
Filippa Angeldal ma w Madrycie całkiem sporo powodów do uśmiechu (Fot. ShutterStock)
Bohaterka zwycięskiego powrotu szwedzkiej kadry w domowym starciu z Włoszkami, liderka drugiej linii niepokonanej w minionym roku ekipy Gerhardssona i wreszcie współautorka najbardziej udanego sezonu w dotychczasowej historii madryckiego Realu. Filippa Angeldal jako jedyna spośród swoich rodaczek może z pełnym przekonaniem stwierdzić, że decyzja o przeprowadzce do hiszpańskiej stolicy była w jej przypadku w stu procentach trafiona, a szczególnie wiosną z największą przyjemnością obserwowało się jej owocną, boiskową współpracę z Caroline Weir. Niezwykle udany duet była piłkarka Manchesteru City stworzyła także w drużynie narodowej, gdzie dzielnie partnerowała jej z kolei… nowa zawodniczka coraz śmielej szturmującej bramy Europy ekipy z czerwonej części Manchesteru. Julia Zigiotti w drużynie Marca Skinnera zaaklimatyzowała się błyskawicznie i w zasadzie od pierwszego występu w charakterystycznej koszulce wywalczyła sobie sympatię najbardziej zagorzałych fanów zespołu z Leigh Sports Village. Do pełni szczęścia zabrakło być może tylko nieco bardziej spektakularnych liczb, lecz nawet bez nikt nie ma chyba wątpliwości, że na 28-latką z Väsby przełomowy rok, który na dobre ugruntował jej pozycję w świadomości kibiców w Szwecji, Anglii, a także – za sprawą naprawdę udanego występu na szwajcarskim EURO – w całej Europie.
Po boiskach Barclays WSL, a także jej bezpośredniego zaplecza, biega zresztą wiele klasowych, szwedzkich pomocniczek. Do tego grona zaliczyć możemy chociażby przedstawicielkę starszej generacji Kosovare Asllani, która w niesamowicie efektownym stylu odbiła się z delikatnego dołka i nie dość, że poprowadziła naszpikowaną chińskimi banknotami gwiazdorską drużynę spod znaku London City Lionesses do spodziewanego awansu, to jeszcze brawurowo wcieliła się w jej barwach w rolę kapitanki-przewodniczki po pierwszoligowych rubieżach dla młodszych koleżanek. Równie dużą odpowiedzialność nosiła na swoich barkach Fridolina Rolfö, bo jeśli dopiero co byłaś bohaterką finału Ligi Mistrzyń, to oczekuje się od ciebie tylko i wyłącznie wyczynów równie spektakularnych. W przeciwieństwie do wspomnianej wcześniej Zigiotti, była piłkarka Barcelony potrzebowała nieco więcej czasu na adaptację, lecz w grudniu wystrzeliła z formą tak, że nawet rywalki pokroju Atletico czy Tottenhamu były wobec takiego stanu rzeczy bezradne. A skoro wspomnieliśmy już o londyńskich Kogutach, to warto docenić swoiste odrodzenie Matildy Vinberg, która u boku łapiącej obecnie życiową dyspozycję Olivii Holdt, niesamowicie sugestywnie przypomniała wszystkim w kraju o swoim istnieniu. Nieco w cieniu wyżej wymienionych ze swoich zadań wywiązywała się My Cato, która pomimo letniej degradacji pozostała w londyńskim Crystal Palace i wciąż nie zrezygnowała z ambitnych planów powrotu z tym klubem do elity. Przepiękny comeback, choć tym razem w ujęciu indywidualnym, zaliczyła natomiast Rosa Kafaji, która po wielu miesiącach bezskutecznego dobijania się do wyjściowej jedenastki Arsenalu, z korzyścią w zasadzie dla wszystkich zainteresowanych stron, doskonale odnalazła się na wypożyczeniu w Brightonie.
Na domowym gruncie zachwycaliśmy się przede wszystkim 35-letnią weteranką Mią Persson, która reprezentując beniaminka z Malmö, bezapelacyjnie rozegrała swój zdecydowanie najlepszy sezon w karierze i nawet trochę szkoda, iż tak niesamowity wystrzał nie otrzymał wieńczącej puenty na przykład w postaci historycznego powołania do kadry. W tej ostatniej nowy selekcjoner Gustavsson znalazł miejsce dla Anny Anvegård, która po wyleczeniu urazu stała się prawdopodobnie najważniejszą kartą w talii trenera Linda, a przecież doskonale wiemy, że akurat w Hisingen żółtych koszulek liderek ani przez moment nie brakowało. Zdecydowanie łatwiej za to wskazać najjaśniejszy punkt niezmiennie licznej, szwedzkiej kolonii w Vålerendze i z radością możemy poinformować, iż drugi rok z rzędu ten zaszczytny tytuł wędruje w ręce cyklicznie niedocenianej przez rodzimych ekspertów Linn Vickius. O fenomenie siedemnastoletniej Novy Selin pisaliśmy szerzej przy okazji argumentacji wyróżnienia w kategorii Odkrycie Roku, niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że taka Ida Bengtsson również otarła się w tym roku o indywidualną nominację, gdyż tak zauważalny progres, jaki stał się udziałem pomocniczki Brommy, nie powinien pozostać niedoceniony. Julia Karlernäs oraz Nellie Lilja to niezwykle solidne, ligowe firmy zarówno na szóstce, jak i na ósemce, choć pod względem charakterystyki, a także największych atutów, dzieli je zdecydowanie więcej niż łączy. Niezwykle interesującą pod kątem dalszych obserwacji zawodniczką jest ponadto Sara Eriksson, czyli jeszcze jeden żywy dowód na to, że w futbolu narodziny potencjalnej gwiazdy mogą odbyć się nawet pośrodku ogromnej, drużynowej katastrofy.
