
Walki nie zabrakło, stałych fragmentów też, ale goli się dziś nie doczekaliśmy (Fot. SvFF)
Gdy tuż po zakończeniu starcia w Starej Pazovie w serbskim obozie rozpoczął się festiwal uśmiechów, uścisków i wzajemnych gratulacji, ani trochę się temu fenomenowi nie dziwiliśmy. Remis ze znacznie wyżej notowanym rywalem, do tego wzmocniony naprawdę solidnym, zespołowym występem, jak najbardziej do takich reakcji uprawniał. Wraz z opadającym poziomem pomeczowych emocji, podopieczne trenerki Lidii Stojkanovic najpewniej zdadzą sobie jednak sprawę, że oto być może w sobotnie popołudnie nie tyle wyrwały cenny, eliminacyjny punkt, co nie wykorzystały okazji na dokonanie rzeczy absolutnie historycznej. Bo choć statystyki posiadania piłki oraz rzutów rożnych sugerują coś dokładnie odwrotnego, to gospodynie stworzyły dziś sobie zdecydowanie bardziej klarowne okazje do sięgnięcia po pełną pulę.
A to wszystko pomimo nieobecności w meczowej kadrze dwóch wydawałoby się kluczowych elementów serbskiej, ofensywnej układanki. Absencja Jovany Damnjanovic oraz Niny Matejic ani trochę nie zdeprymowała jednak koleżanek, które z niebywałą wręcz regularnością i precyzją korzystały ze swojej najgroźniejszej broni, jaką stanowią błyskawiczne przejścia z fazy obrony do fazy ataku. A te przychodzą zdecydowanie łatwiej, gdy za kierownicą siedzi wybitna kreatorka i wirtuozka drugiej linii w osobie Jeleny Cankovic. Była gwiazda Damallsvenskan dzisiejszym występem dobitnie przypomniała nam, dlaczego to w jej ręce swego czasu powędrowała nagroda dla najbardziej wartościowej zawodniczki naszej ligi, lecz trzeba uczciwie zaznaczyć, że w swoich poczynaniach nie była bynajmniej osamotniona. Na prawej flance niesamowicie aktywna była reprezentująca na co dzień CFF Madryt Allegra Poljak, która przy nieco lepiej ustawionym celowniku mogła zakończyć swój dzień z dubletem na koncie. Sporo wiatru po przeciwnej stronie murawy robiła natomiast wschodząca gwiazdka AC Milan Sara Stokic, lecz na nasze szczęście tym razem nie udało jej się spuentować żadnego ze swoich dynamicznych wejść w równie efektownym stylu, co przed czterema dniami w Danii. Jednoznacznie na plus wyróżnił się w ekipie miejscowych także ofensywny duet z błękitnej strony Malmö, a po strzale Vesny Milivojevic tuż przed końcem pierwszej części gry, od niechybnej utraty pierwszego w tej kampanii gola uratowała nas wewnętrzna część słupka (dobitkę Cankovic skutecznie zablokowała z kolei Elma Nelhage).
Serbskie okazje moglibyśmy w najlepsze wyliczać dalej, bo na przykład Miljana Ivanovic stuprocentowej sytuacji strzeleckiej pozbawiła się sama, wdając się w zupełnie niepotrzebny drybling ze Smillą Holmberg. Po szwedzkiej stronie tych mitycznych konkretów było niestety znacząco mniej, bo choć rzuty rożne i wolne biliśmy seriami, to ich jakość pozostawiała już do życzenia naprawdę sporo. Jakimś podsumowaniem tej ogólnej niemocy może być fakt, że na przestrzeni całego meczu najbliżej pokonania Milicy Kostic były odpowiednio Zivana Strupar w pierwszej oraz Emma Petrovic w drugiej połowie. Najbardziej aktywną spośród podopiecznych Tony’ego Gustavssona była dziś rozgrywająca swój zdecydowanie najlepszy dwumecz w seniorskiej kadrze Felicia Schröder, lecz snajperka Häcken momentami zdawała się być w swojej grze o pół tempa przed resztą zespołu. Asllani i Kaneryd próbowały rozstrzygnąć temat indywidualnymi zrywami, Holmberg gwarantowała solidne wsparcie na prawym wahadle, rezerwowe Rolfö i Kafaji wniosły do gry sporo ożywienia, lecz tym razem – odwrotnie niż w Kalabrii – złotej akcji dającej komplet punktów się nie doczekaliśmy. I choć w końcówce momentami udawało się zapchnąć Serbki do stosunkowo głębokiej defensywy, to jednak jakoś nie miało się wrażenia, że zwycięstwo jest blisko, a decydujące trafienie pozostaje wyłącznie kwestią czasu. Brakowało otwierającego podania, być może konceptu, być może sił fizycznych i mentalnych, wszak nawet w tym fragmencie spotkania najbardziej składną akcję wykreowały Cankovic i Poljak i raz jeszcze tego popołudnia dopisało nam szczęście. A skoro tak, to remis – może nawet z delikatnym wskazaniem na Serbię – wydaje się wynikiem sprawiedliwym, nie krzywdzącym żadnej ze stron.
A czy młoda Szwecja wciąż jest piękna? Ależ tak! I w tym zupełnie nowym, ciekawszym niż kiedykolwiek wcześniej piłkarskim uniwersum, przeżyjemy za jej sprawą jeszcze wiele wzruszeń. A że towarzyszyć będą im także zgoła inne emocje? Cóż, chyba takiego właśnie świata oczekiwaliśmy, gdy podejmowaliśmy pierwsze działania w celu uczynienia futbolu tematem mainstreamowym i globalnym.