
Fanny Peterson w niezwykle dramatycznych okolicznościach zapewniła Hammarby zwycięstwo w Pradze (Fot. Hammarby IF)
Dramatyczne, ofiarne, pełne zwrotów akcji oraz – co absolutnie kluczowe – zwycięskie. Wyjazdowe potyczki naszych eksportowych klubów w półfinałach Pucharu Europy najlepiej byłoby podsumować właśnie taką zbitką słów, choć i one w pełni nie oddadzą huśtawki nastrojów, która dziś wieczorem stała się udziałem fanów futbolu z Södermalm oraz Hisingen. A także tych, którzy zwyczajnie dobrze życzą szwedzkiej piłce jako całości, choć akurat neutralsi musieli tym razem mocno podszkolić swoje umiejętności w zakresie multitaskingu. Bo pomimo obecności aż dwóch przedstawicieli Damallsvenskan na tym etapie rozgrywek, ich mecze zarówno dziś, jak i w czekających nas w przyszłym tygodniu starciach rewanżowych, odbywały się dokładnie w tym samym czasie.
Pierwszy gwizdek na stadionach w Pradze i Frankfurcie dzieliło dokładnie trzydzieści minut, ale czas, który upłynął pomiędzy pierwszymi tego wieczora golami na obu obiektach, można było liczyć w sekundach. Najpierw w Niemczech prawym skrzydłem urwała się Felicia Schröder i na raty – przy drobnej pomocy ze strony Moniki Jusu Bah – dostarczyła futbolówkę pod nogi Alvy Selerud, która tak doskonałej okazji zmarnować po prostu nie mogła. Tym bardziej, że dosłownie chwilę wcześniej była wahadłowa Linköping jeden pojedynek oko w oko z Liną Altenburg już przegrała i zwyczajnie głupio byłoby zaczynać mecz od dwóch podobnych kiksów. Cieszyło się Häcken, cieszyło się Västergötland, a dosłownie po chwili podobny okrzyk radości w zupełnie innej części naszego kontynentu mogli wznieść fani ubrani w tradycyjne i coraz bardziej rozpoznawane na całym świecie zielono-białe barwy Hammarby. I zupełnie jak w niedawnym półfinale Pucharu Szwecji na listę strzelczyń wpisała się pozyskana tej zimy z norweskiego Rosenborga Elin Sørum, stawiając w ten sposób pieczęć na naprawdę solidnym występie podopiecznych trenera Strömberga w pierwszej połowie.
Po przerwie oba nasze kluby przejściowo utraciły kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, co dziwić mogło szczególnie w przypadku wcześniej dominujących nad swoimi rywalkami zawodniczek Bajen. To one poznały także gorzki smak uraty gola po tym, jak strzał w poprzeczkę Micheli Khyrovej do pustej już bramki dobiła głową Antonie Starova. Wyrównujące trafienie okazało się na swój sposób punktem zwrotnym, gdyż od tego momentu praska Sparta jakby uwierzyła w to, że z rywalem z Damallsvenskan można na przestrzeni dwumeczu realnie powalczyć. A gdy swój najlepszy moment dnia wspomniana już niezwykle aktywna w tym fragmencie spotkania Khyrova spuentowała golem na 2-1 dla miejscowych, sytuacja sztokholmianek nagle i niespodziewanie stała się absolutnie nie do pozazdroszczenia. Na szczęście dla Hammarby, na placu gry wciąż znajdowała się Sørum, która do spółki z wprowadzoną chwilę wcześniej na plac gry Mathilde Janzen wypracowała podłączającej się do akcji prawą flanką Sofii Reidy sytuację z gatunku tych nie do zmarnowania. A ponieważ gościnie ze Szwecji absolutnie nie przyjechały tu po remis, to już w doliczonym czasie gry szalę zwycięstwa na ich stronę ponownie przechyliła coraz częściej nazywana kolejnym cudownym dzieckiem akademii Bajen Fanny Peterson, która najwidoczniej na swoim koncie zapisuje wyłącznie gole nieprzeciętnej urody. W tym samym czasie we Frankfurcie Häcken bronił się szczęśliwie, mądrze, a na dodatek skrupulatnie korzystał z tego, że wyjątkowo niepewnie w defensywie trzeciej siły Bundesligi spisywała się dziś weteranka Sara Doorsoun. Była reprezentantka Niemiec najpierw w wyjątkowo niekontrolowany sposób wycięła równo z trawą Felicię Schröder, a następnie – choć chyba niekoniecznie w ramach rewanżu – dwukrotnie otworzyła swoim niefrasobliwym zachowaniem rewelacyjnej nastolatce z Västergötland autostradę do własnej bramki. A ponieważ Schröder prezenty ewidentnie lubi, to najpierw pokonała źle ustawioną Altenburg uderzeniem niemal z połowy boiska (nota bene: golkiperka Eintrachtu w tej konkretnej sytuacji powinna obejrzeć czerwoną kartkę), a następnie poprawiła jeszcze pewnym strzałem po dalszym słupku, ustalając wynik rywalizacji na 3-0. I nawet jeśli ani trochę nie oddaje on przebiegu dzisiejszego starcia, to osłabiony i waleczny Häcken bez wątpienia zasłużył na piękną, zespołową laurkę, a nazwiska Akgün, Selrrud, czy Palmadottir nie raz przyśnią się sympatykom legendarnej ekipy z Franfurtu w najbliższych dniach. A my życzymy sobie wyłącznie tego, aby sny te nie zakończyły się gwałtownym przebudzeniem już w najbliższy czwartek, gdyż póki co – sytuacja wyjściowa wydaje się być bardziej niż satysfakcjonująca.
Komplet wyników:

