Minął rok, dobry rok

W tym roku szwedzka kadra potrafiła na przykład zdeklasować reprezentację Niemiec w finałach EURO (Fot. Per Ljung)

Powtórzmy raz jeszcze, bo naprawdę warto: minął rok, dobry rok! Najczęściej bywa tak, że dwunastomiesięczne podsumowanie dokonań szwedzkiej kadry rozpoczynamy od stwierdzenia, że był to czas wybitnie niejednoznaczny. Dziś robimy jednak od tego zwyczaju wyjątek, gdyż nie ma co ukrywać, że tym razem plusy dodatnie znacząco dominowały nad mniejszymi lub większymi niedoskonałościami, choć gdyby poszukać głębiej, to i je dałoby się tutaj sumiennie wyliczyć i wypunktować. Po co jednak tracić na to czas i energię, skoro kadra Petera Gerhardssona na koniec jego udanej, selekcjonerskiej przygody, zaserwowała nam wspaniałe danie, którego smak, zapach i ogólna aura zostaną zapamiętane na długie lata. Bo na szwajcarskiej ziemi, podczas najważniejszej imprezy roku w reprezentacyjnej piłce nożnej, to naszą grą zachwycała się cała Europa. A my co najwyżej łapaliśmy się w tym czasie za głowy, nie mogąc dojść do tego, jakim cudem w teorii niemogąca przynieść jakichkolwiek pozytywnych efektów selekcja (a w zasadzie jej brak), doprowadziła nas do miejsca, w którym ani trochę nie spodziewaliśmy się znaleźć. I nawet przegrany w absurdalnych okolicznościach konkurs rzutów karnych z późniejszymi triumfatorkami z Anglii w najmniejszym stopniu tej jednoznacznie pozytywnej oceny występu na EURO nie zamazał.

Zacznijmy jednak chronologicznie, czyli od wiosennych potyczek z Danią, Włochami i Walią w Lidze Narodów. Walka toczyła się tutaj nie tylko o pierwsze miejsce w grupie, lecz przede wszystkim o korzystniejsze rozstawienie w przyszłorocznych kwalifikacjach do brazylijskiego mundialu, więc w interesie nas wszystkich było, aby jednak o dobre wyniki się postarać. I choć forma naszych reprezentantek mocno falowała, to jednak przez całe zmagania udało się ostatecznie przejść bez choćby jednak porażki, a zapowiadający się początkowo na kluczowy dwumecz z sąsiadkami zza Kattegatu, Szwedki rozstrzygnęły na swoją korzyść imponującym 7-1 w dwumeczu. Tuż przed wyjazdem na EURO udało się jeszcze spuentować ten dobry czas wyjazdowym zwycięstwem nad zawsze solidną i permanentnie zawodzącą sięgające absolutnych szczytów oczekiwania Norwegią, więc do Szwajcarii jechaliśmy z jak najbardziej uzasadnionymi nadziejami. Selekcyjne wybory Gerhardssona, a także sportowa klasa zarówno grupowych rywalek z Niemiec, jak i typowanych na wyjście z arcytrudnej grupy D Francuzek i Angielek, kazała jednak pozostawać w swoich prognozach ostrożnymi Liczyliśmy zatem na wywalczony w co najmniej przyzwoitym stylu awans do ćwierćfinału, a w nim ewentualna presja miała znajdować się już wyłącznie po drugiej stronie. O strefie medalowej głośno nie rozmawialiśmy, a doceniając dokonania całej, ośmioletniej kadencji Gerhardssona, mocno trzymaliśmy kciuki, aby jego ostatni wielki turniej nie zakończył się jednak spektakularną porażką. Ogólnej oceny jego kadencji zmienić rzecz jasna by ona i tak nie mogła, ale jednak najwybitniejszy selekcjoner w historii Blågult zdecydowanie zasługiwał na godne pożegnanie.

W lipcu zaczęło się jednak granie i… nie dość, że nie było tragedii, to jeszcze obejrzeliśmy całkiem przyjemny film akcji. Z Dunkami ostatecznie skończyło się na skromnym 1-0 po golu Filippy Angeldal, ale było to zwycięstwo zasłużone, wybiegane i nie pozostawiające miejsca na spekulacje na temat aktualnego układu sił w skandynawskim futbolu. Starcie z debiutującą na imprezie tej rangi reprezentacją Polski było natomiast lekką i sympatyczną bajką z morałem, że nie taka Ewa Pajor straszna, jeśli masz Jojo Kaneryd na skrzydle. Przeciwko Niemkom była za to istna komedia pomyłek – dodajmy, że głównie ze strony naszych rywalek. Nastoletnia Smilla Holmberg jechała z dwukrotnymi przecież mistrzyniami świata jak chciała, co i raz ośmieszając defensywę tak bardzo imponującą nam w miesiącach poprzedzających turniej. Oba zespoły jeszcze przed pierwszym gwizdkiem awans do kolejnej fazy turnieju miały już jednak zapewniony, więc nawet troszkę domyślamy się, z czego mógł wynikać fakt, iż długimi momentami bawiliśmy się podczas tego seansu bardziej jak na meczu Gothia Cup, niż na poważnym graniu dwóch ekip z czołowej dziesiątki rankingu FIFA. No i wreszcie ćwierćfinał z Anglią… tutaj nie było już zabawy w rytmach girls just wanna have fun i wielu z was zapewne odruchowo nazwałaby ten pamiętny wieczór dramatem bez szczęśliwego zakończenia. Ale nie, tak nie możemy tego zostawić. To była po prostu świetnej klasy obyczajówka i choć jej ostatnia scena pod wieloma względami nieco odmieniła klimat, to jednak na koniec dnia zostaliśmy może i bez medali, ale za to z dumą i nadzieją. A to często trofea, których zwyczajnie nie da się wymienić na cokolwiek cenniejszego.

I wreszcie jesienne testy z Hiszpanią i Francją, już pod batutą nowego dyrygenta. Te potyczki wciąż mamy wyjątkowo świeżo w pamięci, więc oszczędzimy wam przypominania, jak to Anna Sandberg wmieszała się w większość sytuacji bramkowych… dla każdej z wymienionych w tym akapicie drużyn. Ważne jednak, że choć Tony Gustavsson wciąż oficjalnie nie wygrał jeszcze meczu jako selekcjoner Blågult, to postawa jego samego, a także prowadzonej przez niego ekipy, pozwala nam spoglądać w najbliższą przyszłość z wiarą i zaufaniem. Kto wie, być może nawet paradoksalnie to i lepiej, że na tle konkurentek ze ścisłej, światowej topki wykazaliśmy się konkurencyjnością, ale jednak finalnie do odtrąbienia ostatecznego triumfu trochę nam zabrakło. Bo teraz możemy przystąpić do realizacji założonego planu jednocześnie głodni, zdeterminowani i świadomi własnego potencjału. Zamykany przez nas w tej chwili rok kończy się cyfrą pięć i to właśnie na taką ocenę w sześciostopniowej skali sumiennie zapracowały nasze kadrowiczki. I teraz pozostaje jedynie życzyć, aby po kolejnych dwunastu miesiącach wystawić im przynajmniej taką samą notę, bo będzie to jednoznaczne z faktem, że bilety do Brazylii będziemy mogli rezerwować już gdzieś w okolicach pierwszej dekady czerwca. Brzmi jak dobry plan? To zabieramy się do dzieła, damy radę!


Reprezentacja Szwecji 2025 w liczbach:

1 thought on “Minął rok, dobry rok

  1. Kolejny rok dobiega końca. Na pewno nie był to łatwy czas dla Sverige. Również my, jako kibice, mieliśmy świadomość, że po ME zakończy się pewna era. O byłym już trenerze reprezentacji P. Gerhardssonie napisano chyba wszystko. Ja jestem mu wdzięczna za to, że zawsze przygotowywał drużynę na imprezę docelową tak, jak należy i co najważniejsze, we wszystkich spotkaniach było widać team spirit, który jest w sporcie tak ważny. Na ocenę pracy T. Gustavssona będziemy musieli poczekać i to dosyć długo, bo to on musi dokonać zmiany pokoleniowej, której długo opierał się jego poprzednik.

    Podsumowując minione 12 miesięcy uważam, że bardzo dużym pozytywem (i zaskoczeniem) była gra S. Blackstenius, która wreszcie przypomniała sobie o swoich umiejętnościach snajperskich. W meczach reprezentacji nie zawodziły najbardziej pracowite, chociaż nie zawsze doceniane, F. Angeldal, K. Asllani i J. R. Kaneryd. Jednym z ostatnich bardzo mądrych posunięć P. Gerhardssona było wprowadzenie na ME do wyjściowej jedenastki S. Holmberg.

    Mam nadzieję, że z porażek z Hiszpanią i Francją Szwedki wyciągną wnioski, które pomogą im ponownie osiągnąć skuteczny poziom gry i prezentować wszystko to, za co je cenimy.

    Jak zawsze, bardzo dziękuję za merytoryczne analizy spotkań rozgrywanych przez Sverige oraz przez drużyny ligowe.

    Wszystkiego, co najlepsze na ten świąteczny czas. Oby 2026 rok przyniósł nam wiele dobrego. Niech zawodniczkom dopisuje zdrowie i oby nigdy nie musiały martwić się o to, czy grać, czy pracować.

    Like

Leave a comment