Mamy to!!! Bez względu na to, komu na co dzień kibicujemy, co sądzimy o Damallsvenskan jako o lidze i jaka przyszłość czeka Puchar Europy – na przełomie kwietnia i maja 2026 będziemy świadkami wydarzenia absolutnie historycznego. Dwa szwedzkie kluby zmierzą się w finałowym dwumeczu, którego stawką będzie nie tylko zapisanie się w annałach jako zwycięzca premierowej edycji najnowszego z europejskich pucharów, ale także – z prawdopodobieństwem bliskim pewności – gwarantowany występ w fazie zasadniczej Ligi Mistrzyń 2026-27. I niezależnie od tego, jak ta konfrontacja się ostatecznie zakończy, jej bohaterki uzyskają sportową nieśmiertelność i nawet długo po zakończeniu swoich karier będą przy różnych okazjach wspominać właśnie te dwa wieczory, podczas których Södermalm oraz Hisingen rozstrzygały między sobą kwestię prymatu na kontynencie. Być może doczekamy się na ten temat filmu, serialu, być może innej formy uhonorowania, ale bez krzty przesady wiosna 2026 na wieki będzie wspominana jako czas dla szwedzkiej piłki klubowej absolutnie wyjątkowy. A my mamy to szczęście, aby być naocznymi świadkami tych niepowtarzalnych chwil.
Dziś merytoryki i chłodnej analizy będzie tu mniej więcej tyle, co ofensywnej gry piłkarek Häcken w rewanżu z Frankfurtem. Tak, Felicia Schröder tuż przed przerwą, a następnie Monica Jusu Bah dosłownie chwilę po wznowieniu gry miały swoje okazje, lecz poza tymi dwoma wypadami, przez bitych sześć kwadransów obserwowaliśmy klasyczny mecz na jedną bramkę. Gwiazdy legendarnego klubu z jeszcze bardziej legendarnej Bundesligi obstrzeliwały ją ze wszystkich stron i kątów, lecz drogę do niej odnalazły dzisiejszego wieczora zaledwie raz, a ich potrzeby sięgały przynajmniej trzech trafień. Jedyny gol dla gościń padł zresztą po… rzucie wolnym egzekwowanym na własnej połowie, po którym najpierw Nesrin Akgün przegrała istotny pojedynek z Ereletą Memeti, następnie w akcji nieco zagubiła się Emma Östlund i Nicole Anyomi strzałem pod poprzeczkę przywróciła kibicom znad Menu nadzieje. Te z każdą upływającą minutą robiły się jednak coraz bardziej ulotne, choć gospodynie fragmentami broniły się doprawdy rozpaczliwie i ze sporą dozą szczęścia. Absolutną życiówkę zagrała występująca przecież na całkowicie obcej dla siebie pozycji Tabitha Tindell, która kolejnymi wyblokami, przechwytami i ofiarnymi interwencjami raz po raz wybijała nacierające rywalki z rytmu. Amerykańskiej pomocniczce dzielnie sekundowała ustawiona na prawej flance Thelma Palmadottir, a trzymająca w ryzach formację defensywną Australijka Aivi Luik wyglądała na tle klasowych przecież rywalek tak, jakby przed chwilę świętowała 25., nie zaś 41. urodziny. Sztab szkoleniowy z Frankfurtu wściekał się przy linii bocznej, chorwacka sędzia rozdawała kartki, trener Arnautis w akcie desperacji rzucił do boju między innymi Reminę Chibę, Hayley Raso, a na środek ataku przestawił Amandę Ilestedt, lecz to wszystko po prostu nie wystarczyło do skruszenia trzymającej się momentami na ostatniej nitce defensywy z Västergötland. A gdy wybrzmiał ostatni gwizdek, stało się jasne, że ani mediolański Inter, ani Eintracht Frankfurt nie były w stanie powstrzymać lotu dzielnych Os do historycznego finału. I nawet jeśli ten wyczyn rodził się w trudach, bólach i znoju, to nijak nie da się powiedzieć, że Häcken znalazł się w tym miejscu przypadkowo. Bo ostatnimi czasy, jeśli na kogoś możemy w europejskiej rywalizacji zawsze liczyć, to jest to…
… ktoś z dwójki Häcken – Hammarby! Sztokholmianki także miały dziś swoje przestoje, już na samym początku spotkanie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo (sytuację ratowała poniekąd Emilie Bragstad), a i na początku drugiej odsłony ponownie to Sparta rozdawała na stołecznej 3 Arenie karty. Cóż jednak z tego, skoro to Hammarby miał w swoich szeregach piłkarki, które nasi anglosascy przyjaciele określiliby mianem difference makers. Rzeczoną różnicę zrobiła na przykład Fanny Peterson, która już po raz czwarty tej wiosny (!) przymierzyła zza pola karnego tak, że dosłownie nie było czego zbierać. A jej zmienniczka Vilde Hasund zamknęła kwestię awansu kilkadziesiąt sekund po tym, gdy wróciła na plac gry pomimo doskwierającej jej kontuzji. Kto wie, czy janpiękniejszej historii ze wszystkich nie napisała jednak w czwartkowy wieczór Alice Carlsson – kapitanka Hammarby, która jest częścią tego klubu od początku okresu wielkiej odbudowy. Rutynowana stoperka najpierw pomogła Bajen powrócić w szeregi Damallsvenskan, następnie symbolicznie wbiła sztandar Hammarby w mapę piłkarskiej Europy, aby teraz poprowadzić tak bardzo odmieniony w ostatnich miesiącach zespół do historycznego sukcesu. I choć po drodze na brak ofert z silniejszych lig bynajmniej nie narzekała, ani przez moment nie rozważała zmian barw klubowych, a owocną przyszłość niezmiennie widziała właśnie w Södermalm. I jak się miało za chwilę okazać – miała w tej kwestii absolutną rację.
To jest ten dzień, to jest ta chwila:
HÄCKEN i HAMMARBY w finale Pucharu Europy!!
Komplet wyników:



