
Nathalie Björn świetnie odnalazła się w drużynie gwiazd z zachodniego Londynu (For. Getty Images)
W sporcie, podobnie zresztą jak w innych aspektach życia, pech jednej osoby nierzadko okazuje się być szansą dla drugiej. Z prawdziwości tej maksymy z pewnością doskonale zdaje sobie sprawę Nathalie Björn, choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że szwedzka defensorka z rotacji najlepszego, angielskiego klubu nie wypadła w zasadzie ani na moment. Problemy zdrowotne kolejno Kadeishy Buchanan oraz Naomi Girmy, a także falująca forma innych liderek formacji obronnej z kapitanką Millie Bright na czele sprawiły jednak, że mniej więcej w okolicach jesieni 28-latka z Uppsali stała się w oczach trenerki Sonii Bompastor centralnym elementem kręgosłupa The Blues. I grając pod nieustającą w tak wielkim klubie presją, reprezentantka Szwecji oczekiwań absolutnie nie zawiodła. Nic więc dziwnego, że w zachodnim Londynie fani coraz częściej pozwalają sobie zestawiać nazwisko Björn z legendą Magdaleny Eriksson, która jednak na boiskach niemieckiej Bundesligi nie zawsze nawiązuje poziomem do swoich najbardziej spektakularnych występów w angielskiej WSL. Konkurencja na środku bloku defensywnego w zespole mistrzyń Niemiec jest jednak naprawdę zacna, więc pozostaje trzymać kciuki, że Gilles, Viggosdottir, czy Ballisager na stałe nie przyspawają byłej kapitanki Chelsea do ławki rezerwowych.
Miniony rok bez wątpienia upłynął nam w rytmie kolejnych popisów młodych, szwedzkich wahadłowych. Wyróżniona przed dwunastoma miesiącami tytułem Odkrycia Roku Smilla Holmberg przebojem wdarła się do kadry, wywalczyła z Hammarby Puchar Szwecji, a w meczu fazy grupowej EURO bez jakichkolwiek kompleksów raz po raz wrzucała na karuzelę całkowicie chwilami bezradne reprezentantki Niemiec. Swojej szansy ani od Gerhardssona, ani od Gustavssona, nie otrzymały póki co Alice Bergström oraz Nathalie Hoff Persson, choć obie tydzień w tydzień zachwycały nas swoją dynamiką i eksplozywnością na boiskach Damallsvenskan, potwierdzając tym samym najwyższą, sportową klasę. Ich przypadki to zresztą równie ciekawy materiał do analizy, wszak pierwsza jeszcze rok temu klasyfikowana była w naszym rankingu wśród napastniczek, drugą zaś do spektakularnego sezonu w Malmö przywiódł szlak biegnący między innymi przez portugalską Lizbonę i Elitettan. Swój fantastyczny czas w Manchesterze przeżywa natomiast Anna Sandberg. Była defensorka Örebro na murawie po prostu robiła swoje, dzięki czemu bez wielkich fajerwerków z żelaznej rezerwowej stała się podstawową, a zarazem jedną z najbardziej wartościowych zawodniczek klubu, który w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń bez większych trudności załapał się do elitarnego TOP-12. A skoro zajrzeliśmy już niejako na lewą flankę, to warto docenić także nieco starszą od wymienionych w tym akapicie koleżanek Amandę Nildén, regularnie występującą w wyjściowej jedenastce Tottenhamu, czyli przyprawionej pikantnym, nordyckim sosem absolutnej rewelacji rundy jesiennej w Barclays WSL.
Na ligowym gruncie miniony rok należał do Ebby Handfast, która wraz z Kanadyjką Mayą Antoine oraz również zasługującą na specjalny shout-out Jessiką Wik zbudowała w Norrköping potężny, defensywny mur, z którego skutecznym sforsowaniem problemy miały nawet tak silne z przodu ekipy jak Häcken. I jeśli mielibyśmy wskazać jedną zawodniczkę, dla której sezon 2025 był ewidentnym przełomem w seniorskiej karierze, to wspomniana Handfast znalazłaby się w tym zestawieniu na jednym z bardziej eksponowanych miejsc. W postawie Peking zdecydowanie widać rękę trenera Stellana Carlssona, który jednak swoje dziedzictwo skutecznie pozostawił także w swoim byłym już klubie. Na występy piłkarek z Piteå wielokrotnie i jak najbardziej zasadnie zdarzało nam się bowiem narzekać, ale akurat Selina Henriksson oraz Wilma Carlsson sumarycznie zebrały przy swoich nazwiskach zdecydowanie więcej plusików niż głosów krytyki. A nie zapominajmy, że do grona wychowanek charyzmatycznego szkoleniowca zaliczyć możemy również chociażby Ellen Löfqvist, która po solidnym sezonie w barwach beniaminka z Malmö także znalazła się na granicy naszego rankingu. W zestawieniu nie mogło natomiast zabraknąć miejsca dla Ebby Hed, która najpierw położyła podwaliny pod najbardziej owocny od ponad dekady sezon w wykonaniu Djurgården, a następnie przeniosła się do Nottingham, aby z tamtejszym klubem walczyć o awans do angielskiej ekstraklasy. W dalekiej Kalifornii swoje atuty w grze do przodu i delikatne mankamenty w kryciu prezentowała nam Hanna Lundkvist, zaś reprezentująca mistrzowską orkiestrę z Hisingen Hanna Wijk niejako z konieczności musiała występować w zasadzie na każdej pozycji w czteroosobowym bloku defensywnym i z powierzanych jej sytuacyjnie zadań wywiązywała się więcej niż przyzwoicie, czego najlepszym przykładem znów może być pamiętna, zwycięska rywalizacja Häcken z mediolańskim Interem.
