Nienaruszony chiński mur

chn_swe_schough

Fot. Bildbyrån

Miało być wolniejsze tempo, miało być więcej technicznej gry, ale aż tak nieporadnego bicia głową w chiński mur plan Pii Sundhage z pewnością nie zawierał. Owszem, warunki atmosferyczne nie pomagały dziś piłkarkom w stworzeniu niezapomnianego spektaklu, lecz trudno wyłącznie tym tłumaczyć fakt, że dzisiejszego wieczora więcej niż na murawie w Vila Real de Santo Antonio działo się w zasadzie w każdym innym zakątku Algarve. Znów – oby tylko na chwilę – wróciła reprezentacja w wersji, której w przededniu ważnego turnieju oglądać z pewnością nie chcemy.

W porównaniu z przedwczorajszym meczem przeciwko Australii, szwedzka selekcjonerka dokonała aż pięciu zmian w wyjściowej jedenastce, co szczególnie jak na nią jest imponującym wynikiem. Niestety, jedyną spośród nowych, przynajmniej teoretycznie głodnych gry piłkarek, która zapisze dzisiejsze spotkanie po stronie plusów jest Hilda Carlén. Golkiperka Piteå, choć w ogólnym rozrachunku nie ustrzegła się drobnych błędów, w pierwszej połowie dwukrotnie skutecznie uratowała Szwecję przed utratą gola. Najbardziej efektownie wyglądała jej interwencja z 20. minuty, kiedy w odstępie kilkunastu sekund poradziła sobie zarówno z uderzeniem Jiali Tang, jak i z dobitką Li Yang. Znacznie mniej powodów do zadowolenia może mieć za to sprawdzany dziś duet stoperek, gdyż zarówno Berglund, jak i Eriksson raczej nie zbliżyły się tym występem do wyjściowej jedenastki, co szczególnie w przypadku defensorki Linköping jest sporym rozczarowaniem. Mająca za sobą bardzo udany sezon w szwedzkiej ekstraklasie piłkarka dziś nie była jednak w stanie zneutralizować niezbyt przecież szybkiej Shanshan Wang, która zbyt wiele razy bezkarnie przedostawała się w okolice pola karnego i całe szczęście, że żadna z wykreowanych przez nią okazji nie została zamieniona przez rywalki na bramkową zdobycz. Zarówno Eriksson, jak i cała formacja defensywna, znacznie lepiej prezentowały się po przerwie, ale sporo w tym zasługi narastającego zmęczenia Chinek, które coraz rzadziej decydowały się na akcje z udziałem większej liczby zawodniczek.

O ile notowania obrończyń poprawiły się w drugiej części gry, o tyle zawodniczki ofensywne przez dziewięćdziesiąt minut nie potrafiły złapać właściwego rytmu. Było wyraźnie widać, że Chinki od samego początku nastawiły się przede wszystkim na wytrącanie Szwedek z uderzenia poprzez konsekwentne spowalnianie gry, ale naprawdę sporym zaskoczeniem było to, że przychodziło im to z aż tak wielką łatwością. Zupełnie bezproduktywna była w dzisiejszym meczu Asllani, która rozpoczęła bardzo obiecująco, od świetnego podania w tempo do wychodzącej na pozycję Schelin (ofiarną interwencją popisała się wówczas Shuan Wang), ale później z minuty na minutę gasła w oczach. Bardzo naładowana była tradycyjnie Olivia Schough, ale skrzydłowa Eskilstuny tym razem najwięcej energii spożytkowała na stosunkowo mało produktywne machanie rękami i wygłaszanie niezbyt pochlebnych opinii pod adresem rosyjskiej sędzi. Niewiele lepiej zaprezentowała się powracająca do gry po kontuzji Rolfö, po której niestety było widać brak czucia piłki i rytmu meczowego, a wprowadzona w jej miejsce Rubensson po niespełna kwadransie opuściła murawę z kontuzją. Ani Schelin, ani grające w końcówce spotkania Blackstenius oraz Hammarlund nie mogły liczyć wydatną pomoc drugiej linii i często same musiały cofać się w okolice trzydziestego metra, biorąc tym samym na siebie ciężar rozgrywania akcji. Przy cierpliwie grających i natychmiast doskakujących do Seger i Folkesson Chinkach, brak klasycznej dziesiątki okazał się jeszcze bardziej widoczny.

Bezbramkowy remis to tak naprawdę jedyny sprawiedliwy wynik, którym mogło zakończyć się drugie spotkanie szwedzkich piłkarek na tegorocznym Pucharze Algarve. Rezultat ten nie jest oczywiście powodem do dumy, ale jeszcze bardziej niepokoić może bijący z portugalskiej murawy marazm, który przypomniał nam najsłabsze mecze reprezentacji za kadencji Sundhage. Znów nie było konceptu, znów nie było pomysłu, znów nie potrafiliśmy właściwie wykorzystać swoich atutów, a tych mieliśmy przecież w odwodzie całkiem sporo (lepsze przygotowanie motoryczne, warunki fizyczne, stałe fragmenty gry). Największe pretensje można mieć dziś do Szwedek właśnie za końcową fazę meczu, w której teoretycznie, szczególnie przy takim wyniku, nie powinniśmy schodzić z chińskiej połowy, a tymczasem w ostatnich trzydziestu minutach nie będąca przecież najmocniejszym punktem w talii Bruno Biniego Lina Zhao nie miała ani jednej okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami. Dlaczego więc przy ofensywnych rzutach rożnych szwedzkie piłkarki koncentrowały się głównie na przekraczaniu przepisów, a nie spróbowały wykorzystać faktu, że chińska golkiperka bardzo słabo radzi sobie w powietrzu? Pytań, które warto zadać sobie przed poniedziałkowym meczem z Holandią jest bardzo wiele, a czekające nas za trzy dni starcie z gospodyniami EURO 2017 – choć tylko towarzyskie – jest meczem, którego absolutnie nie można lekceważyć. Nie jest bowiem wykluczone, że obie reprezentacje za cztery miesiące spotkają się ponownie, a stawką będzie wówczas awans do najlepszej czwórki na kontynencie. Nie zmarnujmy więc kolejnego dnia, bo jeden niestety właśnie zmarnowaliśmy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s