
Julia Zigiotti ze statuetką dla najlepszej piłkarki meczu – bardzo częsty obrazek w obecnych rozgrywkach (Fot. WomensSportsPic)
Choć marzenia o awansie do zdefiniowanej minionego lata na nowo Ligi Mistrzyń szwedzkie kluby musiały póki co odłożyć w czasie, obecna edycja europejskich pucharów i tak może okazać się z naszej perspektywy nadzwyczaj produktywna. Nie jest to oczywiście jakaś niespotykana wcześniej sytuacja, wszak dopiero co bohaterkami najważniejszych, klubowych meczów w europejskim futbolu zostawały Fridolina Rolfö oraz Stina Blackstenius, lecz tym razem podbój kontynentu przez piłkarki spod znaku Blågult odbywa się wyjątkowo szeroką ławą. Gdyby tylko Juventus nie roztrwonił dwubramkowej zaliczki w dwumeczu fazy play-off z niemieckim Wolfsburgiem, aż siedmiu ćwierćfinalistów miałoby w swoich kadrach przynajmniej jedną zawodniczkę rodem ze Szwecji. Sześć na osiem to jednak również całkiem zacny wynik, a fakt, iż w gronie tym nie ma akurat uznawanej przez wielu za faworyta numer jeden Barcelony, wiele w tej kwestii nie zmienia.
Tym bardziej, że marsz potentatek z Katalonii ku kolejnym zaszczytom i pucharom spróbuje przerwać madrycki Real z Filippą Angeldal na kierownicy, a także z Bellą Andersson i Hanną Bennison w mniej lub bardziej szerokiej rezerwie. 28-letnia rozgrywająca w obecnych rozgrywkach często pozostawała nieco w cieniu lepiej dysponowanych koleżanek z drugiej linii w osobach Sary Däbritz oraz Caroline Weir, lecz kapitalny, a na dodatek okraszony niezwykle efektownym golem występ przeciwko Teneryfie, był kolejnym sygnałem, że sprawy idą w jak najbardziej właściwym kierunku. O ile batalia dwóch hiszpańskich klubów zapowiada się iście frapująco, o tyle starcie już na tym etapie odwiecznych rywalek z Londynu można bez wielkiej przesady nazwać prawdziwym hitem. Chelsea kontra Arsenal, niespełnione na europejskim poletku dyżurne mistrzynie Anglii kontra od lat niepotrafiące odzyskać prymatu w kraju, lecz w niewytłumaczalny sposób mobilizujące się na wielkie, międzynarodowe potyczki Kanonierki. A tak patrząc trochę z naszej perspektywy: dynamiczna i eksplozywna, choć niedostarczająca oczekiwanych liczb Johanna Kaneryd kontra nieobliczalna, budząca się w decydujących momentach, lecz potrafiąca mocno zirytować swoją kultową już nieskutecznością Stina Blackstenius. A na tym ćwierćfinałowe emocje widziane szwedzkim okiem się przecież nie kończą, gdyż debiutujący na tym etapie zmagań Manchester United spróbuje przedłużyć swój cudowny, pucharowy sen przynajmniej o jeszcze jeden etap, a znajdująca się od początku roku w życiowej formie Julia Zigiotti oraz z każdym rokiem pracująca na przydomek specjalistki od Ligi Mistrzyń Fridolina Rolfö z największą przyjemnością dołożą do kolejnego awansu niemałą cegiełkę. Inna sprawa, że o przebiciu swojego szklanego sufitu równie intensywnie myślą w Monachium, a tamtejszy Bayern – z Magdaleną Eriksson w składzie – ma już dość bycia wypraszanym z imprezy chwilę przed jej punktem kulminacyjnym. Potencjalnie najbardziej letni pod względem temperatury dwumecz czeka nas w rywalizacji Wolfsburga z Olympique Lyon, bo nie dość, że faworyt w tym zestawieniu bezdyskusyjny, to jeszcze spory znak zapytanie towarzyszy roli, jaką odegra w tym spektaklu Elma Nelhage.
Jeszcze bardziej od Ligi Mistrzyń interesuje nas rzecz jasna Puchar Europy, gdzie Häcken i Hammarby może nie równym, lecz zdecydowanie skutecznym krokiem, dotarły już do fazy półfinałowej. Szwedzki finał to oczywiście marzenia każdego szanującego się sympatyka Damallsvenskan, choć warto pamiętać, że gra tutaj toczy się o jeszcze jedną, wcale nie mniej znaczącą stawkę. Późną jesienią zgodnie stwierdziliśmy, że wobec efektownej szarży holenderskich klubów, skuteczna obrona siódmej lokaty w rankingu krajowym UEFA może graniczyć z cudem, którego symbolem miało być właśnie dotarcie obu naszych ekip do finału drugich w hierarchii ważności, europejskich rozgrywek. Dziś jesteśmy już naprawdę o dwa małe kroczki od tego, aby i w tym sezonie rywalizacja w Damallsvenskan toczyła się o trzy miejsca premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzyń, gdyż to właśnie z tym wiąże się tak często przywoływana tu przy okazji różnych wyliczeń lokata w TOP-7. Możemy zatem nieśmiało zaryzykować stwierdzenie, że oto przed nami nadzwyczaj ciekawa wiosna, podczas której zadzieje się wiele i na tych największych i na tych nieco mniejszych piłkarskich arenach. A to z kolei jeszcze jeden dowód na to, jak bardzo przewrotną i nieprzewidywalną dyscypliną sportu jest futbol. Wszak gdzieś w okolicy października pewnie niewielu z nas pomyślałoby, że taka Ellen Wangerheim w sezonie 2025-26 stanie przed szansą zdobycia zarówno Ligi Mistrzyń, jak i Pucharu Europy. Że mało realne? Oczywiście, ale Japonia też nie miała zostać mistrzem świata, a Piteå sięgnąć po tytuł w Damallsvenskan.