Zadanie prawie wykonane

Gol Emilie Joramo pozwolił piłkarkom Hammarby wykonać ważny krok w stronę awansu (Fot. Bildbyrån)

To miały być pierwsze realne testy dla odświeżonych po wyjątkowo nawet jak na nasze warunki intensywnej zimowej wyprzedaży w Hisingen oraz Södermalm. Znaczącą różnicę stanowił jednak poziom trudności stojącego przed naszymi eksportowymi zespołami wyzwania. O ile bowiem mistrzynie kraju miały zmierzyć się z nieoczekiwanie obecnym na tym etapie zmagań islandzkim Breithablikiem (także zresztą mocno i konsekwentnie w ostatnich tygodniach osłabianym), o tyle w szranki z Bajen stanął mający już w bieżącym sezonie na rozkładzie miedzy innymi Rosengård lizboński Sporting. Oczywiście już dawno bez absolutnie wyjątkowej i bijącej kolejne transferowe rekordy Olivii Smith, lecz za to z nie mniej od niej utalentowaną rodaczką Jenevą Gray, wybitnie bramkostrzelną Caroliną Santiago, czy wreszcie nie bez przyczyny nazywaną żyjącą legendą Damallsvenskan Claudią Neto w składzie. Jak zatem doskonale widać, choć perspektywa awansu niezmiennie znajdowała się w zasięgu, poprzeczka w przypadku Hammarby zawieszona została na tyle wysoko, że trzeba było się nieźle natrudzić, aby do niej koniec końców doskoczyć. Szczególnie, że tym razem cegiełki do ewentualnego sukcesu nie mogły już dołożyć kluczowe na poprzednich etapach, lecz sprzedane zimą do angielskiej Barclays WSL Smilla Holmberg, Asato Miyagawa, Anna Jøsendal, Julie Blakstad oraz Ellen Wangerheim. A skoro mówimy tu o europejskich pucharach, to w oczy najbardziej rzucała się chyba absencja ostatniej z wymienionych, bo choć 21-letnia snajperka ligową jesień miała – oczywiście jak na swoje imponujące standardy – mocno nierówną, to jednak podczas międzynarodowego grania zawsze prezentowała tę najlepszą wersję siebie, o czym boleśnie przekonały się nie tylko norweski Brann, czy holenderski Ajax, ale także… jej przyszły jak się miało za chwilę okazać klub z czerwonej części Manchesteru.

Zacznijmy jednak chronologicznie, czyli od szybkiego meldunku z Bravida Areny, gdzie teoretycznie łatwiejszy debiut w nowej, niewątpliwie odpowiedzialnej roli trenerki mistrzyń Szwecji zaliczyła Elena Sadiku. W przypadku Os z Västergötland zdecydowanie najpilniej przyglądaliśmy się obu wahadłom, a także postawie środka pola, gdyż to właśnie w tych sektorach boiska Häcken poniósł zdecydowanie największe kadrowe straty. Czy zatem pod nieobecność Alice Bergström, Hanny Wijk, Carly Wickenheiser oraz Johanny Fossdalsy (ta ostatnia akurat ze względu na eliminujący ją z gry na wiele miesięcy uraz) koniec końców udało się skruszyć islandzkie zasieki? Cóż, chwilkę to trwało, lecz gdy piłkarki w żółto-czarnych strojach zaczęły już strzelać, to w jak najbardziej dosłownym rozumieniu tego słowa zwyczajnie nie potrafiły przestać. Felicia Schröder i Monica Jusu Bah zaprezentowały się tak, jakby zimowa przerwa w rozgrywkach nigdy nie miała miejsca, a poprzedni mecz o stawkę przyszło im rozegrać w miniony weekend. O formę akurat tej dwójki fani z Västergötland i tak się jednak nie obawiali, więc ze zdecydowanie większym entuzjazmem przyjęto fakt, iż dwiema absolutnie wyróżniającymi się zawodniczkami na placu gry były podłączające się aktywnie do niemal każdej akcji ofensywnej wahadłowa Alva Selerud, a także rozgrywająca Helena Sampaio. A żeby ten chłodny, środowy wieczór był jeszcze słodszy, tytuł najlepszej Islandki na boisku bez wątpienia trafiłby w ręce Thelmy Palmadottir, która oficjalny debiut w barwach Os uczciła golem i asystą drugiego stopnia. Jasne, królowa strzelczyń Damallsvenskan z poprzedniego sezonu powinna zakończyć dzień z trzema trafieniami na koncie, ale w takich okolicznościach nie będziemy przecież lamentować, że oto nie udało się dobić do dwucyfrówki. Inna sprawa, że Breithablik zaprezentował się na tle Häcken jak zespół całkowicie amatorski, a najlepszym podsumowaniem występu naszych gościń było zachowanie Heidy Vitharsdottir przy golu na 0-4. Kto widział, ten już nie odzobaczy.

A jak spisał się na swojej wielkiej, atlantyckiej wyprawie odmieniony zespół z Södermalm? W prostych słowach ujmijmy to tak: jeśli po pamiętnej rywalizacji z Benfiką portugalska stolica wywoływała w sympatykach Bajen wyłącznie pozytywne skojarzenia, to od dziś zostały one tylko wzmocnione. Bohaterka? Owszem, jest! Podczas niemal całego zimowego okienka ze Sztokholmu docierały niepotwierdzone informacje, jakoby Emilie Joramo szykowała się do odejścia z klubu przy pierwszej nadarzającej się sposobności, ale nawet jeśli było w nich choć malutkie ziarenko prawdy, to 24-letnia pomocniczka z Norwegii doszła do jedynego słusznego wniosku, że najłatwiej będzie jej wypromować się świetną grą. Profesorka środka pola nawiązała tym samym to swoich absolutnie topowych występów w koszulce Hammarby i dziejową sprawiedliwością należy nazwać fakt, że to właśnie po jej strzale ekipa trenera Strömberga zapisała na swoim koncie zwycięskie trafienie. A mogła nawet dwa, lecz tuż przed końcem spotkania z kolejną próbą Joramo nie bez problemów poradziła sobie niemiecka golkiperka Sportingu Anna Wellmann. Przez większość spotkania wicemistrzynie Portugalii sprawiały jednak wrażenie ekipy wyjątkowo zagubionej i nieporadnej, co biorąc pod uwagę ich sportowy potencjał, może jednak nieco zaskakiwać. Zawodniczki z Lizbony stać było w zasadzie jedynie na wyprowadzenie dwóch, szybkich kontrataków po których to – i to należy przyznać – zdobywczyniom Pucharu Szwecji ewidentnie dopisało szczęście. Samo zwycięstwo fartowne żadną miarą jednak nie było, a obserwując harce i popisy niezmordowanego duetu Lennartsson – Hasund odnieśliśmy silne wrażenie, że kwestię awansu tak na dobra sprawę można było rozstrzygnąć już w Lizbonie. Ale spokojnie, siedem dni dłużej z chęcią poczekamy, wszak perspektywa szwedzkiego finału właśnie na powrót stała się nieco bardziej rzeczywista.


Komplet wyników:

Leave a comment