
Zmiana barw klubowych ani trochę nie wpłynęła na boiskową dyspozycję Alice Bergström (Fot. Sam Williams)
Pierwsze tygodnie roku to już niemal tradycyjnie czas, w którym Damallsvenskan niebezpiecznie upodabnia się do tak chętnie odwiedzanych przez nas w tym okresie galerii handlowych. Że niby bezsensowne porównanie? To bardzo proszę powiedzcie, gdzie indziej w całym piłkarskim uniwersum znajdziecie na przełomie grudnia i stycznia tak wiele naprawdę atrakcyjnych promocji. Jasne, zestawianie sportowców ze standardowym asortymentem sklepowym nie brzmi może przesadnie elegancko, lecz cóż począć, gdy analogie niejako tworzą się same. I choć przez ostatnie lata zdążyliśmy się trochę z tym fenomenem oswoić, to jednak tej zimy nadciągająca głównie z Wysp Brytyjskich ofensywa zaskoczyła nas swoją skalą, formą i zasięgiem. Z jednej strony jakąś zapowiedź trendu mógł stanowić fakt, iż zaledwie pół roku temu tak solidne na standardy naszej ekstraklasy zawodniczki jak Anna Tamminen, Ebba Hed, czy Oona Sevenius bez większego zastanowienia postanowiły porzucić marzenia o pucharowych podbojach na rzecz angielskiej drugiej ligi, ale i tak na transfery wychodzące aż tylu kluczowych postaci minionej kampanii Damallsvenskan gotowi zdecydowanie nie byliśmy. Tym bardziej, że przecież nasz eksportowy duet Hammarby – Häcken wciąż pozostaje w grze o historyczny Puchar Europy, w związku z czym aż tak głęboka kadrowa rewolucja zdawała się wielce niewskazana zarówno w Södermalm, jak i w Hisingen. To wszystko jednak wyłącznie życzeniowe myślenie, a bezlitosna rzeczywistość wyraźnie pokazuje, że w pucharowych ćwierćfinałach obejrzymy dwa szwedzkie zespoły znajdujące się gdzieś pośrodku procesu całkiem sporej przebudowy i choć ich szans na ostateczny sukces przekreślać żadną miarą nie można, to jednak jeszcze dwa miesiące temu perspektywa wewnątrzszwedzkiego finału wydawała się jakoś bardziej prawdopodobna.
Przegląd strat rozpocznijmy od Södermalm, gdyż to właśnie tam powodów do niepokoju wydaje się być aktualnie najwięcej. Jasne, większość sympatyków Bajen była mentalnie przygotowana na odejście Smilli Holmberg (Arsenal), czy Julie Blakstad (Tottenham), ale gremialna wyprzedaż wyjściowej jedenastki okazała się jednak swego rodzaju szokiem. Nowy trener William Strömberg, który sam pierwszoligowego futbolu będzie się mimo wszystko w pewnym stopniu uczył, został zatem postawiony niebywale trudnym położeniu, a jednoczesne wypuszczenie z klubu Ellen Wangerheim (Manchester United), Anny Jøsendal (Liverpool), czy Asato Miyagawy (Birmingham City) jasno pokazuje, że na południu Sztokholmu trzeba będzie wspinaczkę na szczyt krajowej piramidy rozpoczynać od nowa i tym razem może okazać się ona znacząco bardziej wymagająca niż przy poprzedniej okazji.
Liczba strat własnych na Bravida Arenie w Hisingen jest niewątpliwie porównywalna, choć tutaj pewną poduszkę bezpieczeństwa stanowi fakt zbudowania przez poprzedniego już szkoleniowca stosunkowo szerokiej kadry. Nawet ten przywilej nie sprawi jednak, że w obozie aktualnych mistrzyń Szwecji nagle przestaną tęsknić za Alice Bergström (Liverpool), która wprawdzie pod względem liczb pozostawała przez cały poprzedni rok w cieniu Felicii Schröder, lecz gdy przyjrzeć się detalom, to właśnie dynamiczna prawa wahadłowa Os była jedną z najpoważniejszych kandydatek do nagrody MVP całych rozgrywek. Na szczęście dla nowej trenerki Eleny Sadiku (swoją drogą, także bardzo ciekawy transfer) Häcken doszedł do porozumienia w kwestii nowego kontraktu z Jennifer Falk, ale zanim reprezentacyjna jedynka powróci na Bravida Arenę, czeka ją jeszcze kilkumiesięczna przygoda w postaci wypożyczenia do Liverpoolu, który to niespodziewanie włączył się w walkę o utrzymanie w Barclays WSL. W zdecydowanie lepszych nastrojach obecny rok witali za to fani londyńskiego Tottanhamu, a humory dodatkowo podbiła im jeszcze informacja o dwóch nowych, naprawdę ciekawych wzmocnieniach. Kadrę ekipy numer dwa na mapie północnego Londynu zasiliły bowiem Hanna Wijk oraz Matilda Nildén, co jednoznacznie pokazuje, że nawet delikatna obniżka formy lub status zawodniczki wchodzącej z ławki w czołowym szwedzkim klubie nie zmniejsza atrakcyjności potencjalnego transferu w oczach przedstawicieli najlepszej ligi w Europie.
