Do zobaczenia za rok

Fot. Bildbyrån

Miało być przełamanie po trzynastu latach pucharowej niemocy, miał być powrót na miarę Turbine Poczdam z meczu przeciwko Olympique Lyon, a tymczasem raz jeszcze ćwierćfinał Ligi Mistrzyń okazał się dla piłkarek z Malmö zaporą nie do przejścia. Podobnie jak przed tygodniem, Barcelona znów okazała się minimalnie lepsza i ostatecznie to ona wyszła zwycięsko z pojedynku zespołów z dwóch portowych miast, pisząc w ten sposób najpiękniejszy rozdział w historii klubu. Wicemistrzynie Szwecji od tej chwili mogą za to skupić się wyłącznie na rozgrywkach krajowych i walce o podwójną koronę, gdyż na kolejny mecz w pucharach przyjdzie im poczekać aż do października.

3-0 w dwumeczu to wynik, który całkowicie zakłamuje jego obraz. Ci, którzy nie mieli możliwości obejrzeć obu spotkań w pełnym wymiarze, mogą wyjść z mylnego wniosku, że awans do półfinału przyszedł ekipie z Katalonii stosunkowo łatwo. Nic takiego absolutnie nie miało miejsca, Rosengård ambitnie walczył do końca, a w 92. minucie dzisiejszego meczu Ella Masar skierowała nawet futbolówkę do siatki Sandry Panos, wyrównując jego stan. Kateryna Monzul, z pomocą asystentki, słusznie dopatrzyła się jednak u Amerykanki pozycji spalonej, a kilkadziesiąt sekund później zwycięstwo Barcelony ostatecznie przypieczętowała Mariona Caldentey. Jej trafienie bardziej przypominało jednak gole oglądane na hokejowych taflach, gdyż Rosengård w ostatnim fragmencie meczu postanowił rzucić wszystkie siły do ataku, z pełną świadomością ryzyka utraty kolejnych bramek.

Zanim jednak na Mini Estadi rozpoczęła się wieczorna fiesta, która najpewniej przedłuży się do późnych godzin nocnych, podopieczne Jacka Majgaarda zrobiły naprawdę wiele, aby spróbować ją popsuć. Pod nieobecność Lotty Schelin, rolę najbardziej wysuniętej napastniczki w ekipie ze Skanii przejęła Sanne Troelsgaard, ale Dunka, która dołączyła do zespołu z Malmö zaledwie kilka tygodni temu, wciąż nie potrafi do końca zgrać się z koleżankami z formacji ofensywnych. Ten brak zrozumienia był szczególnie widoczny na tle dobrze usposobionych defensorek Barcelony, którym udało się w zasadzie całkowicie odciąć Troelsgaard od podań, tym samym neutralizując zagrożenie czyhające z jej strony. Znacznie więcej problemów sprawił katalońskim obrończyniom słynny tercet MMM, ale zarówno Marcie, jak i Lieke Martens,w decydujących momentach ponownie brakowało skuteczności.

Brazylijka i Holenderka kilka razy próbowały zaskoczyć Panos uderzeniami z dystansu, ale najczęściej albo szybowały one nad poprzeczką katalońskiej bramki, albo obrończyniom Barcelony udawało się w porę je wyblokować. Z dośrodkowaniami poprawnie radziła sobie za to Panos, która tym razem ustrzegła się błędu na miarę tego z ubiegłorocznego ćwierćfinału przeciwko PSG. Najbliższa pokonania golkiperki reprezentacji Hiszpanii była jednak Masar, która poza sytuacją z doliczonego czasu gry jeszcze dwukrotnie znalazła się o krok od szczęścia, ale futbolówka ewidentnie nie miała zamiaru wtoczyć się dziś do katalońskiej bramki. Nawet wtedy, gdy wydawało się, że gol dla Rosengård paść po prostu musi (dobrym przykładem jest tu sytuacja Martens z 87. minuty), zawodniczki z Barcelony koniec końców i tak wychodziły z opresji obronną ręką.

Chwaląc Rosengård za ambitną walkę, trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że do półfinału awansowała ostatecznie drużyna, która bardziej na to zapracowała. Osłabione brakiem Andressy Alves zawodniczki Xaviego Llorensa znów potrafiły w sposób bardziej zdecydowany wyeksponować swoje największe atuty i zrobić z nich właściwy użytek. Pierwszy zdobyty dziś gol, chyba najważniejszy w kontekście całego dwumeczu, padł po akcji, która jest znakiem firmowym ekipy z Barcelony. Rozegranie w trójkącie Losada – Putellas – Hermoso, rozklepanie defensywy przeciwnika i celny strzał tej ostatniej to kombinacja, którą stosunkowo często mamy okazję oglądać na hiszpańskich boiskach. Dziś okazała się ona zabójcza dla wicemistrzyń Szwecji, a decydujący cios zadała była piłkarka Tyresö, choć zarówno Putellas, jak i Losada także miały swoje okazje ku temu, aby wpisać się na listę strzelczyń. Nieprzeciętną technikę oraz drybling zaprezentowała również rezerwowa dziś Barbara Latorre, która – podobnie zresztą jak w ostatnich minutach Hermoso – nie potrafiła zamienić na gola sytuacji sam na sam z Musovic. Wydaje się jednak, że akurat dziś niewykorzystanych okazji nie będą w Barcelonie przesadnie długo rozpamiętywać, wszak pierwszy w historii awans do półfinału Ligi Mistrzyń zdarza się tylko raz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s