Powróćcie jak kiedyś Turbine

Fot. Oliver Mehlis

Rozpoczynanie dwumeczu od porażki u siebie nigdy nie jest przyjemne. Skoro już jednak trzeba przegrać, to najlepiej w stosunku 0-1, gdyż w takim układzie każde zwycięstwo w meczu rewanżowym jest gwarancją przynajmniej dogrywki. W minioną środę Barcelona wywiozła z Malmö IP właśnie taki rezultat i choć przed pojedynkiem na Mini Estadi znajduje się w nieco lepszej sytuacji, to piłkarki FC Rosengård wcale nie stoją jeszcze na straconej pozycji. Najnowsza historia europejskich pucharów zna bowiem kilka przypadków skutecznego, wyjazdowego odrabiania strat od stanu 0-1. Teraz nadszedł więc chyba najbardziej odpowiedni moment na to, aby przypomnieć trzy niezapomniane potyczki, których losy ostatecznie udało się odwrócić. W ten sposób spróbujmy przesłać podopiecznym Jacka Majgaarda ogromne pokłady pozytywnej energii i pokazać, że zwycięski powrót z Katalonii absolutnie nie jest zadaniem z gatunku mission impossible.

Sezon 2005/06 – FFC Frankfurt (vs. Montpellier, półfinał)

Sytuacja niezwykle podobna do tej, w której znajdują się aktualnie zawodniczki z Malmö. Montpellier, podobnie jak dziś Barcelona, był wówczas ekipą znajdująca się na fali wznoszącej, a wyjazdowe zwycięstwo we Frankfurcie jedynie potwierdziło wysokie aspiracje Francuzek. Mistrzynie Niemiec jednak nie zamierzały panikować, a w rewanżu zagrały tak, jak przystało na drużynę z najwyższej półki, choć trzeba oddać, że rywalki i tym razem ani myślały ułatwiać im zadania. Szybki gol Sandry Smisek wyrównał wprawdzie stan rywalizacji, ale po kwadransie – za sprawą Ludvine Diguelman – znów do Francuzki były w kolejnej rundzie. Wtedy jednak odpowiedzialność na swoje barki postanowiły wziąć największe gwiazdy zespołu z Frankfurtu. Tuż przed przerwą na listę strzelczyń wpisała się Renate Lingor, a na początku drugiej połowy na 3-1 ponownie poprawiła Smisek. Koniec emocji? Nie, ale Montpellier stać było już jedynie na gola kontaktowego. Niemki awansowały więc dzięki większej liczbie bramek strzelonych na wyjeździe, a w finale nie pozostawiły złudzeń broniącej tytułu Turbine Poczdam i ostatecznie sięgneły po puchar.

Sezon 2007/08 – Bardolino Werona (vs. Brøndby, ćwierćfinał)

Jak dotychczas jedyny (choć być może już tylko przez trzy najbliższe dni) przypadek, kiedy taki powrót udał się na etapie ćwierćfinałów. W rolach głównych wystąpiły w tym przedstawieniu Włoszki z Werony, które najpierw nie sprostały na własnym boisku duńskiemu Brøndby, a następnie odrobiły stratę w Kopenhadze. Gola na wagę dogrywki jeszcze w pierwszej połowie zdobyła rekonwalescentka Alessia Tuttino, a ponieważ dodatkowe pół godziny gry nie przyniosło rozstrzygnięcia, to mogliśmy emocjonować się konkursem rzutów karnych. W nim Tuttino wykazała się już znacznie mniejszą precyzją, ale – na jej szczęście – jeszcze częściej myliły się mistrzynie Danii i to piłkarki z Werony mogły świętować awans do kolejnej rundy. Co ciekawe, spotkanie rewanżowe sędziowała doskonale znana przede wszystkim chińskim kibicom Nicole Petignat, ale tym razem żadna z bramkarek nie skorzystała z okazji, aby praktykować spacery w głąb pola karnego przy okazji każdego strzału rywalek.

Sezon 2013/14 – Turbine Poczdam (vs. Lyon, 1/8 finału)

Historia najświeższa, a zarazem chyba jednak najbardziej spektakularna. W pierwszym spotkaniu piłkarki z Poczdamu rozegrały być może swój najlepszy mecz w historii występów w europejskich pucharach, a po ostatnim gwizdku zebrały całkowicie zasłużoną owację na stojąco od własnych kibiców. Jedyny problem polegał na tym, że … pomimo tego schodziły z boiska pokonane, a zdobyty tuż przed końcem gol Louisy Necib stawiał faworytki z Lyonu w komfortowej sytuacji przed rewanżem. Ten również zaczął się planowo, bo od trafienia Abily, ale później na Stade de Gerland zaczęły się dziać niestworzone rzeczy. Najpierw do remisu doprowadziła Draws, ale ten gol jeszcze nie zmieniał wiele w kontekście awansu. Tym bardziej, że to Lyon sprawiał wrażenie drużyny bardziej niebezpiecznej i zdolnej do strzelania kolejnych bramek. Grająca w trzyosobowym zestawieniu defensywa z Poczdamu (to akurat za kadencji Bernda Schrödera często bywało standardem) absolutnie nie stanowiła monolitu, popełniała sporo błędów, ale ekipę z Francji złapała jakaś niewytłumaczalna niemoc, która nie pozwoliła wykorzystać choćby jednej sytuacji, co najprawdopodobniej definitywnie zamknęłoby dwumecz. Na kwadrans przed końcem Turbine wyprowadziła kontratak, a nieodpowiedzialne zachowanie Saki Kumagai, która zagrała ręką we własnej szesnastce, skutkowało rzutem karnym dla drużyny z Brandenburgii. Na gola zamieniła go ostatecznie Maren Mjelde, a trafienie to w końcowym rozrachunku wyrzuciło za burtę Ligi Mistrzyń absolutnego faworyta. Oprócz strzelczyń obu bramek, największymi bohaterkami tamtego meczu były bez wątpienia Pauline Bremer oraz Ada Hegerberg, które wkrótce potem zamieniły zresztą Poczdam na Lyon. Jak widać, we Francji uznali, że takie piłkarki bezpieczniej jednak mieć u siebie w kadrze.

Trzy różne sezony, trzy różne kluby, trzy piękne historie. Czy za sprawą zawodniczek z Malmö poznamy i czwartą?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s