Magiczne popołudnie w Piteå

632@60

Taka radość nie może dziwić – to był niesamowity mecz! (Fot. Simon Eliasson)

Można szukać wielkich i pięknych słów, ale tak naprawdę żadne z nich nie oddadzą tego, co w niedzielne popołudnie przeżywał komplet widzów na LF Arenie. Mecz na szczycie Damallsvenskan okazał się całkowitym zaprzeczeniem tezy, że starcia dwóch klubów z czołówki to najczęściej taktyczne pojedynki, przeznaczone wyłącznie dla koneserów futbolu. Spektakl stworzony dziś przez dwie młode, ambitne i mierzące wysoko jedenastki okazał się bowiem najlepszą reklamą szwedzkiej piłki klubowej, a ci, którzy jakimś cudem go przegapili, powinni to natychmiast nadrobić. Ze swojej strony mogę zapewnić, że nawet znając ostateczny rezultat, rywalizację Piteå z Göteborgiem i tak każdy będzie śledzić z zapartym tchem. Bo prawda jest taka, że na koniec dnia żałować możemy jedynie tego, iż po takim meczu obie ekipy nie mogły dopisać do swojego dorobku trzech punktów.

Skoro jednak relacja tekstowa z definicji polega na tym, że rzeczywistość opisuje się słowami, to przynajmniej spróbujmy oddać namiastkę tego, co właśnie wydarzyło się na LF Arenie. Zaczęło się dobrze dla gospodyń, które od pierwszych minut ewidentnie starały się przenieść ciężar gry na połowę gości z Göteborga. Ich akcjom brakowało trochę dopieszczenia w postaci dokładnego, ostatniego podania, ale nie było wątpliwości, że to Piteå nadaje ton boiskowym wydarzeniom. Kiedy jednak wszyscy wyczekiwaliśmy pierwszego, poważnego zagrożenia pod bramką Jennifer Falk, gola strzeliły przyjezdne. Co więcej, dokonały tego w cokolwiek kontrowersyjnych okolicznościach, gdy na murawie leżała kontuzjowana Lena Blomkvist (z powodu urazu opuściła boisko kilka minut później). Sara Persson gry jednak nie przerwała, nie uczyniły tego również podopieczne Marcusa Lantza, a Julia Zigiotti skutecznie zamknęła dośrodkowanie Rebecki Blomqvist i strzałem z najbliższej odległości otworzyła wynik spotkania. Stosunkowo niespodziewanie stracony gol nieco ostudził zapędy piłkarek z Laponii i kolejna faza meczu toczyła się pod coraz większe dyktando gości z zachodniego wybrzeża. Raz jeszcze czekał nas jednak zwrot sytuacji i tym razem to gospodynie w najmniej spodziewanym momencie umieściły futbolówkę w siatce rywalek. Mówiąc bardziej konkretnie, dokonała tego Nina Jakobsson, która niesygnalizowanym uderzeniem z dystansu zaskoczyła nie do końca prawidłowo ustawioną Falk. Na tym nie skończyły się jednak emocje w pierwszej połowie, gdyż już w doliczonym czasie gry na mierzonego loba zdecydowała się Olivia Schough i Cajsa Andersson, która dosłownie sekundy wcześniej wygrała pojedynek sam na sam z Blomqvist, po raz drugi tego dnia musiała wyjmować piłkę z siatki.

Prawdziwe emocje czekały nas dopiero po przerwie, choć gdy w 59. minucie Julia Zigiotti i Elin Rubensson raz jeszcze udanie rozklepały defensywę z Piteå, wydawało się, że nic ciekawego w meczu na szczycie nas już nie spotka. Przyjezdne prowadziły w tym momencie różnicą dwóch goli, a obraz gry absolutnie nie wskazywał na to, aby gospodynie miały pomysł na to, jak wrócić do gry o chociażby jeden punkt. Z pomocą przyszły im jednak stałe fragmenty gry, które nawet pod nieobecność June Pedersen okazały się niesamowicie silną bronią zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona. Zaczęło się całkiem niewinnie, bo od bitego przez Faith Ikidi rzutu wolnego. Choć dystans do bramki Jennifer Falk był stosunkowo duży, nigeryjska stoperka dośrodkowała idealnie na głowę Jakobsson, a ta na pół szczęśliwie, na pół zamierzenie, zmieściła futbolówkę tuż przy lewym słupku. Gol kontaktowy przywracał gospodyniom nadzieję, ale dopiero bramka wyrównująca pozwoliła im uwierzyć w to, że dziś każdy rezultat jest jeszcze możliwy. Chwilę po tym, jak Blomqvist zmarnowała idealną okazję na 4-2, we własnej szesnastce ręką zagrała Filippa Curmark, a Julia Karlernäs bezbłędnie wytrzymała próbę nerwów i na nieco ponad kwadrans przed końcem rywalizacja zaczynała się od nowa.

Ostatnia faza meczu to szanse obu zespołów na to, aby rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść, ale tylko gospodyniom, w które z minuty na minutę jakby wstępowało drugie, piłkarskie życie, udało się zamienić jedną z nich na zwycięskiego – jak się okazało – gola. To, co dobre znów zaczęło się od Jakobsson, następnie idealnym przeglądem pola popisała się Edlund, a Karlernäs raz jeszcze – tym razem z gry – znalazła sposób na pokonanie Falk. Wypełniona po brzegi LF Arena eksplodowała, choć najgłośniejszy wybuch radości czekał nas dopiero po końcowym gwizdku, gdy stało się jasne, że komplet punktów zostaje pod kołem podbiegunowym. Podopieczne Stellana Carlssona, które wiele razy dokonywały na ligowych boiskach niemożliwego, zrobiły dziś coś, co wymyka się chyba nawet ich własnym standardom. Wyszarpane w absolutnie niewiarygodny sposób zwycięstwo w meczu na szczycie pozwoliło im oczywiście wykonać kolejny krok w drodze po marzenia, ale bez względu na to, jak zakończy się ten sezon, możemy być pewni, że dzisiejsze wydarzenia na zawsze pozostaną w pamięci zawodniczek i kibiców z Norrbotten, a 12. sierpnia 2018 na stałe zapisze się w historii klubu. I bardzo dobrze, bo przecież właśnie dla takich chwil kopie się tę nieznośną, okrągłą piłkę!

******

Mecz roku w Piteå w sposób niejako naturalny zepchnął na drugi plan wydarzenia na dwóch pozostałych stadionach, ale warto odnotować, że w derbach Malmö niespodzianki nie było. Perfekcyjnie wykonane stałe fragmenty oraz kliniczna precyzja obu stoperek pozwoliły Rosengård pewnie pokonać Limhamn Bunkeflo, a zwycięstwo nad lokalnym rywalem w połączeniu z porażką Göteborga oznacza, że dziesięciokrotne mistrzynie Szwecji przeskoczyły w tabeli ekipę z Västergötland. Na Tunavallen długo zanosiło się na pierwszy w tym sezonie Damallsvenskan bezbramkowy remis, ale na pięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry sposób na świetnie dysponowaną Brett Maron znalazła Hanna Glas. Pół godziny wcześniej doskonałą interwencją popisała się golkiperka United Emelie Lundberg, broniąc wykonywany przez Ritę Chikwelu rzut karny.

Komplet niedzielnych wyników:

Piteå – Göteborg 4-3 (Jakobsson 34., 65., Karlernäs 73. (k), 85. – Zigiotti 13., Schough 45+1., Rubensson 59.)

Rosengård – Limhamn Bunkeflo 3-0 (Landeka 23., Boye 39., Viggosdottir 89.)

Eskilstuna – Kristianstad 1-0 (Glas 85.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s