Piteå – klinika złamanych karier

Obserwując grę drużyny Stellana Carlssona w ostatnich tygodniach, nie sposób nie przywołać jednej anegdotki z oficjalnego spotkania poprzedzającego obecny sezon Damallsvenskan. Josefin Johansson, zapytana o to, jak ocenia szanse swojego klubu wobec sporych osłabień w przerwie zimowej przypomniała, że na dokładnie to samo pytanie musi odpowiadać wiosną każdego roku. Dociekliwość dziennikarzy i ekspertów nie może jednak dziwić, gdyż to, co wyprawia się od pewnego czasu w Piteå na zdrowy rozum wymyka się wszelkiej logice. Sukcesywnie osłabiany klub, zamiast staczać się coraz niżej, nieustannie pnie się w krajowej hierarchii, niejako przy okazji pomagając niejednej piłkarce przedstawić się szerszej publiczności lub odbudować złamaną wydawałoby się karierę. Ożywcze powietrze spod koła podbiegunowego? Magia Stellana Carlssona? Energia płynąca od zakochanej w piłce nożnej publiczności? A może wszystko po trochu? Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę takiego stanu rzeczy, ale pewne jest, że kolejny rok z rzędu w Piteå znów zaśmiano się ze wszystkich wieszczących, że tym razem to już na pewno nie może się udać.

Wprawdzie w obecnych rozgrywkach Piteå nie gra aż tak efektownie, jak chociażby rok temu, ale za to efektywności mogłaby zawodniczkom z Norrbotten pozazdrościć niejedna wyżej notowana drużyna. Dzisiejsze derby przeciwko Umeå długo nie układały się po myśli piłkarek z LF Areny, wszystko wskazywało na to, że zakończą się one siódmym z rzędu remisem, ale na kilkaset sekund przed końcem spotkania gospodyniom udało się w dramatycznych okolicznościach przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Autorką gola na wagę trzech punktów okazała się piłkarka, która ostatnie lata spędziła głównie w rezerwach Eskilstuny, ale takie historie w Piteå już dawno przestały kogokolwiek dziwić. Po dzisiejszym meczu ekipa Stellana Carlssona wdrapała się na ligowe podium i nawet jeśli za dwa miesiące zakończy sezon gdzieś w okolicach szóstej pozycji, to i tak w klubie będą mogli pogratulować sobie dobrze wykonanego zadania. A wiosną znów trzeba będzie odpowiadać na te same pytania.

******

Trudno powiedzieć, czy większą sensacją byłyby brązowe medale dla Piteå, czy może dla Djurgården, ale wszystko wskazuje na to, że to właśnie beniaminek ze Sztokholmu może okazać się prawdziwą rewelacją piłkarskiej jesieni. Podopieczne Yvonne Ekroth po letniej przerwie nie przegrały jeszcze meczu, a dzisiejsze zwycięstwo nad Göteborgiem sprawiło, że w stolicy, zamiast nerwowo oglądać się za siebie, mogą coraz śmielej zerkać w górę tabeli. Co równie istotne, ekipa ze Sztokholmu w obecnej fazie sezonu sprawia wrażenie drużyny kompletnej, a do wysokiego poziomu prezentowanego przed przednie formacje dostosowała się również przyprawiająca swego czasu własnych kibiców o szybsze bicie serca defensywa.

Sceptycy zapewne powiedzą, że w meczu na Stadionie Olimpijskim gospodyniom ewidentnie sprzyjało szczęście i nie da się ukryć, że oba gole dla Djurgården rzeczywiście padły w dość fortunnych okolicznościach, ale nie zmienia to faktu, ze po trzy punkty sięgnęła dziś drużyna piłkarsko lepsza. Inna sprawa, że nawet dziesięciokrotne obejrzenie powtórki nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy futbolówka całym obwodem minęła linię bramkową po uderzeniu Hanny Lundqvist. Prowadząca spotkanie trójka sędziowska z Norwegii bez chwili wahania uznała jednak, że gol gospodyniom się należy, co niewątpliwie pomogło Djurgården przejąć kontrolę nad meczem. W drugiej połowie zawodniczki ze Sztokholmu szybko podwyższyły prowadzenie po samobójczym trafieniu Hellenberg (gola wypracowała Jalkerud), a ekipę z Västergötland stać było jedynie na honorową bramkę autorstwa niezawodnej Hammarlund. Stefan Rehn z pewnością nie może być zadowolony z wyniku, ale warto odnotować, iż kolejny raz ze świetnej strony pokazała się wchodząca z ławki Zamanian, która powoli staje się niezwykle groźną jokerką w talii klubu z Göteborga.

