w ramy logiki. Czasami zdarzy się wygrać mecz, którego żadnym logicznym sposobem nie miało się prawo wygrać, a innym razem przytrafi ci się niezasłużona i kompletnie niewytłumaczalna porażka. Tej ostatniej kadra Petera Gerhardssona doświadczyła przed kilkoma godzinami na własnej skórze i nie było to bynajmniej przyjemne doświadczenie. Gol Danieli Sabatino sprawił bowiem, że to Włoszki cieszyły się dziś ze zwycięstwa, choć z przebiegu gry na pewno nie były zespołem lepszym.

Zacznijmy jednak od początku, gdyż pierwszy kwadrans starcia w Cremonie faktycznie należał do podopiecznych Mileny Bertolini. Szwedzki selekcjoner zdecydował się na identyczne ustawienie jak podczas zwycięskiego meczu w Viborgu, ale poza ofensywnym tercetem zmieniły się personalia piłkarek desygnowanych do gry w wyjściowej jedenastce, z czego skwapliwie korzystały gospodynie. Zdecydowanie najwięcej problemów sprawiały nam szalejące na skrzydłach Valentina Cernoia oraz Barbara Bonansea, ale uważać musieliśmy także na dysponujący całkiem sporą techniką użytkową duet Girelli – Sabatino. Bardzo słabe wejście w mecz zanotowała Sandra Adolfsson, dla której był to debiutancki występ w narodowych barwach od pierwszej minuty, ale błędy stoperki Vittsjö skutecznie naprawiały Sembrant i Björn. Pewności defensywie nie dodawały ponadto ani nasze dwie wahadłowe, ani wspomagająca w miarę możliwości formację obronną Julia Roddar, ale na szczęście, pomimo optycznej przewagi Włoszek, udało się przetrwać ów ciężki fragment meczu nie tylko bez strat, ale i bez poważnego zagrożenia pod bramką Zeciry Musovic.

Im dłużej trwał mecz, tym więcej pozytywów dało się dostrzec w postawie szwedzkich piłkarek. Celnych strzałów na bramkę Giuliani wprawdzie wciąż brakowało, ale tylko dlatego, że większość uderzeń przyjmowały na ciało bezbłędnie ustawiające się włoskie obrończynie. Ciężar gry przenosił się jednak coraz bardziej na połowę gospodyń, a my z rosnącym z każdą minutą spokojem mogliśmy podziwiać dokładne, kilkudziesięciometrowe podania w wykonaniu Rubensson i Asllani w kierunku mobilnych Jakobsson oraz Blackstenius, które niczym miesiąc wcześniej w Danii potrafiły skutecznie zdezorientować defensywę rywalek. Duetowi z Montpellier brakowało jednak dokładności w kluczowych momentach, w efekcie czego żadnej z nich nie udało się przełamać trwającej już zdecydowanie zbyt długo (biorąc pod uwagę również rozgrywki klubowe) strzeleckiej niemocy. To znaczy, będąc do końca precyzyjnym, Blackstenius w ostatniej minucie pierwszej połowy umieściła futbolówkę we włoskiej bramce, ale zdobyty przez nią gol nie został ostatecznie uznany. Czy słusznie? Trudno jednoznacznie stwierdzić, gdyż mieliśmy do czynienia z klasyczną sytuacją stykową, w której o poprawności decyzji podjętej przez asystentkę Tanji Subotic decydowały centymetry.

Rozpamiętywanie tamtej sytuacji nie miało jednak większego sensu, gdyż na drugą połowę szwedzkie piłkarki wyszły naładowane tak ogromnym ładunkiem pozytywnej energii, że w niespełna dziesięć minut powinny właściwie rozstrzygnąć ten mecz. Choć brzmi to niewyobrażalnie, gol nie padł jednak po żadnej z trzech stuprocentowych okazji pod bramką Giuliani, a dosłownie chwilę później to Włoszki jednym, ofensywnym wypadem uszczęśliwiły swoich fanów. Zanim jednak Zecira Musovic popełniła kolejny w tym roku podobny błąd, łapaliśmy się za głowy patrząc na Lindę Sembrant pudłującą z pięciu metrów, Sofię Jakobsson przegrywającą pojedynek sam na sam z włoską bramkarką i wreszcie Kosovare Asllani sprawdzającą wytrzymałość poprzeczki na stadionie w Cremonie. Najbardziej żałowaliśmy chyba drugiej z wymienionych sytuacji, gdyż rozpoczęła się ona od rajdu Elin Rubensson spod własnego pola karnego, podczas którego odżyły całkiem jeszcze świeże wspomnienia z meczu Göteborga z Linköping. Tym razem inne było jednak zakończenie, a jeszcze bardziej smutno zrobiło się, gdy Bonansea do spółki z Sabatino pokazały nam jak wykorzystywać stwarzane przez siebie okazje. Ta pierwsza urwała się spod opieki Oskarsson, wymanewrowała Adolfsson i oddała strzał z bardzo niewielkiego kąta, a ta druga odnalazła się we właściwym miejscu i czasie i skuteczną dobitką dopełniła dzieła zniszczenia. Utracie gola mogła jeszcze zapobiec Musovic, ale najpierw niepotrzebnie sparowała futbolówkę przed siebie, a następnie nie była w stanie naprawić popełnionego kilka sekund wcześniej błędu.

Prowadzenie niewątpliwie dodało Włoszkom skrzydeł i gdyby tylko jednej z nich udało się w pewnym momencie trafić w … piłkę, to na kwadrans przed końcem zrobiłoby się jeszcze bardziej nieciekawie. Szwedki także nie zamierzały przedwcześnie godzić się z porażką, ale ani Asllani, ani rezerwowa dziś Seger nie były już w stanie wykreować takich sytuacji, jakie były naszym udziałem na początku drugiej połowy. Choć zabrzmi to kompletnie nielogicznie, to mecz, który podopieczne Petera Gerhardssona powinny rozstrzygnąć na swoją korzyść w pierwszych minutach po przerwie, właśnie w tym okresie udało im się przegrać. Cóż, taki właśnie jest futbol i również za to go tak kochamy, choć na przyszłość lepiej po prostu z większą precyzją uderzać z pięciu metrów, a uda nam się uniknąć podobnych niespodzianek.

Ważne jednak, aby pamiętać dziś o słowach, które sam wielokrotnie powtarzałem przed meczem. Jeśli coś złego miałoby się nam przytrafić, to lepiej, aby stało się to teraz, a nie za osiem miesięcy. Z popełnionego dziś błędu możemy wyciągnąć właściwe wnioski, a identyczny błąd popełniony we Francji może nas w jednej chwili pozbawić dwóch potencjalnych medali. Tak więc cieszmy się z bardzo obiecującego występu Björn oraz Rubensson, zachowajmy w pamięci fenomenalny fragment gry tuż po przerwie (wykończenia akcji możemy wyjątkowo pominąć) i ufajmy, że tym razem w przededniu wielkiej imprezy leci z nami nie tylko pilot, ale i cała załoga. Nad Cremoną wpadliśmy wprawdzie w delikatne turbulencje, ale kurs na Lyon wciąż pozostaje przecież jak najbardziej aktualny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s