Ubiegłoroczne rewelacje znów zwyciężają

Przed meczem Piteå z Örebro trudno było wskazać zdecydowanego faworyta. Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęły jednak gospodynie, a w kierunku bramki Caroli Söberg sunął atak za atakiem. Już w 2. minucie nieudana próba dośrodkowania w wykonaniu Blomkvist niespodziewanie zamieniła się w kąśliwy strzał, który wylądował na poprzeczce, a chwilę później drużyna gości mogła mówić o sporym szczęściu, gdy w nieprawdopodobnym zamieszaniu podbramkowym uratował ją słupek. Po okresie wyraźnej przewagi Piteå tempo nieco siadło, a obie ekipy największe zagrożenie stwarzały po stałych fragmentach gry i to właśnie jeden z nich sprawił, że w 31. minucie podopieczne debiutującego w roli pierwszego szkoleniowca Martina Skogmana objęły prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkowała Perez, a centrę urodzonej w Kalifornii reprezentantki Meksyku na gola zamieniła Kristjansdottir.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza; raz jeszcze to miejscowe spróbowały szybko zaskoczyć rywalki i tym razem ta sztuka w pełni im się udała. Niezwykle aktywna June Pedersen doskonale wypatrzyła nabiegającą z głębi pola Jakobsson, a ta zrobiła doskonały użytek ze swoich warunków fizycznych i bez większych problemów pokonała Söberg. Po golu na 1-1 oglądaliśmy przede wszystkim grę od szesnastki do szesnastki, a zarówno Piteå, jak i Örebro, sprawiały wrażenie drużyn w pełni zadowolonych z podziału punktów. Od czasu do czasu trafiały się wprawdzie pojedyncze zagrania wysokiej jakości, jak chociażby czterdziestometrowe podanie zaliczającej udany powrót do szwedzkiej ekstraklasy Lisy Dahlkvist do Veroniki Perez, ale poważniejszych spięć podbramkowych nie odnotowaliśmy ani w jednym, ani w drugim polu karnym. Gdy wydawało się, że to spotkanie nieuchronnie zakończy się remisem, w doliczonym czasie gry piłkarki Örebro musiały przyjąć dwa niezwykle bolesne ciosy. Najpierw nieodpowiedzialnie zachowała się Perez i całkowicie niepotrzebnie obejrzała drugą tego dnia żółtą kartkę, a po kilkudziesięciu sekundach czyhająca na dalszym słupku Blomkvist z najbliższej odległości wpakowała futbolówkę do siatki gości. Co ciekawe, był to trzeci tego popołudnia gol zdobyty głową, który – jak nietrudno się domyślić – okazał się również trafieniem na wagę trzech punktów. Jak widać, po letniej przerwie Piteå wciąż ma tę moc.

******

Ligowy weekend miały tym razem zakończyć drużyny z Eskilstuny oraz Vittsjö i trzeba przyznać, że zrobiły to w całkiem niezłym stylu, choć fani na Tunavallen z pewnością mieli nadzieję na zupełnie inny przebieg spotkania. Mająca za sobą fatalną wiosnę ekipa z północnej Skanii przyjechała bowiem na teren wyżej notowanego rywala bez jakichkolwiek kompleksów i bardzo szybko (a co najważniejsze – w pełni zasłużenie) wyszła na prowadzenie. Strzał Sällström został wprawdzie wyblokowany przez defensywę United, ale wobec dobitki Mercik bezradna była zarówno Emelie Lundberg, jak i jej obrończynie. Vittsjö postanowiło pójść za ciosem i chwilę później po główce Benediktsson mogło 2-0 dla gości, ale piłkarki z Eskilstuny ofiarnie wygarnęły niechybnie zmierzającą do siatki futbolówkę z linii bramkowej. Niewykorzystana okazja zemściła się niezwykle szybko; Viggosdottir świetnie dojrzała Diaz, a filigranowa pomocniczka jednym dotknięciem tak zmieniła tor lotu piłki, że ta znalazła się pod nogami Mimmi Larsson, która zachowała zimną krew w sytuacji sam na sam z Shannon Lynn. Gol na 1-1 nie zmienił obrazu gry; cały czas żadna z drużyn nie zamierzała zwalniać tempa, choć to gospodynie nieco częściej zapuszczały się w okolice szesnastki Vittsjö. Najlepszą okazję na uszczęśliwienie licznie zgromadzonej na Tunavallen publiczności miała ponownie Larsson, ale efektowna interwencja Klingi, która w tej sytuacji świetnie wyręczyła Lynn, zapobiegła utracie gola. Czujność zachować musiała także Emelie Lundberg, gdyż zawodniczki ze Skanii nie zamierzały ograniczać się wyłącznie do defensywy. Groźnymi uderzeniami z dystansu popisały się kolejno Adolfsson i Björck.

Z minuty na minutę uwidaczniała się jednak przewaga miejscowych, które po przerwie coraz częściej zagrażały bramce strzeżonej przez Shannon Lynn. Raz jeszcze w dogodnej pozycji znalazła się Larsson, szczęścia próbowała także po stałym fragmencie gry Louise Quinn, ale piłkarki gości w obu przypadkach potrafiły zażegnać niebezpieczeństwo. W 61. minucie nawet grająca z wielkim poświęceniem defensywa Vittsjö nie była już w stanie zapobiec utracie gola. Bramkowa akcja także i tym razem rozpoczęła się od Islandki Viggosdottir, która doskonale wypatrzyła rozkręcającą się w drugiej połowie Olivię Schough. Srebrna medalistka Igrzysk w Rio do końca wyczekała Lynn i bez większych problemów, mierzonym strzałem po dalszym słupku, wyprowadziła swa drużynę na prowadzenie. Zawodniczki ze Skanii nie zamierzały jednak składać broni i podobnie jak niedawno w Göteborgu grały ambitnie do ostatniego gwizdka. Ani Annie Hjälmkvist, ani Lindzie Sällström nie udało się wprawdzie doprowadzić do remisu, ale porażka po takiej grze z pewnością wstydu ekipie Thomasa Mårtenssona nie przynosi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s