******

Po ostatnim meczu rundy wiosennej pisaliśmy, że jedną Chawingą ekstraklasy dla Dalarny można nie utrzymać. Najwyraźniej z tego samego założenia wyszedł zarząd klubu i latem beniaminka z Borlänge wzmocniły dwie piłkarki, które miały nieco odciążyć napastniczkę z Malawi w poczynaniach ofensywnych. O tym, jak bardzo udany był to ruch, najlepiej świadczą liczby. Siedem punktów zdobytych w czterech jesiennych meczach sprawiło, że o Kvarnsveden znów mówi się w kontekście rewelacji sezonu, a nie walki o utrzymanie.

Dzisiejszy mecz w Örebro był kolejnym popisem tercetu Weimer – Addo – Chawinga, choć równie wielki wkład w zwycięstwo gości miała grająca zaskakująco nonszalancko defensywa miejscowych. W 23. minucie gola rywalkom z Dalarny sprezentowała Carola Söberg, która na dwunastym metrze przed własną bramką zaczęła robić … no właśnie, chyba sama zainteresowana nie bardzo byłaby w stanie wytłumaczyć dlaczego zechciała zaliczyć asystę przy bramce Tiffany Weimer. Tuż po wznowieniu gry zawodniczki z Örebro najwyraźniej uznały, że skoro ostatnio udało się powrócić od stanu 0-2, to i teraz można spróbować i ponownie wypracowały gola przeciwniczkom. Tym razem na listę strzelczyń wpisała się Chawinga, a asystę zaliczyły do spółki Gråhns oraz Kristjansdottir. Jak się później okazało, gospodynie tym razem nieco przeszacowały swoje możliwości, gdyż pomimo licznych okazji (m.in. poprzeczka Tancredi) udało im się zdobyć jedynie gola kontaktowego. W doliczonym czasie dobić rywalki mogła jeszcze Chawinga (kolejny prezent od rywalek), ale po jej strzale piłka odbiła się od słupka. Tak, czy inaczej, trzy punkty pojechały ostatecznie do Dalarny, a Örebro wciąż pozostaje w rundzie jesiennej bez zwycięstwa.

******

Wyniki osiągane w ostatnich tygodniach przez Eskilstunę na papierze prezentowały się całkiem nieźle, ale postawa drużyny prowadzonej przez Viktora Erikssona nieco odbiegała od oczekiwań sympatyków United. Dzisiejszy mecz z dramatycznie słabym jesienią Mallbacken jedynie potwierdził, że – szczególnie w perspektywie nadchodzącego debiutu w Lidze Mistrzyń – do poprawy jest jeszcze całkiem sporo. Oczywiście, to gospodynie były na Tunavallen znacznie bliższe zwycięstwa, a każda z ofensywnych piłkarek United (Larsson, Schough, Banusic) zmarnowała przynajmniej jedną dogodną okazję na zdobycie gola, ale jakoś trudno było pozbyć się wrażenia, że gra Eskilstuny bardziej męczy niż zachwyca. Podobać mogły się prostopadłe piłki grane przez Diaz, sporo zamieszania na robiła na lewej flance Logarzo, ale w ostatecznym obrazku nie wyglądało to nawet w połowie tak, jak z pewnością życzyłby sobie tego Viktor Eriksson. Punkt wywieziony z Tunavallen to dla zawodniczek z Värmland niezwykle cenna zdobycz, ale tak na dobrą sprawę sytuacja Mallbacken nie uległa dzisiaj jakiejś dramatycznej poprawie. Klub z Sunne tak jak nie był, tak w dalszym ciągu nie jest faworytem w walce o pozostanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

feliciakarlsson-pitea-svenskfotboll_se

Fot. SvFF

Reklamy

1 thought on “Piteå – klinika złamanych karier

  1. Pingback: W Globen na galowo | Szwedzka piłka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s