Jak zawsze, sporo transferów wychodzących o tej porze roku ma miejsce w klubach pokroju Kristianstad, Piteå, czy Vittsjö, lecz to wynika w dużej mierze z pozycji, jaką z przyczyn obiektywnych zajmują one w piłkarskim łańcuchu pokarmowym. Przez mniej więcej dwa lata o akcesję do krajowej czołówki mocno zabiegano w IFK Norrköping, lecz stosunkowo łatwe odpuszczenie Mayi Antoine oraz Vesny Milivojevic może sugerować, że Stellan Carlsson i jego Peking tym razem w pełni zadowolą się pozycją ligowego underdoga (oczywiście w kontekście rywalizacji o upragnione TOP-3). Zdecydowanie trudniej natomiast przewidzieć najbliższą przyszłość najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu, gdyż po katastrofalnej jesieni, zima w FC Rosengård rozpoczęła się przynajmniej równie niepokojąco. Klub opuściły takie postaci, jak Emma Jansson, Emilia Pelgander, Halimatu Ayinde, czy Aemu Oyama, na pierwszych (i kolejnych) zajęciach nie pojawił się nowy szkoleniowiec, nieobecność zaliczyła również nowa dyrektorka sportowa Emelie Lundberg, a zajęcia z udziałem 13 zawodniczek (w tym trzech bramkarek) dzielnie nadzorowali… zwolniony w połowie rundy jesiennej Joel Kjestelberg oraz legendarna Caroline Seger. Dodatkowo, wciąż nie do końca jasna zdaje się być nowa struktura właścicielska klubu, ale nowy zarząd zapewnia, że wszystko jest na właściwej drodze i zapowiada medialną ofensywę, która wreszcie uporządkuje nam ten cokolwiek mało twórczy chaos. Najbliższe dni i tygodnie w Skanii zapowiadają się więc niezwykle interesująco, a w naszym wspólnym interesie jest chyba tylko trzymanie kciuków, aby Rosengård nie wziął przypadkiem przykładu z Linköping i błyskawicznie powrócił na należne sobie na krajowej piramidzie miejsce.
I tylko w błękitnej części Malmö przypatrują się temu wszystkiemu z łagodnymi uśmiechami na ustach, bo tam nie dość, że o żadnej wyprzedaży nie może być mowy, to jeszcze co i raz na Eleda Stadion pojawia się kolejne wzmocnienie i tak już bardzo ciekawie skonstruowanej kadry. Fani ubiegłorocznego beniaminka mogą jedynie klaskać w dłonie i z coraz większą ekscytacją zacierać ręce, gdyż obrana przez klub strategia transferowa wydaje się być obarczona naprawdę minimalnym ryzykiem. Wilma Carlsson, Emma Petrovic, Amy Sayer, Larkin Russell, czy Vesna Milivojevic to wszystko zawodniczki doskonale znające i rozumiejące specyfikę Damallsvenskan, gotowe na naprawdę przełomowy krok w swoich sportowych karierach. Czy wykonają go wspólnie, już w nowych, błękitno-białych barwach? Jest to całkiem prawdopodobne, wszak analogie z nie tak przecież odległą budową ekipy na miarę dubletu przez Hammarby nasuwają się same. A tutaj efekt może okazać się jeszcze bardziej piorunujący, oczywiście jeśli to wszystko we właściwym momencie zagra. Ale dlaczego w zasadzie miałoby być inaczej, wszak akurat w Malmö jak dotąd założone cele realizują z niemal stuprocentową skutecznością.