
W Malmö inauguracji nowego sezonu ligowego wypatrują z w pełni zrozumiałym optymizmem (Fot. Malmö FF)
Już za tydzień startują zmagania pucharowe (zarówno te w kraju, jak i na arenie europejskiej), ale szwedzkie kluby – jak to mają w zwyczaju – na uzupełnienie kadrowych braków mają jeszcze naprawdę sporo czasu. A w większości przypadków zdecydowanie jest co łatać, wszak jedynie fani Malmö FF mogą na ten moment z czystym sumieniem stwierdzić, iż pod względem jakościowym ich stan posiadania od początku zimowego okienka transferowego zmienił się na plus. Co godne podkreślenia, w Skanii postanowili brać przykład z najlepszych, a strategia bezpośredniego przechwytywania kluczowych zawodniczek od ligowych rywalek zdaje się w sposób naturalny łączyć kilka kluczowych elementów, w tym mityczne już niemal minimalizowanie ryzyka pomyłki. Zwycięski sparing z Hammarby tezę o podążaniu we właściwym kierunku zdaje się jedynie potwierdzać, ale póki co z bardziej wylewnymi gratulacjami damy sobie jeszcze profilaktycznie na wstrzymanie, choć nie da się ukryć, że to MFF na tę chwilę jawi się nam jako jedyny na tym naszym szwedzkim placu budowy kompletny produkt.
W wielu innych ośrodkach zima przyniosła ostre wietrzenie szatni. Ani trochę nie dziwi to w przypadku obu tegorocznych beniaminków, choć o ile w Uppsali raz jeszcze trzeba będzie mocno liczyć na futbolowy cud i uśmiech piłkarskiej fortuny, o tyle Eskilstuna realnie posiada aktywa uprawniające ją do walki przynajmniej o bezpieczną lokatę w środku stawki. Trochę z konieczności, choć oczywiście wersja oficjalna brzmi w tym temacie nieco inaczej, na wyraźne odmłodzenie kadry zdecydowano się w Vittsjö, a klub ze wsi leżącej nieopodal Hässleholm będzie musiał znaleźć na siebie pomysł po erze takich ikon jak chociażby Linda Sällström. Jeszcze bardziej egzotyczne informacje docierają do nas z dalekiej Północy, gdzie misję ratowania ekstraklasy dla Piteå podejmą między innymi reprezentantki Łotwy, Wysp Owczych i Jamajki. W Växjö mocno postawiono za to na krajową młodzież i to właśnie do Kronobergu ścieżki sportowej kariery przywiodły tej zimy Tyrę Andersson, Tildę Sandén, czy nieprzypadkowo uważane za wielkie talenty siostry Ericę oraz Thelmę Persson Welin. I to właśnie powrotu tych ostatnich na pierwszoligowe boiska wyczekujemy ze szczególną ekscytacją, tym bardziej, że trener Unogård zdaje się wręcz stworzony do prowadzenia zespołów o takim właśnie profilu.
Tradycyjna wyprzedaż garażowa w Kristianstad a także nieco mniej spodziewany eksodus niemal wszystkich kluczowych zawodniczek z Norrköping sprawiły, że oto na nieco ponad miesiąc przed startem ligowej kampanii usilnie poszukujemy potencjalnych kandydatek do lokat w czołowej piątce. Dla jednych będzie to zaskoczeniem, dla innych wręcz przeciwnie, lecz w tym celu najlepiej… po prostu nie ruszać się ze stolicy. Tak, trend przenoszenia wielkiego futbolu do wielkich metropolii zdaje się nie omijać także i naszego podwórka i ani trochę się na tę współczesną rzeczywistość nie obrażamy. Kontrowersyjny, mający za sobą pracę w angielskiej Barclays WSL Szkot William Kirk (Djurgården), a także pochodzący ze Szczecina Lukas Syberyjski (AIK) tej wiosny staną przed niezwykle odpowiedzialnym zadaniem wprowadzenia swoich ekip na jeszcze wyższy poziom, a spodziewanym efektem tych działań ma być dołączenie do ścisłej, liczącej maksymalnie sześć drużyn krajowej elity. Nieco bardziej odważni sympatycy tych ekip coraz głośniej dopominają się nawet podjęcia skutecznej rywalizacji z Hammarby o prymat w mieście i nawet jeśli te deklaracje wydają się być naprawdę odważne, to jednak pozyskanie takich piłkarek, jak Johanna Renmark, Maria Olafsdottir i Sara Eriksson (Djurgården) oraz Olivia Garcia, czy Lotta Kalske (AIK) jasno pokazuje, że o żadnych półśrodkach w stolicy mowy być nie może. Teraz jeszcze tylko wypadałoby jakoś to wszystko mądrze poskładać i nawet podwójne, sztokholmskie podium wcale nie musi zaliczać się do kategorii soccer fiction.
Giełda transferowa Damallsvenskan – zima 2026:













