
O tej postaci napisaliśmy już chyba wszystko, ale przecież należne honory jak najbardziej oddawać trzeba. Szczególnie, jeśli mówimy o najwybitniejszym – co do tego nie ma chyba żadnych wątpliwości – selekcjonerze, który kiedykolwiek miał przyjemność pracować z seniorską reprezentacją Szwecji. Ogólny szacunek budzi nie tylko medalowy dorobek Gerhardssona, ale przede wszystkim uratowanie dla kadry kilku niezwykle istotnych postaci oraz styl, który prowadzony przez niego zespół zawsze prezentował w chwilach decydującej próby. Za pandemiczne Igrzyska w Japonii wdzięczni będziemy już zawsze, gdyż to właśnie pośrodku niezwykle absorbującej mentalnie rzeczywistości, ubrana w niebiesko-żółte stroje drużyna podarowała nam w prezencie najwspanialsze dwa tygodnie, jakie kiedykolwiek widział szwedzki futbol. I nawet jeśli w papierach wystarczyło to jedynie do zawieszenia na szyjach tylko srebrnych krążków, to tak bardzo potrzebne wtedy każdemu z nas poczucie dumy rozpiera nas za każdym razem, gdy w ogóle wspomnimy o tamtym, niezapomnianym lecie.
Już przed rozpoczęciem decydującego rozdania było jasne, że szwajcarskie EURO będzie definitywnym pożegnaniem Gerhardssona ze stanowiskiem selekcjonera. Nie brakowało głosów, iż tak uczciwe postawienie sprawy może ostatecznie przynieść więcej szkód niż korzyści, lecz zarówno sam szkoleniowiec, jak i przedstawiciele Federacji, postanowili tym razem zagrać w otwarte karty. O ile ta strategia zdawała się mieć logiczny sens, o tyle nadmierne przywiązanie do pewnej grupy nazwisk, a także pozorne zamknięcie się na znajdujące się w przededniu imprezy w naprawdę wybornej formie młode zawodniczki, zdawało się wzbudzać jak najbardziej uzasadniony niepokój. Pochodzący z Uppsali, doświadczony w swoim fachu trener raz jeszcze udowodnił jednak, że selekcjonerska logika nie zawsze musi iść w parze z tą najbardziej oczywistą i nawet jeśli tym razem całe to zamieszanie zakończyliśmy bez medali, to miana jednej z dwóch (obok Hiszpanii) najbardziej efektownych drużyn EURO 2025 nikt i nic już nam nie odbierze. Przypadek? Nie sądzę, po prostu Gerhardsson – i wszystko jasne!