
W tym roku Felicia Schröder nie czekała z ustrzeleniem ważnego hat-tricka do dnia swoich urodzin (Fot. Expressen)
W piątkowy poranek piłkarki Häcken oraz Hammarby miały pełne prawo obudzić się z przeświadczeniem, że oto tej wiosny przyjdzie im dokonać czegoś równocześnie zabawnego, historycznego i absolutnie wyjątkowego. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się bowiem, aby rywalki z jednej ligi na przestrzeni zaledwie nieco ponad dwóch tygodni rozstrzygnęły między sobą kwestię zwycięstwa zarówno w krajowym, jak i europejskim pucharze. I choć realizacja tego scenariusza momentami wisiała dziś na niesamowicie cienkim włosku, to jednak zarówno w Hisingen, jak i w Södermalm kładą się spać z myślą, że przedłużona majówka w barwach zielono-białych oraz żółto-czarnych wciąż jest jak najbardziej realna. Co więcej, w jej organizacji nie przeszkodzi już żaden z lokalnych konkurentów, gdyż ci ostatni zostali właśnie pozbawieni resztek złudzeń.
Inna sprawa, że szczególnie na Kristinebergs IP w Sztokholmie faworytki niemiały bynajmniej łatwej przeprawy. Osłabiony Djurgården najpierw dość szybko ułożył ten półfinał pod siebie, gdy z fatalnego błędu Lisy Löwing przy wyprowadzaniu piłki skorzystała Maria Olafsdottir, a następnie długimi fragmentami w nadzwyczaj zdyscyplinowany sposób pilnował skromnej zaliczki, od czasu do czasu uruchamiając ostrymi, prostopadłymi podaniami albo dynamiczną Johannę Renmark, albo wirtuozerską Urarę Watanabe. Gościnie z Västergötland właściwy dla siebie rytm złapały tak naprawdę dopiero po przerwie, lecz i wtedy z dużym trudem przychodziło im kreowanie realnego zagrożenia pod bramką Anny Koivunen. Jako pierwsza sygnał do odważniejszych ataków dała niezniszczalna Tabitha Tindell, nieco później poprzeczkę bramki miejscowych obiła Paulina Nyström, lecz dopiero jedyna w swoim rodzaju magia Felicii Schröder pozwoliła przyjezdnym realnie wrócić do gry. Świecąca pomimo młodego wieku pełnym blaskiem gwiazda Os w tym roku nie zamierzała czekać z ustrzeleniem istotnego hat-tricka aż do dnia swoich urodzin, a każde z jej trzech trafień jasno pokazywało, dlaczego po osiemnastoletnią snajperkę ustawia się niezwykle długa kolejka chętnych z całego świata. Zarówno mierzony strzał po ziemi tuż przy słupku, jak i kapitalne znalezienie się w szesnastce Djurgården po centrze Thelmy Palmadottir, nosiły bowiem na sobie najwyższy znak jakości. I nawet jeśli półfinałowego starcia w stolicy nie da się nazwać klasycznym one-woman-show, to jednak nikt nie ma wątpliwości, że bez tak dysponowanej Schröder kwestia awansu dla Häcken stałaby dziś pod sporym znakiem zapytania.
Zdecydowanie łatwiejszą przeprawę miały natomiast piłkarki Hammarby, które bez większych trudności rozprawiły się na wyjeździe z najbardziej nieoczekiwanymi półfinalistkami z Kristianstad. Tym ostatnim nie pomogła dziś ani jak zawsze solidna Moa Olsson, ani stanowiąca absolutną rewelację chłodnego wieczoru we wschodniej Skanii prawa defensorka Lova Sternfeldt, bez kompleksów wyłączająca z gry najpierw Vilde Hasund, a następnie Vivienne Lię. Bohaterką Bajen została jednak autorka obu goli Elin Sørum, a przy drugim trafieniu przepiękną asystą popisała się coraz śmielej przedstawiająca się szerszej, piłkarskiej społeczności szesnastoletnia Fanny Peterson. Wychowanka akademii Hammarby przed tygodniem sama postawiła pieczęć na trzybramkowym zwycięstwie nad Vittsjö, a tym razem to jej podanie otworzyło ekipie z południowego Sztokholmu autostradę do trzeciego na przestrzeni czterech ostatnich lat finału. Ambitny Kristianstad tym razem ani trochę nie potrafił nawiązać do dyspozycji ze zwycięskich bojów przeciwko Piteå oraz Malmö, a gdy jeden jedyny raz podopieczne trenera Chamberlaina skutecznie coś wykreowały, to szansy na strzelenie kontaktowego (choć po prawdzie bardziej jednak honorowego) gola pozbawiła je sędzia, nie dyktując rzutu karnego za ewidentne zagranie ręką Sofii Reidy. Co ciekawe, to już drugi raz, kiedy to Kristianstad zostaje w analogicznej sytuacji poszkodowane, bo wszyscy wciąż pamiętamy chyba zamieszanie z Anni Hartikainen w roli głównej w ubiegłorocznych derbach Skanii.
Häcken i Hammarby krajową część zadania wykonały więc solidarnie, a już w przyszłym tygodniu ich aktualną formę sprawdzą rywalki z kontynentalnej części Europy. Cel pozostaje niezmienny i ponownie – zupełnie jak dziś – nasz eksportowy duet powalczy o sukces na obcych stadionach. Jedyna różnica polega na tym, że w przypadku rozgrywek międzynarodowych do dyspozycji pozostaną jeszcze starcia rewanżowe, ale bądźmy szczerzy – ani trochę nie obrazilibyśmy się, gdyby w najbliższy wtorek znów zwyciężały przyjezdne.
Komplet wyników:

